Dziś H. Gronkiewicz Waltz powiedziała, że nie będzie pomnika na Krakowskim Przedmieściu, bo nie zgadza się na to konserwator zabytków. Wygląda więc na to, że jakiś urzędnik niższego szczebla będzie decydował w tak ważnej społeczeństwa sprawie.
Zgadzam się, że Krakowskie Przedmieście jest w pewnym sensie zabytkowe. Obecny kształt Krakowskiego Przedmieście powstawał przez setki lat, formowały go różne wydarzenia historyczne. Ale historia się nie skończyła. My też tworzymy historię. Też mamy prawo zostawić naszym potomkom coś poza szklanymi wieżowcami w centrum i wielkimi blokowiskami na obrzeżach. Zresztą, niech władze Warszawy nie mówią, że Krakowskie Przedmieście stanowi "trwały układ uporządkowany". Nie tak dawno przebudowano Skwer Hoovera, który nie ma obecnie nic wspólnego z jego dawnym wyglądem. Jakoś nikomu nie przeszkadzało wybudowanie kawiarni w tym "trwałym układzi uporządkowanym".
Ja widzę pomnik na Krakowskim Przedmieściu. I to pod samym Pałacem. Oczywiście nie kilkumetrowy słup, ale na przykład taki pomnik, jak proponował Czesław Bielecki w Rzeczpospolitej. Może i taki pomnik wzbudziłby niesmak jakiegoś historyka sztuki z doktoratem. Ale czy to jest najważniejsze?
21 lipca podpisano porozumienie z Kurią Warszawską i harcerzami. Napisano w nim o "godnym upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej oraz żałoby wyrażanej przez Polaków - w formie adekwatnej do rangi tego tragicznego wydarzenia i atmosfery tamtych dni". Gdzie jest to upamiętnienie? Nie można zasłaniać się pomnikiem na Powązkach. Projekt tego pomnika został wybrany już 16 czerwca, a więc miesiąc wcześniej. Nie o to upominali się harcerze.
Wygląda więc na to, że upamiętnienie katastrofy smoleńskiej skończy się na Cmentarzu Powązkowskim, które jak słusznie wskazują komentatorzy jest jak to cmentarz wyłączony z przestrzeni publicznej oraz tablicy przy Pałacu - mniej więcej takiej wielkości, jak tablice upamiętniające Stanisława Wokulskiego i Ignacego Rzeckiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)