Populizm, podobnie jak rewolucja, pożera własne dzieci. Popis populizmu zaprezentował nam Donald Tusk podczas debaty przedwyborczej w 2007 roku. Obecny Premier oskarżał ówczesnego Premiera o drożyznę – o wzrost ceny benzyny, jabłek, pieczywa, kurczaków.
Każdy rozsądny człowiek wie, że ropa jest towarem globalnym i wzrost lub spadek jej ceny jest niezależny od Polski (z dokładnością do podatków). Każdy wie, że w maju 2007 roku był przymrozek, który spowodował nieurodzaj jabłek.
Każdy też wie, że w 2010 roku w Rosji spaliło się 30% plonów pszenicy. Tylko jak teraz Donald Tusk ma wytłumaczyć wyborcom, którzy uwierzyli, że za podwyżkę odpowiada Premier, że za cenę odpowiadają czynniki obiektywne ? Brzytwą której się tonący chwyta jest brnięcie w jeszcze większy populizm – teraz za wzrost cen mają odpowiadać spekulanci. Jak w PRL.
Generalnie ludziom nie przeszkadza 120 mld zł deficytu, choćby dlatego, że większość ludzi nie odróżnia milionów od miliardów, a i miliony są abstrakcyjne. Ci sami ludzie jednak nie zaakceptują chleba czy paliwa droższego o złotówkę.

Największa dynamika ceny towarów rolnych jest latam, gdy można przewidzieć poziom i jakość zbiorów. Z czasem ta cena przekłada się na końcowego klienta. Jeżeli w tym roku zbiory też będą słabe i ceny nie spadną, to niezadowolenie społeczeństwa będzie rosło. I w jesiennych wyborach, ludzie którzy do tej pory głosowali na Platformę mogą pozostać w domu.
Donald Tusk doszedł do władzy na fali wzrostu cen żywności. Jeżeli tą władzę odda, to nie przez aferę hazardową, bałagan w spec-pułkach, gigantyczny wzrost zadłużenia, umową gazową ale przez drogie kurczaki.



Komentarze
Pokaż komentarze