Z artykułu dowiesz się:
- Jaką przewagę mandatową w Izbie Reprezentantów prognozują największe stacje telewizyjne
- Dlaczego zwycięstwa Giny Hinojosa i Keishy Lance Bottoms mają historyczny wymiar
- W jakich tradycyjnie republikańskich stanach doszło do spektakularnych porażek partii rządzącej
- Jak wyniki głosowania skomentował prezydent Donald Trump i co mówią korytarze Białego Domu
Historyczne odbicie Izby Reprezentantów
Wybory połówkowe objęły wszystkie 435 miejsc w izbie niższej, 35 mandatów w Senacie oraz stanowiska gubernatorów w 36 stanach. Choć jeszcze niedawno przedwyborcze sondaże wskazywały na przewagę Partii Demokratycznej, skala porażki ugrupowania rządzącego stała się dla części polityków tematem do analiz nad przyszłym kierunkiem partii.
Według wstępnych zestawień NBC Demokraci zdołali odebrać republikanom kluczowe mandaty w całym kraju. Stacja szacuje, że końcowy rozkład miejsc może wynieść 248 mandatów dla demokratów wobec 187 dla Republikanów. Oznaczałoby to wzrost stanu posiadania opozycji o 34 fotele kongresowe.
Według zestawień NBC Demokraci odbili bezpieczne dotąd okręgi, w których wcześniej republikańscy kongresmeni byli uwikłani w skandale obyczajowe i etyczne. W Indianie Victoria Spartz przegrała z demokratą J.D. Fordem, choć dwa lata wcześniej wygrała z przewagą blisko 20 punktów procentowych. Z kolei w 6. okręgu w Kentucky Zach Dembo pokonał Ralpha Alvarado, mimo że wcześniej Donald Trump triumfował tam z przewagą przekraczającą 15 proc.
Jak podają media, w 11. okręgu w Karolinie Północnej mandat zdobył Jamie Ager, pokonując Jennifer Balkcom różnicą piętnastu punktów. Na terenie Kansas triumfował Adam Hamilton, zostając pierwszym demokratycznym senatorem z tego stanu od 94 lat. Mandat w Karolinie Południowej zdobyła Annie Andrews po 28 latach przerwy dla swojej formacji, co odnotowały ogólnokrajowe media. W Karolinie Północnej sukces przypieczętował Demokrata Roy Cooper, odbierając mandat Michaelowi Whatleyowi.
Lider Demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries, który z powodzeniem wywalczył reelekcję na Brooklynie, podsumował atmosferę nocy wyborczej. – Stoimy u progu radykalnej zmiany kierunku, w jakim zmierza ten kraj – oświadczył Jeffries w rozmowie z dziennikarzami w Waszyngtonie.
Zaskoczenia w Teksasie i Georgii
Wybory przyniosły bezprecedensowe rozstrzygnięcia na szczeblu gubernatorskim w stanach uchodzących za bastiony konserwatystów. Zgodnie z doniesieniami NBC, w Teksasie kandydatka demokratów Gina Hinojosa sensacyjnie pokonała ubiegającego się o czwartą kadencję Grega Abbotta. Została pierwszą Latynoską na czele tego stanu i przerwała 36-letnią serię porażek demokratów, którzy nie rządzili tam od 1990 roku.
Do wielkiego przełomu doszło także w Georgii, gdzie wybory na gubernatora wygrała Keisha Lance Bottoms, pokonując kandydata republikanów Ricka Jacksona. Tym samym Bottoms została pierwszą czarnoskórą kobietą na stanowisku gubernatora Georgii, a zarazem pierwszą czarnoskórą kobietą na tym urzędzie w całej historii Stanów Zjednoczonych. Wyniki ze stanów Południa dowodzą głębokiego odwrotu wyborców od dotychczasowej linii politycznej obozu władzy.
Reakcja Białego Domu i Donalda Trumpa. "Będziemy współpracować"
Biały Dom przyjął doniesienia z komisji wyborczych z dużym napięciem. Jak relacjonował korespondent stacji Fox News, na zapleczu Partii Republikańskiej nastroje są fatalne. – Krwawa łaźnia na całej linii – mówili kuluarowo politycy republikanów, komentując kolejne straty w okręgach uchodzących dotąd za murowane bastiony.
Do rezultatów odniósł się sam Donald Trump, publikując emocjonalny komentarz na platformie Truth Social. – Nie było mnie na karcie do głosowania, a gdybym na niej był, wygralibyśmy Z MIAŻDŻĄCĄ PRZEWAGĄ! Dziękuję za uwagę w tej sprawie – napisał prezydent USA.
Prezydent zmienił jednak ton w bezpośredniej wypowiedzi dla tradycyjnej prasy. Na łamach dziennika "The New York Times” Donald Trump zadeklarował, że jest gotowy zaakceptować wyniki wyborów połówkowych. Dodał również, że jego administracja zamierza współpracować z demokratami i liczy na osiągnięcie porozumienia z nową większością. Na łamach "The Wall Street Journal" Donald Trump natomiast ocenił, że to wojna z Iranem wpłynęła na wynik wyborów w USA. - Iran był jednym z czynników - powiedział prezydent. Jego zdaniem to nie sama wojna na Bliskim Wschodzie, ale jej efekt w postaci wzrostu cen, skutkował negatywnie w kampanii dla republikanów. Trump nie żałuje też zaatakowania Teheranu i dodał, że zrobiłby to ponownie.
Tymczasem anonimowy urzędnik Białego Domu przekazał agencji Reutera, że nastrój prezydenta obserwującego spływające rezultaty podczas spotkania ze sponsorami kampanii pozostawał niewzruszony. Przedstawiciel administracji stwierdził przy tym, że Biały Dom zamierza konsekwentnie powstrzymywać radykalną lewicę przed narzucaniem własnej agendy. Nowy układ sił w Kongresie oznacza, że przez najbliższe dwa lata administracja rządząca będzie musiała liczyć się z blokowaniem projektów przez odzyskaną przez demokratów Izbę Reprezentantów.
Fot. Midterms 2026/East News
Red.







Komentarze
Pokaż komentarze (290)