Wczoraj gruchnęła zdumiewajaca wieść: Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku postanowiła ekshumować zwłoki Krzysztofa Olewnika. Nie ma żadnego dowodu na to, że znalezione koło Różana ciało, należało do niego. Tak przynajmniej oświadczył prokurator Zbigniew Niemczyk.
Większość blogerów uznała początkowo, że jest to tylko robienie sensacji wokół tej sprawy, mające "przykryć" doniesienia z prac komisji śledczej do sprawy afery hazardowej. Dalsze szczegóły, ujawnione dzisiaj, wskazuja jednak na to, iż byłoby to wypędzanie diabła Belzebubem. Niewykluczone, że prace komisji do badania morderstwa Olewnika okaża sie bardziej rujnujace dla wizerunku III RP niż afera hazardowa. Jak zauważył w swojej dzisiejszej notce "Jeśli trupa nie ma" Paweł Burdzy, w przypadku, gdy nie mamy zwłok Olewnika, cały proces jego domniemanych zabójców traci ważność, a "samobójstwa" ich oraz strażnika stają sie jeszcze bardziej tajemnicze.
Dobre sprawozdanie z konferencji prasowej Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku można znależć TUTAJ /publikacja "W sprawie Olewnika była zła wola"/, zaś na stronie internetowej GW ukazał sie dziś artykuł Bogdana Wróblewskiego "Błędy aż po grób" w którym autor twierdzi, że jest tylko 50% szans na to, że nie popełniono błędu przy identyfikacji ciała. Podobno dokumenty wskazują na to, że pochowano kogoś niższego wzrostu, wyniki testów DNA nie zgadzają sie ze sobą, próbki kości z których je pobrano i dokumentacja stomatologiczna zaginęły. Zadaje to kłam wczorajszym twierdzeniom Piotra Pytlakowskiego z "Polityki", który, powołując sie na Sylwestra Latkowskiego, twierdził, iż wszystko jest w porzadku, a media niepotrzebnie robią dużo hałasu.
Teraz jednak okazuje się , że jedynym dowodem jest zeznanie mordercy, Sławomira Kościuka, jednego z tych, którzy "popełnili samobójstwo". Przypominam, iż podobny los spotkał dwóch innych bandytów, oraz strażnika, który ich pilnował. Wszystkie te błędy w śledztwie usiłuje się teraz tłumaczyć "dążeniem olsztyńskiej prokuratury do szybkich sukcesów". Trzeba by mieć niesłychanie dużo dobrej woli, by w coś takiego uwierzyć.
Cała sprawa Olewnika, niezależnie od wyników ekshumacji, zmusza do postawienia fundamentalnego pytania: Czy w Polsce istnieje wymiar sprawiedliwości? Nie pytam już nawet, czy działa on dobrze, czy żle, lecz o to, czy przypadkiem wszyscy ci prokuratorzy, sędziowie oraz inni prawnicy nie są w większości tylko najemnikami na usługach różnych sitw i mafii? Jeśli bowiem w drobnej w końcu sprawie, dotyczącej prowincjonalnego przedsiębiorcy dzieją sie takie "cuda", to co można powiedzieć o interesach na skalę całego kraju, gdzie w grę wchodza miliardy? Wymiar sprawiedliwości i demokratyczne rzady w Polsce wydają się być tylko atrapą.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)