Nieco zimny pancerz ołowiu naciskał na czaszki przechodniów
broczących strugami deszczu ze wszystkich możliwych części ciała.
Jechało się.
Wyjątkowo, jak na dzień zimny i ponury,
wesoło,
słonecznie w sercu.
Chociaż tyle. Cicha radość pod dachem gościnnego tramwaju.
Och te momenty zwykłej prozy życia,
którą można z dreszczem emocji
zapisać jako wiersz w notatniku wiecznego podróżnika.
Nawet Gocławek wówczas pięknieje


Komentarze
Pokaż komentarze