mogłem tańczyć słowem
mogłem milczeć w szumie
mogłem mówić wszystko
przekrzykując fale
kroplami atramentu indygo nade mną
ozdabiało zeszyt wciąż niezapisany
plaże z turystami
płynęły daleko
pies się tarzał w złocie
jak król Midas głupiec
gdzieś tam w górze
wata cukrowa
gęstniała
trochę rozczochrana
szarpana bezkształtem
widma światła białego
pozór otoczenia
wreszcie cisza
ciemno…
I gdy sam zostałem
byłem w domu
na pewno


Komentarze
Pokaż komentarze (1)