blaszane gałęzie
odrapują szponami dachy samotnych niewolników nicości
zapatrzonych w zmierzch szarego miasta
uczłowieczony smutek żarliwy jak sprzeczka
udręczonych już sobą nowożeńców podczas podróży poślubnej
zapłonął
oświetlając nareszcie wnętrza duszy Warszawy ozdobionej martwą sztukaterią
zmęczenia
błądzące dokądś cienie snują się smętnie
by wreszcie zniknąć w ciemnicy
wymarłych mieszkań
ostygłego szaleństwa
pełzający żal na Mokotowie dyszy ostatnimi dźwiękami dnia zimnego
by do znudzenia odtwarzać głucho
echo dzikości zatłoczonej ulicy zupełnie innego miasta


Komentarze
Pokaż komentarze