to była biba same smaczki obłęd
najpierw piliśmy sami potem przyszli inni
tłoczno się zrobiło tak około drugiej
teraz już dobrze nie wiem jak to szło dokładnie
pozostały we mnie jakieś mgły migawki
powiem w skrócie bo nie odtworzę tego teraz słowem
pierwszy wpadł Allen zapukał nieśmiało
krzyczał na Carla głośno a ten się wystraszył
w końcu się przełamał gdy go Corso popchnął
nie miał wyjścia został
Solomon był fajny
chłopcy ostrzegli lojalnie że większość nadchodzi
zaraz się zgromadzą w wesołej kompanii
mieli rację ciche pukanie Ginsberga
otworzyło pijacką puszeczkę Pandory
Sosnach był zaopatrzony lecz na wszelki wypadek
pobiegł po wódkę/piwo dla Franka wziął colę
wkrótce przyjechali na jednym rowerze
Burroughs i Orlovsky
Reznikoff wbiegł po nich
Hank wtoczył się z Johnem
pili dużo wcześniej
Olson najpierw odmówił wreszcie przyszedł piechotą
następnie Whitman z Ezrą dołączyli o pierwszej
gęsto się tłumaczyli… ponoć uciekł im pociąg
piliśmy wszyscy równo tworzyliśmy sztukę
noc ogarnęła miasto gadaliśmy długo
każdy dryfował w poezji zostawiając po sobie
setki arkuszy arcydzieł niestworzonych wierszy
o drugiej nad ranem po długim pijaństwie
rozmowach o muzach wróciłem z balkonu
stanąłem jak wryty
wierzyć się nie chciało
to co zobaczyłem było jak szaleństwo
Schubert płakał pod stołem
Bukowski już rzygał
Carroll wziął działkę
A O’Hara zwiał z Kochem
Jack z Cassadym pili, tańczyli, grali w bilard
Berryman perorował mówił sam do siebie
(albo do psa nie wiem bo jak gestykulował kierował wzrok na ogon który merdał w górze)
spustoszenia po bibie pijatyce duże
uznaliśmy z Władkiem że sprzątniemy później
brakowało Johna. Ashbery nie przyszedł
twierdził bezczelnie że bana nałożyła mu żona…
kłamał ten gej jak z nut nie wyłga się pedał
Poczekamy z Sosnachem cierpliwie na Górnej


Komentarze
Pokaż komentarze