"SMOLEŃSK INACZEJ"
Jarosław Kaczyński, Macierewicz i wielu komentatorów twierdzą, że przyczyną "Smoleńska" było rozdzielenie wizyt premiera Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, w kwietniu 2010 r., Trzeba to powiedzieć, w domyśle sugerując, że zamach w Smoleńsku przygotowali "rosjanie Putina".
Warto więc zapytać się samego siebie i odpowiedzieć na pytanie: Czy gdyby wizyt premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu nie rozdzielono, czy do zamachu by nie doszło i ewentualnie, kto zyskał, lub mógł zyskać, na rozdzieleniu wizyt w katyniu, w kwietniu 2010 r.
Jeśli założymy i przyjmiemy, że w Smoleńsku 10.04.10 był planowany i doszło do zamachu, to jest wysoce prawdopodobne, ze premier Donald Tusk, teoretycznie, mógłby być jedną z ofiar takiego zamachu, lub znaleźć się, w bezpośrednim zagrożeniu. - Wcześniejsza wizyta rządowa w Smoleńsku eliminowała to zagrożenie w stosunku do premiera i wielu innych osób.
Taki mógł być, ale wcale nie musiał, powód rozdzielenia wizyt. Wiemy jednak, że "w tym temacie" miała miejsce "jakaś gra". - JAKA? - Niestety , tego nie wiemy. - Dalszy wywód takich założeń może być trochę szokujący, jeśli się przyjmie, że "nieudowodniona katastrofa w Smoleńsku", nie była, lub mogła nie być przypadkiem, ani wypadkiem, a z góry "zaprojektowanym" zamachem.
Jerzy Bahr, .. W rozmowie z Wirtualną Polską mówi: "Jako placówka zrobiliśmy wszystko, co się dało. Tak ważną wizytę zupełnie inaczej przygotowuje się, gdy się czuje spolegliwość partnera, w inny sposób natomiast, gdy czujemy, że jest opór materii. A tego drugiego po rosyjskiej stronie było bardzo dużo. >>> "Co ciekawe, słowa Bahra potwierdzają, że to w Polsce zapadła decyzja o rozdzieleniu wizyt:
>> "Jedno jest pewne,
>> gospodarze na pewno byli zdziwieni dwiema uroczystościami
>> i podejrzewam, że dość dokładnie się temu przyglądają do dziś."
... twierdzi były polski ambasador w Moskwie, Jerzy Bahr. / Warto więc zapytać: Dla kogo w Polsce istniał jakiś problem, lub plan, wymagający rozdzielenia wizyt prezydenta i premiera w Katyniu, w kwietniu 2010 r. ? Kto miał powód i jaka była przyczyna rozdzielenia wizyt?
... i to jest właściwie zadane pytanie. Bo gdy pytamy: "Dlaczego Putin rozdzielił wizyty?" - najprostsza odpowiedź będzie brzmieć: Szykował zamach.
"Wina Putina" to najłatwiejsze z możliwych wyjaśnień tego, do czego doszło w Smoleńsku. Na tym można by zakończyć temat, gdyby nie to, że w Polsce toczy się intensywna walka polityczna o kształt Polski i jej miejsce w Europie na dziesięciolecia do przodu. Walki, której śp. prezydent Lech Kaczyński był świadomym graczem, posiadającym koncepcję przyszłosci, dokładnie wykluczającej tą, którą forsuje obecna ekipa rządowa.
Dlatego ważne jest, aby pytania stawiać w sposób właściwy. Na błędnie zadane pytanie, można uzyskać odpowiedź bardzo bliską prawdzie, ale to nie znaczy, że prawdziwą. >>> Więcej na ten temat tej notki niżej >>> CZYTAJ >>> www.kacpro.blogspot.com
INWAZJA UPIORÓW 1944 - 1970
W.Uszkujnik PDF http://netload.in/dateiCqDzlSovTZ.htm
A.Szcześniak PDF http://netload.in/datei471QbNGPbG.htm

Za Tuskiem polska tłumaczka / za Putinem tłumacz Putina, apo środku ramię Pawła Grasia?
TO TO ? NIŻEJ i WYŻEJ TO TA SAMA SYTUACJA?!
... i ta opuszczona zaciśnięta dłoń Tuska na zdjęciu niżej, oraz jego "rzadka mina" na słowa Putina? Nie wiem, ale można odnieść wrażenie, że w tym momencie Putin powiedział Tuskowi coś naprawdę ważnego.
przedstawiają. Moim zdaniem Putin wygląda na wstrząśniętego,
Tusk na "trzeźwo myślącego"
"Byłem wtedy w Smoleńsku, pamiętam tamte emocje i tamte tragiczne obrazy z miejsca katastrofy. Wszyscy, także pan premier, byliśmy całą sytuacją głęboko wstrząśnięci. Sugerowanie, że było inaczej jest najzwyklejszą, niczym niewytłumaczalną podłością" - powiedział Faktowi rzecznik rządu./ KŁAMAŁ?
<>
Co widać na zdjęciu opublikowanym "wSieci"?
Dla mnie, pokazana na zdjęciu scena pokazuje, jakby Donald Tusk chciał sprowokować i wciągnąć Putina do takiego właśnie zachowania. Czy mu się udało, tego nie wiemy. Ktoś skomentował, że Putin jest na to za poważny i chyba miał rację. To nie był dobry dzień na takie "zagrania" i chyba to widać w oczach Putina i spoglądającej na tą scenę "osoby z boku".
Jeśliby do tego doszło i Putin "przybił Tuskowi", to taka scena pokazana w amerykańskich mediach, z odpopwiednim komentarzem "że to po katastrofie", dla amerykańskiego widza byłaby bardzo wymowna i "oskarżałaby", jak to "Tusk z Putinem w Smoleńsku", kawał dobrej roboty odwalili. - Czy o to właśnie chodziło Tuskowi. >>> WIĘCEJ >>> www.kacpro.blogspot.com
Moim zdaniem twierdzenie autorów "wSieci" nie do końca jest trafne. Fakt, Putin się uśmiecha i ale nic więcej. Spoglądający na ręce Tuska "osobnik obok" nie wygląda na rozbawionego. Bez uśmiechu Putina cała scena wyglądałaby bardzo dziwnie, a nawet, powiedziałbym "głupkowato", biorąc pod uwagę okoliczności. - Pytaniem pozostaje, czy Putin jest zadowolony z sytuacji po katastrofie, czy rozbawiony zachowaniem Tuska, Co wydarzyło się dalej, jak dalej zachował się Putin. - O wiele więcej powiedziałoby nam nagranie tej sceny, albo interpretacja zdjęcia twarzy Putina i Tuska.
.
W "Youtube red. Michalkiewicza" z 19.04.2010 roku (powyżej) >>> http://www.youtube.com/watch?v=HzpXegykKks >>> mamy "wyjaśnienie katastrofy wg. Michalkiewicza". Możliwe, że było tak, że "częśc katastrofy była zaplanowana", jak mówi Michalkiewicz, a część już nie. / Ta nie zaplanowana "ucieszyła Tuska" bo myślał on, że "sprawę sfinalizował" Putin. Jak widać na innym zdjęciu, sam Putin, zastanawia się jakby "nad rolą Tuska".
Link >> http://www.youtube.com/watch?v=TeA6XBfEJ7E
Jarosław Kaczyński, Macierewicz i wielu komentatorów twierdzą, że przyczyną "Smoleńska" było rozdzielenie wizyt premiera Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, w kwietniu 2010 r., Trzeba to powiedzieć, w domyśle sugerując, że zamach w Smoleńsku przygotowali "rosjanie Putina".
Warto więc zapytać się samego siebie i odpowiedzieć na pytanie: Czy gdyby wizyt premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu nie rozdzielono, czy do zamachu by nie doszło i ewentualnie, kto zyskał, lub mógł zyskać, na rozdzieleniu wizyt w katyniu, w kwietniu 2010 r.
Odpowiedzi na pytanie: Kto zyskał na rozdzieleniu wizyt w Katyniu może być wiele, ale jedną z nich, którą trzeba brać pod uwagę jest taka, że na rozdzieleniu wizyt w Katyniu, na 100%, zyskał sam premier Donald Tusk i ewentualnie inni nieznani nam "beneficjenci" takiego rozwiązania, po stronie koalicji PO-PSL. - Przyjmując oczywiście, że Rosjanie chcieli ich ocalić, ... lub ..?.. , oni sami, czyli nasza ekipa rządowa, chciała się ocalić, jeśli wiedziała, że do "zdarzenia" oczywiście dojdzie.
Jeśli założymy i przyjmiemy, że w Smoleńsku, 10.04.10 był planowany i doszło do zamachu, to jest wysoce prawdopodobne, ze premier Donald Tusk, teoretycznie, mógłby być jedną z ofiar takiego zamachu, lub znaleźć się, w bezpośrednim zagrożeniu. - Wcześniejsza wizyta rządowa w Smoleńsku eliminowała to zagrożenie w stosunku do wielu osób.
Taki mógł być, ale wcale nie musiał, powód rozdzielenia wizyt. Wiemy jednak, że "w tym temacie" miała miejsce "jakaś gra". - Niestety, JAKA? , tego nie wiemy. - Trochę to szokujące, jeśli się założy, że "nieudowodniona katastrofa w Smoleńsku", mogła nie być przypadkiem.
Tu trzeba zaznaczyć, że gdyby "katastrofę", uznano od początku jako zamach, a nie katastrofę, od początku szukano by motywów zamachu i ewentualnych jego sprawców. To z kolei musiałoby doprowazić do spostrzeżeń, jak wyżej. - Uznanie "wydarzenia" od początku za przypadek, wyeliminowało potrzebę poszukiwania motywu zamachu i jego sprawców.
Przeanalizujmy, kto i co, tyeoretycznie, mógł zyskać na rozdzieleniu wizyt w Katyniu, oraz komu "było / mogło" to być na rękę, lub nie.
W związku więc z rozdzieleniem wizyt prezydenta i premiera w Katyniu, rodzi się zasadnicze pytanie; Która strona, polska czy rosyjska, doprowadziła tak naprawdę, do rozdzielenia wizyty w Katyniu, w kwietniu 2010 r. - To bardzo ważne pytanie, a prawidłowa na nie odpowiedź, może pomóc w rozwikłaniu sprawy "nieudowodnionej katastrofy w Smoleńsku". - Może oczyścić Rosjan "z zarzutu" o ewentualny zamach, lub ewentualnie, może wskazać potencjalnych sprawców po stronie polskiej, jeśli to strona polska była inicjatorem rozdzielenia wizyt premiera i prezydenta w Katyniu.
Domyślnie przyjmuje się, że do rozdzielenia wizyt doprowadziła administracja Putina, tylko skąd wiemy na 100%, że tak właśnie było?
Wizyty polskiego premiera i prezydenta w Katyniu, w kwietniu 2010 r., koordynowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych i polska Ambasada w Moskwie. Gdyby się okazało, że to MSZ tak koordynował, że wynikiem było rozdzielenie wizyt - np. przez "nieterminowe" poinformowanie strony rosyjskiej o "nieuchronnej" wizycie Lecha Kaczyńskiego w Katyniu , lub późne poinformowanie Rosjan, że Prezydent Lech Kaczyński, chce i poleci do Katynia, pomimo braku zaproszenia Putina (a więc oddzielnie) - MUSIELIBYŚMY, zgodnie z teorią "Putin rozdzielił / Putin winny" zrewidować tą teorię na korzyść tej, która mówi "MSZ zmanipulował przygotowania do wizyt / MSZ winny". - Tak nakazywałaby logika myślenia.
Co ciekawe, przyjęta teoria "MSZ zmanipulował / MSZ winny" wkomponowywałaby się w "wybuchową koncepcją Macierewicza", mówiącą o wybuchu tupolewa. Jeśli na pokładzie tupolewa były bomby i wybuchły nad lotniskiem w Smoleńsku, to bomby mysiały przylecieć z prezydentem z Warszawy, bez względu na to, czy były zamontowane w Samarze podczas remontu tupolewa, czy też nie. - Jest jakieś inne wyjaśnienie? Nie ma.
W kontekście powyższego, warto zobaczyć to Youtube, na którym prezydent Lech Kaczyński opowiada o tym, jak MSZ, "pomagał" mu w podróżach samolotem >>> http://www.youtube.com/watch?v=TeA6XBfEJ7E
Zastanówmy się teraz, czy Rosji mogło zależeć, aby dokonać zamachu na Lecha Kaczyńskiego.
Gdyby "Smoleńsk" był rosyjskim zamachem jak w domyśle sugeruje wielu komentatorów, atak na prezydenta Polski, byłby nieformalnym wypowiedzeniem wojny Sojuszowi Północnoatlantyckiemu przez Rosję. Bo tak, zgodnie z zasadami NATO, trzeba było by ten atak kwalifikować.
Gdyby w Tibilisi, Rosja czuła się silna, poprosiłaby grzecznie "pięciu prezydentów" z Lechem Kaczyńskim na czele, o opuszczenie miasta, "bo za godzinę spadną tam bomby" i zaatakowałaby miasto. - Rosja nie zaatakowała Tibilisi i nie poprosiła prezydentów o opuszczenie miasta, bo "stała za nimi" potęga NATO. To wskazuje, że Rosja nie ryzykowała konfliktu z NATO w Tibilisi i prawdopodobnie nie ryzykowała też prawdopodobnie wywołania konfliktu 10 kwietnia 2010 r. zamachem na prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku.
Pamiętając, że Rosja nie zaatakowała Tibilisi, gdy znajdował się tam właśnie Lech Kaczyński, wraz z czteroma innymi prezydentami. - To sugeruje, że 10.04.10 Rosja raczej by nie chciała prowokować konfliktu z NATO atakując "natowskiego prezydenta" na własnym terytorium. Sprawa byłaby jasna - wypowiedziano wojnę państwom NATO. - Takie założenie oznacza, że albo "Smoleńsk" rzeczywiście był katastrofą (w co coraz trudniej wierzyć), lub też, że zamachu nie dokonali Rosjanie związani z Putinem. - Co też wcale nie oznacza, że nie dokonali tego Rosjanie. Rosja to wielki kraj i istnieje tam wiele grup interesów. Jedna z nich mogła chcieć, aby rząd Rosji z Putinem na czele, postawić w trudnej sytuacji.
Ogłoszenie od samego początku, że "Smoleńsk" to zamach "z góry" sugerowałoby, kto za nim stoi i możliwe, że grupa, która ewentualnie tego dokonała, tak właśnie zaplanowała.
Że zamachowcem jest "Putin i jego ludzie", domyślamy się tego, bo po 10.04.10 założyliśmy z góry, że to "Rosjanie Putina" dokonali zamachu na polskiego prezydenta, podczas gdy Rosja zaprosiła premiera Tuska do Smoleńska na dzień 07 kwietnia 2010 r. i nie zaprosiła na ten dzień prezydenta lecha Kaczyńskiego. - Taki są fakty. Wszystko inne i cała reszta, to chipotezy. - Bez dowodów, "wina Putina" też jest przedwczesna.
Dochodzę do wniosku, że Putin nie miał żadnego powodu, aby wizyty rozdzielać. Mógł mieć powód, aby Lecha Kaczyńskiego tam wcale nie było, ale to inne rozważanie i nie powód do zamachu.
Skoro Putin mógł wraz z kanclerz Niemiec i prezydentem Lechem Kaczyńskim, oraz premierem Tuskiem brać udział w o wiele większych uroczystościach rocznicowych na Westerplatte we wrześniu 2009 r., to rozdzielanie wizyt Lecha Kaczyńskiegi i premiera Tuska chyba nie miało sensu.
Dla kogoś istniał jakiś problem, lub plan wymagający rozdzielenia wizyt 04.2010 r. ? Kto miał powód i jaka była przyczyna rozdzielenia wizyt?
I to jest właściwie zadane pytanie. Bo gdy pytamy: "Dlaczego Putin rozdzielił wizyty?" - odpowiedź musi brzmieć: Bo szykował zamach. Na błędnie zadane pytanie, można uzyskać odpowiedź bardzo bliską prawdzie, ale to nie znaczy, że prawdziwą.
Zadanie pytania dlaczego Putin rozdzielił wizyty, z góry odrzuca ewentualność, że inicjatorem rozdzielenia wizyt, mógł być ktoś inny, np. właśnie sam polski premier Donald Tusk i to, że winnym jest Putin. - "Wina Putina" to najłatwiejsze z możliwych wyjaśnień tego, do czego doszło w Smoleńsku. Na tym można by zakończyć temat, gdyby nie to, że w Polsce toczy się intensywna walka polityczna i kształt Polski i jej miejsce w Europie na dziesięciolecia do przodu. Walki, której śp. prezydent Lech Kaczyński był świadomym graczem, posiadającym koncepcję przyszłosci, dokładnie wykluczającej tą, którą forsuje obecna ekipa rządowa.
Macierewicz zdumiony słowami Bahra?
Jerzy Bahr, były ambasador Polski w Moskwie wspomina swoje zdziwienie, gdy dowiedział się, że w kwietniu 2010 r. odbędą się dwie uroczystości upamiętniające 70. Rocznice zbrodni katyńskiej. W rozmowie z Wirtualną Polską mówi:
* Broń EMP wywołuje impuls elektromagnetyczny który powoduje zniszczenie sprzętu elektronicznego i elektrycznego w promieniu rażenia w tym radarów i elektroniki samolotów. >>>> http://www.youtube.com/watch?v=0odJKYTzXg8






Komentarze
Pokaż komentarze (4)