Do pseudo wydarzenia, jakie miało miejsce w sobotę na wizji TVN24 miałem się nie odnosić. Zmieniłem zdanie pod wpływem klakierów platformy z tytułami naukowymi rozpływających się w zachwytach nad wodzem. Zmarnowane półtorej godziny weekendu. Niekompetentni - w dziedzinie polityki – przedstawiciele kultury spotkali się z człowiekiem, który do historii przejdzie, jako premier obiecanka. Laptopy dla każdego gimnazjalisty, „cztery razy tak” (4xTAK) dla piętnasto procentowego podatku liniowego, okręgów jednomandatowych itp., dziesięć zobowiązań podpisywanych przez samego Tuska w świetle obiektywów kamer. Nikt Ci tyle nie da, ile Donald obieca. A wszystko przy ogromnym poparciu obywateli, w sondażach bliskim pięćdziesięciu procent. Od kilku lat wiele w tych kwestiach się nie zmieniło. Pokłady społecznej naiwności są niewyczerpane. Mimo tego, iż gimnazjaliści zostali z pustymi rękoma, podatków nikt do piętnastu procent nie ma zamiaru obniżać, wręcz przeciwnie wciąż trwa debata jak wyciągnąć pieniądze z naszych kieszeni, po dziesięciu punktach pozostała tablica z podpisem prezesa rady ministrów, spoczywająca w jakiejś kanciapie, przykryta stertą kurzu. A dług publiczny przekroczył 800 miliardów złotych.
W ocenie ekspertów salonu debatę wygrał Tusk. Zaskoczenia nie mogło być, już przed wizyta w studiu obwieszczono wszem i wobec premier ma jaja, z otwarta przyłbicą podjął rękawicę rzuconą przez cele brytów rozczarowanych formą rządzenia Platformy Obywatelskiej. Przezorni specjaliści od pozytywnego wizerunku, manipulacji nie pozostawili niczego przypadkowi, zadbali o to, aby tuż po debacie widzowie dowiedzieli się, co mają myśleć. Dwaj zaproszeni goście, fachowcy politolodzy dostarczyli argumentów, dlaczego Tusk pokonał hydrę. Wszystkich i tak przyćmił felietonista tygodnika „Wprost” Jan Wróbel, który w programie „Puszka Paradowskiej” („Superstacja”) na pytanie, kto wygrał odrzekł oczywiście Tusk, ale debaty nie oglądałem. Słysząc tak głęboką analizę zszedłem na ziemię, w końcu właśnie zaprezentowała się Polska demokracja w pełnej krasie, a hasło „telewizja kłamie” z PRL wciąż aktualne. Pluralizm na szklanym ekranie nie występuje. Mamy kilka wersji sposobów umiłowania partii rządzącej, od widza upodobań zależy, jaką formę czułości wybierze. Same placówki określają się stacjami informacyjnymi, co uważam za spore nadużycie. Nie prościej mówić o ośrodkach propagandy rządowej, może nie zupełnie, ale na pewno uczciwiej.
Rozmowa przy herbatce i ciasteczkach w samo sobotnie południe była nudnym widowiskiem, może nie tak bezbarwnym jak pojedynek Rostowski – Balcerowicz, ale powierzchownością rozczarowywała. Zawiedzione Platformą Obywatelską gwiazdki nie potrafiły ustosunkować się do nierzetelnych, absurdalnych, nieraz nieprawdziwych odpowiedzi prezesa rady ministrów. Z radością za to bohaterowie programu zauważali, iż mogą podzielać zdanie szefa rządu np. w sprawie legalizacji marihuany, zmiany mentalności urzędników. Premier Tusk swobodnie przekonywał:
- ustawa o jednym okienku napisana przez Platformę Obywatelską jest świetna, niestety urzędnicy skażeni syndromem pazerności (mają niskie pensje) zachowują się niczym dywersanci„… na tym średnim i niskim poziomie urzędniczym jest taka próba udowodnienia zarabiamy małe pieniądze jesteśmy zawalani coraz większa ilością obowiązków to my wam pokarzemy jedno okienko …„. W swojej skromności premier dostrzega błąd własny, zachowując proporcje uchybień jednak konstatuje my się potknęliśmy na etapie planowania, podwładni wykazali się skrajnym nieróbstwem, prywatą, szkodzeniem obywatelom „ … trochę zabrakło być może i mi i moim współpracownikom wyobraźni, że z takim jakby efektem negatywnej reakcji administracji się spotkamy.”.Wątek dobrego cara i złych bojarów zaprezentowany w pełnym świetle. Tylko, kto uwierzy w to, że administracja przez 3 lata narusza prawo, nie stosując przepisów, ba nawet je łamiąc przy okazji nie ponosi konsekwencji dyscyplinarnych, karnych?
- zła mentalność urzędników, diagnoza jest nieskomplikowana Donald Tusk jest przekonany, iż pracownicy administracji wychodzą dopiero z zapaści przyniesionej ze wschodu („one w dużej mierze przyszły ze wschodu”), polega ona na poczuciu wyższości nad petentem sprowadzającej się do zwrotu „urząd to jest władza nad obywatelem a nie usługa”, ale to powoli się zmienia. Nie chcę nawet myśleć, co by stało się z Kaczyńskim, jakby to on był autorem tych słów, rusofobia wtedy mogłaby okazać się komplementem, a prezes PiS, jako rosjanożerca stanowiłby przykład zaściankowej nienawiści, małostkowości do naszych braci Słowian.
- „ … immunitet, który gwarantował bezkarność posłom czy senatorom zniknął, ja jestem w ogóle rzecznikiem likwidacji immunitetu, jako takiego, to też wymagałoby zmiany konstytucji …”, szef Platformy zapomniał o takich kwiatkach z tej kadencji jak: Krzysztof Piesiewicz (senator PO), Tomasz Górski (poseł PiS), Łukasz Tusk(poseł PO), Jacek Kurski (PiS), Stefan Niesiołowski (PO), Anna Sikora (PiS) itp. Immunitet wciąż działa.
- z bilingami nie jest tak źle, „porównywanie z krajami europejskimi, które pan wymienił nie jest o tyle nie trafne, że w bardzo wielu krajach zachodu policja czy prokuratura nie musi się zgłaszać po bilingi, bo końcówki umożliwiające kontrolę bilingów policja ma w swojej dyspozycji, szczególnie tam gdzie zagrożenie terroryzmem jest większe, Polska służby państwowe zgłaszają się za każdym razem o możliwość dostępu …” stąd ta statystyka, za to zlikwidowano o połowę ilość zakładanych podsłuchów, ograniczono komfort podsłuchiwania, teraz osoba podsłuchująca musi klęczeć w niewygodnej pozycji na ziarnkach grochu, w przeciwnym wypadku podlegałaby karze. Czyżby z wypowiedzi premiera wynikało, że w Polsce nie ma ochrony antyterrorystycznej? Cytat z GW „W czasie, gdy polskie służby generują 27, 5 zapytania na tysiąc dorosłych mieszkańców, w Niemczech zapytań tych jest 35 razy mniej - 0, 2 na tysiąc mieszkańców.”.
- demokracja w Polsce jest cudowna, spójrzcie na Francję tam to dopiero się dzieje „… chętnie bym was zaprosił na spotkanie w dowolnym kraju zachodniej europy żebyście panowie zobaczyli jak tam wygląda rządzenie partią, czy jak ja jestem wódz to ja was zapraszam do Francji i zobaczycie jak wygląda pozycja polityka, który rządzi partią rządzącą …”.Prezes Rady Ministrów nie ustosunkował się do zarzutu zadającego pytanie „przejęliście media”, przemilczał ten watek, wyciągnął, jako tło sytuację w Francji, na której Polska rzekomo to w pełni zgodny z duchem demokracji kraj. Za to despotyczny Sarkozji z kraju zachodniej europy uczynił nowoczesną dyktaturę, co nie umknęło uwadze Tuska.
- chcieliśmy zlikwidować finansowanie partii politycznych, ”… powiedzcie mi, kto od wielu lat walczy z tym chorym w moim przekonaniu, systemem finansowania partii politycznych i komu udało się przynajmniej w części to obciąć, … kto jak głosował musicie to wiedzieć…”. Sprawa z subwencjami prezentuje się jak niezły teatrzyk, żadnej z partii nie zależy na utracie publicznych pieniędzy. Rolę wybawiciela społeczeństwa od krwiożerczych parlamentarzystów wcieliła się Platforma Obywatelska, reszta sejmowych aktorów odgrywa tych złych. Tylko w tej bajce zło wygrywa, bo intencje organizatorów nie są szczere. Pokazowo też za ładnie spektakl się nie prezentuje, tym bardziej, iż niepowodzenie wynika z absencji dobrych duszków z Platformy podczas głosowania. „Dwulicowość platformy”.
- ministrowie Grabarczyk i Klich są świetni, „.. przecież nie za śnieg i za mróz…” wyrzucę ministra infrastruktury Czarka. Za to, że nie dopilnował swoich podwładnych, mam się pozbyć przyjaciela. Proszę państwa musicie mnie zrozumieć, dzięki temu człowiekowi Polska jest placem budowy autostrad, należy to docenić podczas kolejnego wdrapywania się do pociągu przez okno. Co do ministra obrony narodowej Bogdana Klicha, może byłbym skłonny odwołać Bogdana, ale Rosjanie blokują mnie „…większego prezentu Rosjanom nie można by dać, gdyby od razu następnego dnia polski premier wskazał odpowiedzialnego i winnego za katastrofę …”. Polski premier martwi się, co dla Rosjan byłoby dobre a co złe, szkoda, że nie pomyślał o tym, że trzymanie ludzi niekompetentnych na posadach, w których się nie sprawdzają jest tragiczne dla ojczyzny oraz instytucji, którymi nieudolnie zarządzają.
- prowadzimy swoje śledztwo smoleńskie, „… Rosjanie prowadziliby to śledztwo czy by się to komuś podobało czy nie, ponieważ katastrofa wydarzyła się na ich terenie, strona Polska ma swoją komisję i nasza prokuratura prowadzi polskie śledztwo … „, szkoda, że świat czekał na raport MAK, a po jego ogłoszeniu zakończył temat smoleńskiego wypadku. Rosjanie w dokumencie końcowym winą za katastrofę obarczyli polskich pilotów, na co premier Polski zareagował ucieczką w Dolomity. Dobrze, że na kilka dni przed upublicznieniem MAK, poinformował polską stronę, umożliwiło to prezesowi rady ministrów spokojnie spakować się w podróż do Włoch. Dalej premier stwierdza „…nasze postępowanie miało na celu i przyniosło efekty, których pożądaliśmy, po pierwsze zdobycie maksymalnej ilości informacji dokumentów … ” pochwalić się pozyskaniem jakiś szczególnych dokumentów rząd też nie może, skoro oryginalne czarne skrzynki wciąż znajdują się w Moskwie, a wrak TU-154M zgnił na bocznej płycie smoleńskiego kartofliska.
- „Drzewieckiemu serdecznie odradzam powrót do życia publicznego …” oczywiście dopóki prokuratura nie uzna go za niewinnego lub sąd „jestem jego przyjacielem, ale to nie zwalnia mnie absolutnie z obowiązku powiedzenia mu, że nie powinien gdyby zmienił zadanie…”. Analogiczna sytuacja miała miejsce w przypadku Jacka Karnowskiego (podejrzany o korupcję), wtedy to Donald Tusk też się odżegnywał, a jak rok temu w wyborach samorządowych Karnowski potrzebował pomocy, wsparcia premier zaczął opowiadać o „wybitnym samorządowcu” i że wraz z rodziną zagłosują na Karnowskiego. Zasady zasadami a chorągiewka na wietrze powiewa.
- „…urzędnicy to jest ocean, to jest dżungla to znaczy tu i tu przyznaję się w wielu sytuacjach byłem za słaby, to, co jest bezpośrednio w zasięgu najbliższej mojej okolicy tam staram się limitować, czy poprzez i zamrożenie płac i zamrożenie etatów, ale tutaj porażka jest bezdyskusyjna, w większości przypadków moi ministrowie i ja także wykazali za małą determinację, nie mam nic na swoje usprawiedliwienia, bo to, że się starałem nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem, nie dąłem rady”. Co racja to racja.
- ja nie rozumiem ludzi kultury? „…Połowę życia przepracowałem, jako twórca. O wiele więcej niż jestem premierem. I też korzystałem z tych przywilejów, które mieli artyści. … Jak słyszę człowieka, który niema problemu, żeby przeżyć od pierwszego do pierwszego, który patrzy szeroko i mówi, komu i ile obciąć, zwłaszcza ludziom, którzy nie mają, co do gęby włożyć, to mówię chwilę, chwilę”
Na koniec link do oceny „Drugiego śniadania mistrzów ” autorstwa blogera na „Salonie24” dr Norberta Maliszewskiego dla gazety „Polska The Times” pt „PO wyszła z zimnej depresji”. Nota bardzo przychylna premierowi i partii władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)