Radosław Kieryłowicz Radosław Kieryłowicz
1675
BLOG

Powstanie Warszawskie koniecznością

Radosław Kieryłowicz Radosław Kieryłowicz Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 51

Nierzadko stosowana ocena Powstania Warszawskiego jedynie na podstawie jego efektów materialnych liczonych w ofiarach i metrach sześciennych gruzu, sprawia że umyka wątek podstawowy, a mianowicie cel. Celem była oczywiście Wolna Polska, a nie polska porzucona przez swoich sojuszników i skazana w przyszłości na wątpliwą wegetację jako n-ta republika sowiecka. Czy było inne wyjście? Skoro społeczeństwo polskie nie mogło się pogodzić z taką sytuacją. Francuzi mieli własne „państwo”, kolaboracyjne, ale zawsze.

A jednak chwycili za broń, bo marzyła im się wolność pełna. Dlaczego więc nam – Polakom wolność ta się nie należała? Przecież to my po jako pierwsi stawiliśmy zbrojny opór brutalnej sile, zawłaszczającej Europę kawałek po kawałku.

Powstanie w Warszawie nigdy nie miało wybuchnąć, nie przewidywała go strategia przygotowywana przez Armię Krajową. Ale jednak wybuchło! Złożyły się na to przede wszystkim czynniki polityczne, o których kierownictwo polskiej armii podziemnej do końca nie było informowane. Angielski sojusznik opuścił sprawy polskie na konferencji w Teheranie zmuszony do tego bezsilnością wobec amerykańskich interesów, wyrażających sie m.in. ustaleniem drugiego frontu na Zachodzie Europy, a nie na Bałkanach – jak życzyła sobie tego Wielka Brytania.

Po konferencji w Teheranie więc Polska została wydana na łaskę i niełaskę mongoloidalnego satrapy wiodącego hordy wygłodzonych azjatów
Oczywiście Powstanie bez wydatnej pomocy z zewnatrz musiało upaść i upadło. Stalin rękami Niemców dokonał dwóch rzeczy. Wymordował kwiat narodu, który zamierzał podbić i zniszczył kluczowy dla Niemców punkt oporu. Współdziałanie Hitlera i Stalina w tej mierze było jakby podzwonną realizacją paktu Ribbentrop-Mołotow.

Co by się jednak stało, gdyby powstanie nie wybuchło? 27 lipca na murach Warszawy pojawiły się plakaty wzywające 100 tys. mężczyzn do kopania rowów wokół Warszawy. To znak, że Niemcy chcieli bronić miasta. Warszawa była bowiem ważnym węzłem komunikacyjnym na trasie Śląsk-Prusy Wschodnie! Utrzymanie Warszawy umożliwiało utrzymanie obronny na linii Wisły. Podczas walk Warszawa byłaby zniszczona. Do kopania rowów prawie nikt się nie zgłosił! (ledwie 100 osób). Istniała groźba łapanki zarządzonej przez gubernatora Fischera, a tym samym dekonspiracji armii podziemnej.

Ewakuacja ludności cywilnej miała się rozpocząć 2 sierpnia! O tym mówiły ulotki rozdawane pracownikom urzędów i fabryk 30 lipca (Być gotowym do wyjścia z Warszawy w ciągu 48 godzin z zapasem żywności na dwa dni!). Być może wtedy również wybuchłyby sporadyczne walki, a to pociągnęłoby za sobą masową rzeź bezbronnej ludności. A kto zapewniłby, że ludność Warszawy nie powędrowałaby do obozów koncentracyjnych? Skoro tak właśnie działo się z częścią tej ludności, która została wyprowadzona z Warszawy podczas i po Powstaniu?

Od początku lipca moskiewska radiostacja „Kościuszko” nawoływała lud Warszawy do chwycenia za broń. I lud nie usłuchał, czekał na decyzję swoich dowódców, był zdeterminowany, blisko 700 tys. osób cywilnych oczekiwało rozkazu! To jest największe chyba zwycięstwo podziemnego państwa! Ale przecież w Warszawie działały również bojówki komunistyczne – AL oraz niezależne formacje socjalistyczne, takiej jak OW PPS, czy PAL. One mogły rozpocząć ruchawkę, spowodować dekonspirację, a przez to masakrę ludności cywilnej.

Oczywiście komuniści położyliby swoją głowę na stosie światowej rewolucji i nikt by się nimi nie przejął, ale propagandowo i politycznie akcja zostałaby przypisana komunistom, a nie polskiemu państwu podziemnemu! Hitler wydając w nocy z 1 na 2 sierpnia rozkaz pacyfikacji i spalenia miasta myślał, że akcję rozpoczęły „elementy komunistyczne”. Zdawał sobie sprawę, że oto wymyka mu się z rąk kluczowy punkt oporu i „Festung Warschau”, w sprzyjających okolicznościach, może przejść we władanie wroga w ciągu kilku dni. Za to kazał ukarać miasto i jego mieszkańców.

Co by się jednak stało, gdyby Powstanie się udało, a na miejsce z Londynu przerzucono by przedstawicieli Polskiego Rządu! Cóż, Stalin nie po to wyszkolił komunistyczną agenturę, aby teraz z niej zrezygnować. Prawdopodobnie doszłoby do utworzenia rządu koalicyjnego, a potem, podobnie jak w Czechosłowacji do zamachu stanu i przejęcia kontroli przez komunistów. Przez ten czas jednak (4 lata) skutecznie rozprowadzono by wszelki opór metodami administracyjnymi i policyjnymi, co zresztą dokonało się przed wyborami w 1947 r.

Mogłaby nastąpić i taka sytuacja, że wojska niemieckie wyszłyby z Warszawy, podobnie jak uczyniły to w Paryżu, naciskane przez siły amerykańskie. Ale i na to by znalazła się rada! Przecież Niemcy nie pozostawiliby miasta nieprzyjacielowi, lecz kolaborantom niemieckim! Nieprawda?, a czegóż dopuszczała się przez 8 lat po wojnie propaganda komunistyczna, jeśli nie pomówień AK o współpracę z Niemcami i zniszczenie miasta. A czegóż obecnie dopuszczają się środowiska żydowskie, jeśli nie oskarżania Polaków o współpracę z Niemcami i mordowanie Żydów w czasie Powstania?! Stalin byłby wówczas moralnie usprawiedliwiony przed światem, do rozprawienia się z kolaborantami i wysłania ich w komplecie na białe niedźwiedzie.

Jeśliby do Powstania nie doszło, to Warszawa byłaby zdobywana. Ten zaszczytny cel przypadłby zapewne 1 Armii Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Berlinga. Żołnierze z tej jednostki nie byli przygotowani do takich działań, czego najlepiej dowiodły trzy lądowania na lewym brzegu Wisły we wrześniu 1944 r. Dwa (żoliborskie i na Powiślu) były zupełnie nieudane i załamały się wobec kontrataku nieprzyjaciela. Czerniakowskie ujawniło, że żołnierze Berlinga w ogóle nie są gotowi do walk w mieście. Stalin wysłałby 1 AWP na rzeź, taką samą, na jaką wysłał ją pod Połzuchami (Lenino). Miasto leżałoby w gruzach, armia polska byłaby wybita, a państwo podziemne wygnane ze stolicy i zdekonspirowane.

Istniała jeszcze jedna szansa, zupełnie samobójcza… Iść na rzeczywistą współpracę z Niemcami. To jednak wymazałoby Polskę z mapy świata. I żaden z celów nie zostałby osiągnięty.

Taką postawę zaprezentował prezes Rady Głównej Opiekuńczej hr. Adam Ronikier, aresztowany przez Gestapo w grudniu 1943 r. i zwolniony w lutym 1944 r. za wstawiennictwem biskupa Adama Sapiehy, zaproponował on Niemcom (w czasie rozmowy z oficerem z Gestapo) układ, na mocy którego Warszawa miała zostać oddana Polakom wraz z kilkoma powiatami, aby mogły lądować na tym terenie oddziały sprowadzone z Anglii, pomijając absurdalność tego pomysłu, na który ponoć przystali Niemcy (wg pamiętników Ronikiera), należy się zastanowić nad dalszym rozwojem sytuacji.

Warszawa w rękach Polaków osłabia front niemiecki... Stalin wstrzymuje działania na całym froncie. Nie tylko na linii Wisły ale na całym od Finlandii po Rumunię i żąda od Sprzymierzonych zajęcia jakiejś postawy politycznej wobec jawnej zdrady rządu londyńskiego. Churchill ma dwa wyjścia. Internować rząd w Londynie, a następnie wycofać większość oddziałów polskich z frontu i również je internować (ich liczebność była na tyle znikoma, że w krótkim czasie można byłoby je zastąpić Amerykanami lub Anglikami). Grać kartą polską, ale naciskany przez Roosevelta z pewnością ustąpiłby niechybnie.

A przyszłość? Internowany rząd nie miałby już nic do powiedzenia. PKWN uznano by za reprezentację Polski nie w lipcu 1945 r., ale już w sierpniu 1944 r. Sojusz Rosja-Anglia-USA, kwitłby w najlepsze. Nawet wydanie "zbrodniczych zdrajców" i ich żołnierzy z pewnością byłoby wykonane przez Anglików, tak jak wydanie byłych białych oficerów i ich rodzin w 1945 r. przez Anglików Rosjanom. A gdyby ta akcja nie przyniosła dobrych rezultatów, to jest jeszcze inna opcja.

Stalin ustanawia z Niemcami zawieszenie broni na Linii Wisły (pierwotny układ Ribbentrop-Mołotow), a następnie patrzy jak przerzucone z frontu wschodniego oddziały niemieckie masakrują Anglików i Amerykanów we Francji i we Włoszech...
Oczywiście enklawa polska wokół Warszawy istniałaby jakiś czas. A Stalin reorganizowałby armię i podciągał nowe siły... Po wykrwawieniu się Niemców w śmiertelnym boju z Aliantami na całym froncie od Karelii po Rumunię ruszyłaby potężna ofensywa, która na Berlinie by się nie zatrzymała... "Enklawa Polska" byłaby zajęta w ciągu kilku dni być może nawet przez 1AWP, być może broniłaby się właśnie przed 1 AWP i doszłoby do bratobójczej walki..., a los jej mieszkańców byłby z góry przesądzony: Kazachstan, lub Syberia... Taki byłby finał mrzonek o "dogadaniu się z Niemcami".

Powstanie ujawniło jeszcze jeden aspekt rzeczywistej współpracy między aliantami. Być może właśnie 1 sierpnia zaczęła się zimna wojna, a nie dopiero po 9 V 1945 r.

Chyba jednak dobrze, że historia Powstania Warszawskiego potoczyła się tak, jak się potoczyła, choć potoczyła się tragicznie…

 

Tradycjonalista, uważający, ze prawdziwe korzenie nowoczesnego społeczeństwa polskiego wyrastają wprost z tradycji Rzeczpospolitej Obojga Narodów, wsparte o doświadczenia zaborów.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura