Stare (a jakże) arabskie (a jakże ;P) porzekadło mówi:
Jeśli żona nazwie cię osłem - możesz ją zbić. Jeśli przyjaciel powie ci, że jesteś osłem - możesz się na niego obrazić. Ale jeśli nazwie cię osłem obcy człowiek - kupuj sobie siodło.
Znam od zamierzchłych czasów i podoba mi się, bardzo zgrabnie stosuje się je w codziennych obserwacjach. Całkiem jednak niedawno dostrzegłem w tym porzekadle ukryta pułapkę. Ot, choćby w firmie - jeśli większość pracowników uważa że szef to cham - prawdopodobnie jego komunikacja z nimi pozostawia wiele do życzenia. Ale czy na pewno i czy zawsze? Czy nasze obiegowe, instynktowne opinie i oceny są oparte na rzetelnych, sprawdzonych i racjonalnych przesłankach?
Obserwuję od dawna dyskusje - i te live (rzadziej) i internetowe (częściej). W większości przypadków mniej mnie pochłaniają poglądy rozmówców, co analiza skąd się wzięły. Co sprawia, że ktoś mówi: "złodziej, ale inteligentny", a kto inny: "inteligentny, ale złodziej"? (przynajmniej tak brzmi złagodzona na potrzeby publiczne wersja :P) Co sprawia, że z łatwością wierzymy, że pan X wziął łapówkę, a pan Y tylko przez roztargnienie zapomniał o umowie pozyczki?
Pytanie dotyczy oczywiście nie tylko polityki, ale że Salon w podtytule ma "Blogi polityczne" - postaram się rozwinąć swoje przemyślenia na przykładach z tego podwórka. Sprowokował mnie wpis pana Andrzeja Muszyńskiego. Jak zaznaczyłem w swoim komentarzu - nie jestem ani fanem, ani rzecznikiem prasowym MW/LPR. Widzę jednak salwy burtowe oddawane do okreslonych celów przez flagowe pancerniki niektórych środowisk (bełkotliwie to wyszło, ale chcę uniknąć podnoszenia konkretnymi nazwiskami i tytułami temperatury dyskusji :) ). Salwy częstokroć na wiwat, ale oddawane na zasadzie: za jakiś czas nie będzie ważne czy kradł czy został okradziony, wszyscy będą wiedzieli że był zamieszany w kradzież. No a skoro był zamieszany w kradzież to policja będzie go legitymować przy każdej kolejnej.
Zapewne dywagacje o kreacjoniźmie pana Macieja Giertycha nie sprzyjają przychylnej ocenie przytomności całej rodziny. Zapewne gest "zamawiania piwa" nie musi być niewinny i na pewno źle się Polakom kojarzy. Postulaty "Żydzi na Madagaskar" i faszystowskie gesty powinny być potępione. No i przecież LPR jednoznacznie się w tej sprawie wypowiada. Co więc sprawia, że zbitka "MW/LPR = faszyści/oszołomy" jest tak silna, że funkcjonuje w oderwaniu od zdrowego rozsądku i obuocznego widzenia? Bo chcemy wierzyć, że oni są be? A co, jeśli tę wiarę wywołały wygłupy kilku pryszczatych wyrostków, a podsycają ją w nas ich przeciwnicy polityczni?
Jak w zacytowanym przeze mnie na początku porzekadle: gdyby o LPR powiedział per "faszyści" ich sympatyk - mogliby go wyrzucić ze swoich szeregów. (ilu z Was dodaje w tym momencie w myśli: a skąd pewność że za to by go wyrzucili? :D) Gdyby nazwał ich faszystami jakiś pojedyńczy dziennikarz - mogliby go podać do sądu. Ale jeśli całkiem spora część społeczeństwa tak ich postrzega - to z jednej strony wyraźny sygnał dla LPR, a z drugiej... No właśnie. Dopatrywanie się na siłę, we wszystkim co robią, faszyzmu - to dowód na potęgę propagandy. Był zamieszany, więc musi być winny...
Zastrzegałem się już, że nie jestem sympatykiem LPR. Użyłem pierwszego z brzegu jaskrawszego przykładu. To samo można powiedzieć o wielu inych aferach politycznych i z pogranicza polityki, powodujących gorące spory. Nawet moja szczątkowa wiedza polityczna wystarczy bym dostrzegał część socjotechnicznych chwytów, nagonek i najzwyklejszych podłości stosowanych w tej wojnie. Jak i tej wojny ofiary. I nie są to wcale politycy - oni w końcu wiedzą o co walczą. Te ofiary to ludzie, ustawiający swoje szare komórki w szeregu wzdłuż linii nakreślonej przez "środowiska".
No to jak? Niech ONI ida do rymarza? A może to my powinniśmy się tam udać... kurcgalopkiem, porykując sobie z cicha? :D
P.S.
Dobór tagów to niewinny żart - nie wszystko musi być serio :)


Komentarze
Pokaż komentarze (5)