IPN za siedemnaście milionów złotych wyremontował dzierżawiony przez siebie budynek o obecnej wartości 30 milionów, nie czyniąc wszakże żadnego związanego z tym zastrzeżenia w umowie najmu. Uradowany właściciel siedziby Instytutu, spółka akcyjna Ruch SA sprzedał więc pięknie odnowioną budowlę i zarobił niezawodnie. Przedtem oferowano mu jakieś inne domy w zamian ale się oczywiście nie zgodził. Minister finansów nie dodał Instytutowi 30 milionów do posiadanych przezeń już 200 jego rocznego budżetu na wykup siedziby od Ruchu bo jest kryzys. Miał sobie Instytut sam z własnych pieniędzy to załatwić. Od marca już wie o tym prezes IPN, bo się tego dowiedział od ministra osobiście. Teraz jednak jego rzecznik biadoli, że ministerstwo nie odpowiedziało na pismo z lutego wnioskujące o dodatkową dotację na wykup wyremontowanego niemałym nakładem budynku i dlatego ipeenowcy biernie oczekiwali swego losu. Losu mieszkańców eksmitowanych na bruk przez nowego właściciela.
2920
BLOG
W ten sposób się może dopełnić los lustracji, pogrzebanej zresztą już sześć lat wcześniej przez nadgorliwość rządzącego wtedy PiS. To jednak nie przeszkadza Prawu i Sprawiedliwości obciążać rządu winą za kłopoty IPNu. Ba, winić go za to, że teraz lustracja się w ogóle w znacznej części stanie niemożliwa. I mamy wspaniałą kłótnię wywołaną niekompetencją urzędników starających się swoją winę zwalać na rząd.
Nie modernizowane od lat linie energetyczne pokazały do czego oszczędzanie na inwestycjach prowadzi. Zmarły dwie dziewczynki rażone prądem przez wodę rzeczki, w której chciały brodzić w upalny dzień nie zauważając przewodów pod napięciem tkwiących w wodzie po tym, jak je z archaicznych, drewnianych słupów zerwała burza. Zastępca prezesa państwowej spółki, która jest właścicielem sieci energetycznej powiada, że “na chwilę obecną” nie wie czy było zgłoszenie o awarii. Najwidoczniej sieć jest równie nowocześnie nadzorowana jak język wiceprezesa posiadającej ją spółki i wzorem peerelowskich instalacji automatycznie nie melduje nieciągłości. Nic dziwnego. Ceny energii są u nas sumą uzasadnionych kosztów z dziesięcioprocentową zwyżką na zysk jej dostawcy. Kiedy więc ma on wyższe koszta przez czynownika uznane za zasadne, więcej zarabia. Inwestowanie w nowoczesność jest nie tylko trudne ale i nieuzasadnione. Czuwa nad tym specjalny urząd i mamy skutki w postaci ciągłych przerw w dostawach oraz najdroższego w Unii prądu. Teraz ta śmierć.
Janusz Palikot zorganizował zbieranie podpisów pod listem otwartym z wnioskiem o uwolnienie od kary piosenkarki. Znaleziono u niej 3 gramy marihuany po tym jak jej psu przysłano znacznie większą ilość tego specyfiku. Grozi jej nawet trzyletnia odsiadka bo posiadanie narkotyków jest u nas karane. Wtedy wszakże, kiedy jest własnością ludzi, których lubimy nie powinno być ścigane - taki jest chyba tenor panapalikotowego pisma. To zaskakujący zwrot w nastrojach linczu, jakie wywołał nie lubiany widocznie Marcin P. kiedy stracił znaczną ilość dobrowolnie mu przekazanych pieniędzy na inwestycje, które wszakże nie wypaliły i co do czego niefortunny inwestor jest subiektywnie przeświadczony, że to wstrętne władze doprowadziły go do plajty. Co najmniej zaś żywił chyba nieobiektywne również przekonanie, że jako pionier tanich linii lotniczych będzie dostatecznie lubiany aby uniknąć kary.
Obserwowaliśmy wczoraj ciąg dalszy nieustającego festiwalu czynowniczej bezradności. Spowodowany też tym, że kiedy nawet urzędy zaczynają się brać do rzeczy zarzucamy im nadgorliwość. Mamy bowiem dwie oficjalne prawdy. Obiektywną i subiektywną. I zamiennie się nimi posługują mentorzy opinii publicznej, zależnie od tego czy lubią czy nie ludzi, którzy stworzyli im problem. Tyle tylko, że z góry nie wiadomo która prawda zwycięży.
Przynajmniej jednak od wczoraj lepiej wiemy co lubi IPN, co PiS, co prawo energetyczne i co palikotowcy.


Komentarze
Pokaż komentarze (139)