Fosforyzujący, zielony Lenin, sikający oraz nazwany Fontanną Przyszłości był ku uciesze przechodniów na kilka dni wystawiony na nowohuckim Placu Centralnym w ramach Festiwalu Sztuk Wizualnych Grolsch ArtBoom. Mimo wyraźnego prezentowania kpiny z pompatycznej tradycji realsocjalizmu obraził uczucia polityczne tamecznych pisowców. Owinęli więc statuę wodza rewolucji folią, jako prezerwatywą swego pomysłu aby, jak powiadają, nie zakażała komunizmem.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że znowu sztucznie wykreowano wroga. Przy braku katastrofy lotniczej, czy tylko jakiegoś międzynarodowego zdarzenia przy udziale Niemiec i naszych polityków wykorzystano artystyczną instalację wyśmiewającą wodza komunizmu, traktując ją tylko jako promocję inicjatora rewolucji sowieckiej.
„Zbyt długo w cieniu siedział, wyblakły lica pokutnikowi ducha; nieomalże się nie zagłodził oczekiwaniami swemi” pisał o gorliwcach tego rodzaju Fryderyk Nietzsche. Trudno się dziwić, że będąc w takim stanie ducha jako antykomuniści próbowali zniweczyć dzieło prześmiewców szydzących z wodza rewolucji, czyli w istocie zaprotestowali przeciwko postponowaniu komunizmu. Sprawdza się tu niedawno podniesiony zarzut, że pisowcy robią wszystko aby się kojarzyć z siermiężną dosłownością, co ze względu na estetyczną marność takiej postawy musi im odbierać zwolenników.
Puentę temu zdarzeniu dopisał los. Zaraz po akcji pisowców całą instalację rozebrano i załadowano na ciężarówkę. Jej czas bowiem minął i pojechała na nowe miejsce. Jak to zwykle sprawiedliwi zbyt długo myśleli, gromadzili materiały i środki aby mieszkańcy Krakowa mogli podziwiać ich dzieło. Najwyraźniej dobry refleks nie jest największą zaletą krakowskich pisowców. Teraz się pewnie będą uskarżać na spisek, który do kilku krótkich chwil szczęścia ograniczył prezentację efektu myśli i czynu „prawdziwych Polaków”.
Aliści instalacja z Leninem w stanie pierwotnym została podobno przez organizatorów prezentacji zasłonięta na czas wizyty prezydenta Komorowskiego w Krakowie. To właśnie przekonało pisowców, że pomyślano ją jako promocję wodza komunizmu. Wychodzi na to, że wedle kontestatorów żartu artystów jego autorzy nie chcieli swym dziełem obrażać oczu prezydenta, znanego z antykomunistycznych demonstracji w czasie Peerelu, kiedy to takie postępowanie było karane kryminałem. Zgłoszą więc pisowcy prokuraturze podejrzenie o popełnieniu przestępstwa promowania komunizmu.
„Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty a potem litość i trwoga.” [Mickiewicz].


Komentarze
Pokaż komentarze (40)