Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego premier zdecydował się na kontrasygnatę. Poznasz też jego motywację do uniknięcia klinczu w banku.
- Kogo dotyczą wnioski prezydenta Karola Nawrockiego do zarządu NBP
- Jaką rolę w przełamaniu impasu odegrał Andrzej Domański
- Dlaczego data 4 listopada była krytyczna dla stabilności oraz legalnego działania NBP
Misja Andrzeja Domańskiego. Przełom po spotkaniu w NBP
Pierwszy sygnał o możliwym porozumieniu pojawił się 2 listopada. Tego dnia minister finansów Andrzej Domański spotkał się w NBP z prezesem Adamem Glapińskim. Minister poinformował wówczas Glapińskiego, że premier podpisze wniosek prezydenta. We wtorek przed posiedzeniem rządu Donald Tusk publicznie ogłosił podpisanie dokumentów.Zaznaczył, że decydująca była opinia szefa resortu finansów.
– Zgodnie z rekomendacją pana ministra Domańskiego złożyłem podpis, kontrasygnatę, pod propozycjami nowych członków zarządu Narodowego Banku Polskiego. Odesłaliśmy już te dokumenty do prezydenta, bo tam jeszcze trzeba jego podpisu – oświadczył.
Premier tłumaczy decyzję. W tle złoty i agencja S&P
Szef rządu tłumaczył, że chciał uniknąć problemów z funkcjonowaniem banku oraz osłabienia kursu złotego. Zrobił to w trakcie sejmowej procedury, w ramach której w październiku komisja sejmowa poparła osiem zarzutów wobec Adama Glapińskiego.– Dla mnie jest bardzo ważne – ktoś w naszym kraju musi myśleć o tym, jak stabilizować sytuację, jak stabilizować polskiego złotego. Niezależnie od tego, jak wyglądają sprawy prezesa Adama Glapińskiego, mówię tutaj o postępowaniu w Sejmie, to sam Narodowy Bank Polski musi być chroniony przede wszystkim przed jakimiś niepotrzebnymi wstrząsami. Groził nam taki klincz, brak zarządu, brak możliwości prowadzenia prac NBP i dlatego zdecydowałem się na ten krok i ten gest i zaakceptowałem proponowane zmiany – powiedział Tusk.
Z medialnych doniesień wynika, że Tusk nie chciał też otwierać nowego sporu po konflikcie wokół Trybunału Konstytucyjnego. Dodatkowo 6 listopada agencja S&P ma opublikować ocenę ratingową Polski, a rynek walutowy nerwowo reagował na spór wokół obsady NBP.
Krytyczna data 4 listopada. Groźba paraliżu NBP
Sprawę przyspieszył kalendarz kadencji w banku centralnym. Jak podał portal Money.pl, 4 listopada kończy się sześcioletnia kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Ustawa o NBP wymaga, by w zarządzie zasiadał prezes oraz od sześciu do ośmiu członków. Dotychczas w zarządzie zasiadało dokładnie sześć osób, czyli absolutne minimum. Odejście Lipińskiego bez powołania nowych osób zmniejszyłoby skład do pięciu członków, czyli poniżej wymogu ustawy. Były członek RPP Eugeniusz Gatnar wskazywał, że brak pełnego zarządu utrudniłby operacje otwartego rynku, interwencje walutowe i wdrażanie decyzji RPP.Długa droga do porozumienia. Nowe nazwiska w zarządzie
Spór o obsadę zarządu trwał od kilku miesięcy. Karol Nawrocki złożył postanowienia o powołaniu czterech członków zarządu w lutym 2026 roku, ale Donald Tusk zwrócił je wówczas bez podpisu.Sytuacja w kierownictwie banku była skomplikowana już od marca, kiedy po wygaśnięciu kadencji Marty Kightley jedynym wiceprezesem pozostawał Adam Lipiński. Przełom nastąpił po tym, jak 19 października Paweł Szefernaker poinformował o ponownym skierowaniu wniosków prezydenta do Kancelarii Premiera.
Podpisana we wtorek kontrasygnata otwiera drogę do powołania czterech osób zgłoszonych przez prezydenta. To Marta Kightley, Ludwik Kotecki, Przemysław Litwiniuk oraz Marcin Zarzecki. Dokumenty wróciły już do Pałacu Prezydenckiego, gdzie potrzebny jest jeszcze podpis Karola Nawrockiego.
red.
Fot. Siedziba NBP od ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie/ nbp





Komentarze
Pokaż komentarze (44)