Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego komisja uznała wszystkie 8 zarzutów wobec szefa NBP za uzasadnione.
- Jakie konkretne działania z lat 2020-2023 obciążają Adama Glapińskiego.
- W jaki sposób prezes NBP reaguje na dokument komisji i komentuje zarzuty koalicji.
- Jaki może być wpływ konfliktu na polski system bankowy i jego międzynarodową ocenę.
Zarzuty i finał prac komisji
Wśród przesłuchanych znaleźli się członkowie Rady Polityki Pieniężnej Joanna Tyrowicz i Ludwik Kotecki, szef Komisji Nadzoru Finansowego Jacek Jastrzębski oraz były premier Mateusz Morawiecki. Główna oś oskarżenia dotyczy skupu obligacji skarbowych na kwotę co najmniej 144 mld zł w latach 2020–2021.
Wnioskodawcy uznali to za pośrednie finansowanie deficytu budżetowego bez należytej zgody Rady Polityki Pieniężnej. Według zarzutów operacje prowadzono we współpracy z rządem, Polskim Funduszem Rozwoju i Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Kolejne zarzuty dotyczą naruszenia zasady apolityczności, zaangażowania w kampanię partii rządzącej oraz utrudniania członkom RPP dostępu do dokumentów. Wnioskodawcy wskazali też na zapowiedź wpłaty 6 mld zł z zysku NBP do budżetu w sierpniu 2023 roku, mimo prognozowanej straty co najmniej 17 mld zł.
Adam Glapiński: „To polityczna presja”
Szef banku centralnego stanowczo odrzuca oskarżenia formułowane przez sejmową większość. Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej prezes NBP podkreślił, że instytucja nie ugnie się przed naciskami z zewnątrz.- Obecne pragnę tylko uspokoić oraz zapewnić, że bank centralny nie podda się żadnej politycznej presji. Sejm i rząd nie mają żadnego prawa ingerowania w prowadzoną przez bank centralny politykę pieniężną. Narodowy Bank Polski i ja osobiście, tak jak każdego dnia, będziemy podejmować wszelkie starania na rzecz rozwoju gospodarczego ojczyzny i pomyślności obywateli - oświadczył Adam Glapiński.
Prezes zwrócił także uwagę na międzynarodowe skutki sporu. Jego zdaniem działania parlamentarzystów mogą przynieść negatywne konsekwencje dla wiarygodności państwa.
- Postępowanie, zapowiedziane jeszcze w okresie poprzedniej kampanii wyborczej, absolutnie nie ma żadnych podstaw. Jest szkodliwe z punktu widzenia interesów wewnętrznych Polski i niestety może mieć bardzo istotny negatywny wpływ w relacjach z zagranicą - zaznaczył.
Władze NBP oceniają całe postępowanie jako próbę sparaliżowania banku i zakłócenia operacji monetarnych. Przedstawiciele instytucji podnoszą, że działania sejmowej komisji to bezzasadny, motywowany politycznie atak na niezależność banku centralnego. W ich ocenie celem procedury ma być destabilizacja instytucji, przejęcie zgromadzonego złota oraz otwarcie drogi do przyjęcia euro, a także odwrócenie uwagi od zadłużania państwa.
Strona broniąca prezesa przypomina również, że NBP szczegółowo odpowiedział na stawiane zarzuty w specjalnej broszurze opublikowanej we wrześniu 2024 roku. Wskazuje ponadto, że bank był wielokrotnie kontrolowany i oceniany przez Europejski Bank Centralny oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a instytucje te nigdy nie stwierdziły złamania prawa. Sam szef NBP zapowiedział, że bank nie zamierza brać udziału w procedurze przed komisją.
Spór o prawo i Trybunał Konstytucyjny
Postępowanie wywołuje spór konstytucyjny i polityczny. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli w komisji wniosek mniejszości, uznając działania większości za bezprawne. Powołują się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 11 stycznia 2024 roku, wydany pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej. Trybunał uznał wówczas za niezgodne z konstytucją przepisy o automatycznym zawieszeniu prezesa NBP w czynnościach po uchwale Sejmu.Zakwestionował także wymóg bezwzględnej większości głosów, wskazując na konieczność uzyskania większości 3/5. Decyzję komisji skomentowała posłanka PiS Iwona Arent, wiceszefowa komisji.
- De facto jest to doprowadzanie Narodowego Banku Polskiego do paraliżu - oceniła parlamentarzystka.
Co dalej? Raport trafia do marszałka
Komisja zakończyła prace, a portal Salon24 informował, że posłowie przyjęli wniosek o pociągnięcie szefa NBP do odpowiedzialności. Sprawa trafia teraz do marszałka Sejmu. Liczący 150 stron raport trafi bezpośrednio do Włodzimierza Czarzastego.Posłowie mają teraz 21 dni na zapoznanie się z dokumentem. Dopiero po tym czasie zapadnie ostateczna decyzja na sali plenarnej. Red.
Fot. Adam Glapiński/NBP




Komentarze
Pokaż komentarze (32)