Państwa bałtyckie nie przystępują do strefy euro dlatego, że im się to opłaca i wzmacnia ich gospodarki, tylko dlatego, że chcą jak najbardziej zbliżyć się do Zachodu, więc przystępują do wszelkich możliwych organizacji i paktów, które je z nim zwiążą – mówił prof. Witold Orłowski na debacie „Polska w strefie euro” na Wrocław Global Forum 2013. – Podobnie jest z Polską. Zarówno wejście do strefy euro, jak i pozostanie poza nią ma swoje wady i zalety, a decyzja o przyjęciu wspólnej waluty będzie czysto polityczna.
Dyskutanci wskazywali, że rozwój ekonomiczny po ewentualnym przystąpieniu do strefy euro zależy w głównej mierze od tego, jak zorganizowana jest gospodarka w przededniu przyjęcia wspólnej waluty. – Bardzo dobrym przykładem są losy Słowenii i Słowacji – mówił Jan Cieński, warszawski korespondent „Financial Timesa”. – Słoweńcy mieli duży wzrost gospodarczy, ale nie przeprowadzili niezbędnych reform, co skończyło się utratą konkurencyjności i silną recesją już po wejściu do strefy euro. Słowacy natomiast przeprowadzili głębokie reformy już w latach 90. i kryzys aż tak ich nie dotknął – mówił Cieński.
Prof. Orłowski wskazywał, że kraje południa Europy prowadziły złą politykę fiskalną już przed przyjęciem wspólnej waluty. – Grecy wraz ze wstąpieniem do strefy euro stracili możliwość łagodzenia skutków swojej nieodpowiedzialnej polityki przy pomocy inflacji – tłumaczył Orłowski. – Nie zmienili jednak starych nawyków i objawy choroby, które wcześniej leczyli inflacją zaczęli leczyć powiększając dług publiczny.
Jakie wnioski z doświadczeń innych krajów może wyciągnąć Polska? – W najbliższym czasie będziemy mogli spełnić wszystkie kryteria wstąpienia do strefy euro – mówił Jakub Wiśniewski, dyrektor Departamentu Strategii Polityki Zagranicznej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. – Jednak kryteria to nie wszystko, spełniali je zarówno Finowie, jak i Grecy. Musimy mieć pewność, że nasza gospodarka jest bardziej podobna do fińskiej niż do greckiej – tłumaczył Wiśniewski.
Czy Polska przystąpi do strefy euro do 2020 roku? – pytał dyskutantów prowadzący dyskusję Roderick Parkes, koordynator programu ds. Unii Europejskiej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Odpowiedzi były jednoznaczne. – Szanse są nikłe, społeczeństwo jest obecnie niechętne euro i w ewentualnym referendum opowiedziałoby się raczej przeciwko wspólnej walucie, bardzo trudno będzie również zmienić Konstytucję – mówił Cieński. – Nie ma jednak powodów, by przesadnie się z tym spieszyć, na razie Polska powinna się skupić na wzmacnianiu własnej gospodarki.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)