Jak wygląda transatlantycka perspektywa w globalnej strategii Europy? Dyskusja na ten temat podczas Wrocław Global Forum przynosi smutne wnioski: choć wszyscy wiedzą, że trzeba gonić resztę świata, a raczej nie dać jej się przegonić, to Europie brak armat w postaci skrystalizowanej woli śmiałych działań.
Stephen J. Hadley, doradca ds. bezpieczeństwa za prezydentury George’a W. Busha nakreślił perspektywę, jaka czeka Europę i USA za 20 lat: choć globalna klasa średnia wzrośnie z 1 do 2-3 mld osób, to stanie się to głównie w krajach rozwijających się. W USA konsumpcja rośnie o 0,6 proc. a w Azji – 9 proc. rocznie. – Za 15 – 20 lat udział USA iUE w poziomie światowego PKB spadnie z obecnych 56 proc. poniżej 50 proc. – przytaczał statystyki Hadley. – Musimy zmierzyć się z tymi gospodarczymi, ale i innymi globalnymi wyzwaniami, jak terroryzm, zapotrzebowanie na wodę, migracje itp. w sposób globalny. Samodzielnie nie rozwiąże ich ani Europa, ani USA
Emma Bonino, szefowa włoskiego MSZ zauważyła, że właśnie przykład Unii Europejskiej jest tego dowodem. Ubolewała przy tym, że Unii brakuje dynamiki w pogłębianiu integracji. – Mimo to jest to najbardziej wartościowy projekt na świecie, integrujący 28 krajów, za którymi stoją różne kultury, mentalność itp. – mówiła Bonino. – Rezygnacja z flagi czy waluty to nie jest łatwa sprawa a jednak w UE to się udało. Rzecz w tym że idziemy naprzód w niedostatecznym tempie, nie powiemy przecież Chińczykom: zwolnijcie, poczekajcie na nas.
Bonino również przygotowała statystyki, które według niej stanowią solidną podstawę współpracy: to fakt, że ponad połowa światowego PKB powstaje w UE i USA, europejskich inwestycji w USA jest trzykrotnie więcej niż w Azji. – Trzeba te aktywa wykorzystać w postaci umowy o wolnym handlu, ale to decyzja na wskroś polityczna, bo od niej zależy nasza przyszłość.
Tymczasem Europa weszła w kryzys na śpiąco i nie obudziła się z letargu – tak uważa Joshka Fischer, były wicekanclerz Niemiec. – Mimo urzędowego optymizmu na różnych konferencjach, mówienia jakie mamy strategie, sytuacja jest poważna – ostrzegał. - USA wychodzą z problemów o wiele szybciej i mogą skierować swą gospodarczą uwagę na Pacyfik. To tam są ogromne rynki. A Europa w agendzie interesów USA może zacząć odgrywać mniejszą rolę.
Według Fischera w polityce europejskiej dominuje filozofia, znana w Polsce z określenia „ciepła woda w kranie”. – Poza Polską nikt nie widzi strategicznej kwestii Ukrainy – mówił były szef niemieckiej dyplomacji. - A od tego czy będzie się ona orientowała na wschód czy zachód to kwestia najwyższej dla nas wagi.
Fischer przypomniał, że podobna sytuacja dotyczy Turcji, przed którą UE zatrzasnęła praktycznie drzwi. – A to drzwi do Kaukazu i Morza Kaspijskiego – mówił. – Dlatego jestem za porozumieniem UE i USA bo w ramach europejskiej konfederacji, w ramach obecnie funkcjonujących struktur nie da się tych problemów rozwiązać. Bez takich mocnych związków opowiadane o strategiach, perspektywach itp. to czcza gadanina.
- Mamy dziesiątki pięknych strategii - zgadzał się z Joshką Fischerem Radosław Sikorski, szef polskiej dyplomacji. – Ale brak zaszczepienia Europie sposobu myślenia strategicznego. Sikorski posłużył się przykładem Polski, która kilka lat temu mówiąc o bezpieczeństwie energetycznym postrzegana była w UE jako kraj popadający, delikatnie mówiąc, w przesadę. - Tymczasem teraz Unia podejmuje takie działania, które Rosję z pozycji dyktującego warunki dostaw, co przekłada się na wyjątkowo wygodną pozycję polityczną, sprowadzi do roli Norwegii, która po prostu oferuje produkt – zwracał uwagę Sikorski.
Kwintesencją nowego otwarcia w relacjach transatlantyckich według szefa polskiego MSZ powinien być rozwijający się swobodnie handel i bezpieczeństwo. Porozumienie w tej pierwszej sprawie dałoby wzrost PKB o 0,5 proc. i 1,5 mln nowych miejsc pracy. – Nie wolno nam zmarnować kryzysu – mówił Sikorski. – Jest na tyle poważny, że powinien popchnąć UE i USA wzajemnie w ramiona.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)