Pojawia się tu coraz więcej głosów nawołujących przeciwników do zabrania swoich zabawek [poglądów] i wyniesienia się z tej [naszego] piaskownicy [bloga]. Ta prośba padła także pod moim adresem, bo przecież jestem lewakiem, który stara się tę swoją chorobę łączyć z innymi pandemiami – jak na przykład z liberalizmem.
Kwestię tę podnoszą zarówno zwyczajni komentatorzy, którzy mają tu swoje prywatne blogi, bądź tacy, którzy się tu nawet nie zarejestrowali, ale także komentatorzy zawodowi, którzy do uczestniczenia w tym projekcie zostali zaproszeni. Ostatnio uczynił to RAZ, ale i inni wyrażają pewne zmęczenie nieprzychylnymi im komentarzami.
W wątku dotyczącym tej kwestii wyraziłem ten oto pogląd, do którego nikt jednak się nie odniósł, tym bardziej sam „zniecierpliwiony” RAZ:
„Pragnę zauważyć, że nie miałem na myśli posługiwanie się UBeckimi metodami. Chodziło mi o to, iż RAZ nie chce, by pewnego rodzaju komentarze się pojawiały, bo mu one nie w smak. To jest publiczny blog, gdzie można komentować [prawie] dowolnie dowolne treści. Rozumiem, że dla autora [a autor jako podmiot twórczy bywa narcystyczny] pewne komentarze pod jego notatkami mogą być kłopotliwe. Ale właśnie taki jest blog. Jeśli RAZ tego nie rozumie, to nie wiem co tu wciąż robi. Pewnie wolałby, by tak jak w w Ringu w TV, miał za sobą publikę, która albo dostają za przyjście do studia pieniążki, albo jest ciekawa "szklanej opery", a która, gdy już się tam znajdzie, jest moderowana, której się [mówi] ile, kiedy i z jaką siłą ma klaskać...
Ponadto - czysto utylitarystycznie - lepiej jest, gdy jedna osoba bierze zabawki i idzie do domu, aniżeli wyrzuca z piaskownicy wszystkich pozostałych. Dodam tylko, że była to kąśliwa uwaga, gdyż nie popieram ani jednego, ani też drugiego sposobu.
Pytaniem do Administracji, wydaje się słusznym, jest kwestia wolnego dostępu do tego blogu. Wydaje mi się, że opcja z obowiązkową rejestracją jest pomysłem do zaakceptowania.
Jeszcze jedna kwestia. Może Junono nie zauważyłaś, ale ja także występuję pod imieniem i nazwiskiem i jestem w stanie ten fakt udokumentować. Postanowiłem w tej formie tu występować, gdyż Admin zaczął cenzurować niewygodne [w jego opinii obraźliwe] moje tu wypowiedzi.
Tak więc to, co mnie od RAZa odróżnia, to zdjęcie koło imienia i nazwiska oraz sława dziennikarska.
To ostatnie - choćby i sam fakt bycia dziennikarzem - powinno do czegoś zobowiązywać, a jak się wydaje, jest tylko usprawiedliwieniem własnych słabości. Niech więc admin pozwoli nam zamieszczać własne zdjęcia, a tym samym zbratam się [zrównam się] z RAZem.”
Następnie trafiłem na sugestię nijakiego Nicponia, który wyraził przypuszczenie, iż „jakiś ksiądz mnie wydymał”, gdyż tylko to tłumaczyłoby moją nienawiść do KK. Śledząc wpisy tego ktosia, a także tych, do których się on odnosi bądź których poleca, doszedłem szybko do wniosku, że mamy do czynienia z socjopatą-ignorantem i cynikiem w jednej osobie. Cóż – diagnoza ta w żadnej mierze mi nie pomogła w z-/po-rozumieniu tej/z tą osoby/ą.
Odpowiadając mu na wysuniętą insynuację o moich poglądach wytworzonych jakoby przez „doświadczenia rozporkowe”, postawiłem przed nim kwestię JAK ze sobą mamy żyć, bo czy tego chcemy, czy nie, wciąż pozostajemy obywatelami jednego państwa.
Ten blog bardzo szybko zaczął się polaryzować. A może od początku taki był, ale na początku staraliśmy się wybadać z kim mamy do czynienia?
Nijaki Sędzia w końcu nie wytrzymał, bo najwidoczniej potrzebował znalezienia dla mnie „logo” i wypalił z pytaniem o to, czy aby przypadkiem nie głosowałem na SD/UW. Cóż z tego, że jego przypuszczenia okazały się słuszne? Niewiele zmienia fakt, że pomylił okresy – głosowałem na UW/PD. Czy to oznacza, że gdy już mnie „zaszufladkował”, to więcej się do mnie odezwie?
Chciałbym tu rozpocząć dyskusję o tym JAK MOŻLIWE jest POROZUMIENIE między mną – odsądzanym od czci i wiary – lewicującym liberałem, a wyżej wymienionymi i wielu im podobnych – wyborcami PiSu, PO, LPRu czy Samoobrony? [Wcale nie przesadziłem z tą PO…] Czy jest możliwe takie ułożenie na nowo języka debaty publicznej, byśmy mogli się porozumieć i wspólnie pod tym samym nieboskłonem żyć?
To bowiem wydaje mi się być kwestią fundamentalną, od której jednak stronimy – niezależnie od tego jak bardzo damy się zantagonizować przez polityków czy siebie samych, to wciąż będziemy tworzyli WSPÓLNOTĘ. Wciąż będziemy mieszkać w jednym kraju, w tym samym mieście, na tej samej ulicy.
W odpowiedzi Nicponiowi, który postanowił zamieszkać na wystarczająco dużej posiadłości, by żaden intruz się nie nawinął nieproszony, wyraziłem opinię, iż w przeciwieństwie do jego wizji społeczeństwa i państwa, moja daje możliwość pogodzenia naszych wartości i pozwala wszystkim na realizację siebie. Jego – niestety nie. Czy on miał rację, czy może niekoniecznie? Porozmawiajmy o tym.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)