Obecny rząd robi niewiele. Tak niewiele, że ostatnio nawet posiedzenie Senatu zostało odwołane, gdyż nie było nad czym debatować. Wielka szkoda, bo chociaż cierpimy na nadmiar prawa, to jednak przydałoby się, aby ktoś zlikwidował szereg niepotrzebnych regulacji.
W ferworze ciężkiej pracy gabinetu Tuska, który do tej pory przygotował zaledwie siedem ustaw, pojawiła się wreszcie jakaś nowa propozycja. Do tego bardzo oryginalna jak na osoby deklarujące swoje wolnorynkowe poglądy. Otóż minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak zapowiedziała, iż zasiłek dla bezrobotnych powinien zostać zwiększony, a do tego przyznawany już po dziewięciu miesiącach pracy. Co mieliby bezrobotni dawać w zamian nie określiła, tym samym prześcignęła nawet przywódców PRL-u, którzy nie dawali obywatelom niczego za darmo, wymagając od nich przynajmniej podjęcia pracy.
Ktoś myślący logicznie kiedyś stwierdził, iż poziom bezrobocia jest proporcjonalny do wysokości zasiłku dla bezrobotnych. Zauważyć to można nawet dzisiaj. W okresie, w którym to raczej pracodawcy szukają pracowników, a do pracy przyjmowani są ludzie nie mający większego pojęcia o zawodzie stopa bezrobocia wciąż wynosi ponad 11%. Cóż widocznie bardziej opłaca się pobierać zasiłek dla bezrobotnych, korzystać z wszystkich osłon socjalnych dostępnych dla bezrobotnych, a do tego dorabiać w „szarej strefie” niż podjąć legalna pracę i chyba za karę płacić ponad połowę pensji jako PIT, ZUS, składkę zdrowotną, rentową i nie wiadomo co jeszcze. „Liberałowie” doszli do wniosku, iż legalna praca powinna opłacać się jeszcze mniej. Bezrobotni za swoją demoralizującą dla społeczeństwa postawę powinni dostawać jeszcze więcej, a po raz kolejny płacić powinni ci, którzy w poczuciu uczciwości i troski o własne rodziny pracują zgodnie z prawem osiem godzin dziennie.
Osiem godzin i ani godzinę więcej. Prawo w Polsce jest bowiem tak dziwnie skonstruowane, że o ile brak pracy jest nagradzany, sama praca karana, to jej nadmiar jest już zakazany. Ani obopólna zgoda pracownika i pracodawcy, ani niski poziom płac za ośmiogodzinną pracę, ani szczególne potrzeby kraju, będącego zapóźnionym w stosunku do rozwiniętych państw o kilkadziesiąt lat, ani szczególne potrzeby rodzin nic w tej materii nie zmieniają.
Doszliśmy do sytuacji, w której uległa całkowitemu odwróceniu prawidłowa hierarchia wartości. Lenistwo i nieudacznictwo zamiast być powszechnie pogardzane, stało się nagradzaną przez państwo cnotą.
Adam Łącki - student Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Wrocławskiego, publicysta.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)