Blog MW (zespół) Blog MW (zespół)
72
BLOG

Don(ald) Kichot Tusk i Tybet

Blog MW (zespół) Blog MW (zespół) Polityka Obserwuj notkę 5

Główne media w Polsce ostatnio przypomniały sobie o biednych Tybetańczykach. Oto wielki wódz narodu, mistrz wizerunku, choć czynów już nie, Donald Tusk zapowiada, iż nie pojawi się na ceremonii rozpoczęcia igrzysk w Pekinie. Ubiegł w tym nawet wszystkie światłe kraje Unii Europejskiej.

Rozpromieniony polityką miłości zapomniał jednak Donald Tusk o kilku ważnych kwestiach. Podobną ignorancję wykazują również ci, co z zaklejonymi ustami solidaryzują się z Tybetem. Im jednak można jeszcze wybaczyć. Wszak nie sprawują najważniejszych funkcji w państwie. W przypadku premiera obowiązują jednak dużo wyższe standardy.

Zapomniał, iż miłość jak i wszystkie pozostałe uczucia nie są odpowiednim doradcą w polityce. Truizmem jest powtarzanie, iż w polityce nie ma przyjaciół, są interesy. Tak oczywista sprawa nie jest jednak dla premiera tak oczywista.

Zapomniał wreszcie o polskich interesach. O tym, ze Chiny są trzecia i najszybciej rozwijającą się gospodarką świata. O tym jak wiele obustronnych korzyści może przynieść wymiana handlowa. Wrogie stosunki z Chinami są groźne nawet dla gospodarki takiego mocarstwa jak USA. Cóż premier Tusk znów cierpi na przyrost ambicji nad realnymi możliwościami.

Zapomniał przecież, że Polska nie jest mocarstwem mogącym jakkolwiek wpłynąć na położenie Tybetańczyków. Ci zresztą sami nawet nie domagają się bojkotu olimpiady. Sam Dalajlama się temu sprzeciwia. Premier Tusk musi jednak niczym Don Kichot walczyć o kwestie, które pozostają poza zasięgiem jego możliwości. W końcu nie jet prezydentem USA, który dąży do realizacji interesów własnego i wie, ze bezsensowny bojkot może zachwiać pozycją jego państwa. Uważa się pewnie za kogoś znacznie ważniejszego, pana ziemi, który polityką miłości (zamiast czarodziejskiej różdżki) może dokonywać cudów. Może sprawić, że średniej wielkości państwo zmieni politykę mocarstwa.

Zapomina o specyfice Chin. O tym, że oczekiwanie od nich spełniania europejskich standardów demokracji jest może piękne, ale całkowicie nie przystające do tamtejszej sytuacji, do kraju należącym do całkowicie odmiennej cywilizacji, który nigdy nie zaznał demokracji i swobód obywatelskich. Zapomina również o tym, z Chiny przez ostatnie dziesięciolecia poczyniły i tak spory skok w tej dziedzinie i to właśnie na skutek stopniowego nawiązywania kontaktów z państwami Zachodu, a nie wskutek izolacji. Owszem Chinom jeszcze sporo brakuje do ideału. Nie jest to już jednak kraj, który można było postawić w jednym szeregu z III Rzeszą i ZSRR. Już nie ma zbiorowych ludobójstw. Prawa człowieka są wielokrotnie łamane, nie są jednak już w Chinach zaledwie świstkiem papieru jak kiedyś. Gospodarkę planowaną zastąpiła względna swoboda gospodarcza. To wszystko dużo i mało, więcej jednak chyba nie było możliwe.

Skąd więc bierze się u nas i to zarówno u Donalda Tuska jak i Lecha Kaczyńskiego litościwe spoglądanie na Tybetańczyków ? To przecież takie nasze polskie. Zawsze lubiliśmy z hasłami mesjanizmu ratować wszystkich za wyjątkiem siebie. Zawsze lubiliśmy być szlachetnym przegranym.

Czy jednak chociaż raz nam się to opłaciło ?

Adam Łącki -  student Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Wrocławskiego, publicysta.

Prezentujemy różne nurty myśli opartej na dziedzictwie Narodowej Demokracji. Piszemy swoje blogi, publikujemy w różnych miejscach. Dyskutujemy o naszych poglądach w mediach, w sieci, na kołach naukowych, na konferencjach, na debatach i na ulicy. Jesteśmy członkami Młodzieży Wszechpolskiej.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka