AlbusDumbledore AlbusDumbledore
1466
BLOG

Wystąpienie Donalda Tuska a kłopoty PO

AlbusDumbledore AlbusDumbledore Polityka Obserwuj notkę 16

Dzisiejsze wystąpienie premiera Donalda Tuska podczas Zjazdu Platformy Obywatelskiej było pierwszym od niepamiętnych czasów, kiedy to szef rządu musiał pochylić się nad sprawami trudnymi i ważkimi dla PO, a nie - choć w pewnym stopniu tego nie uniknął - skupiać się nad partią Jarosława Kaczyńskiego i "koszmarną" alternatywą, jego powrotu do władzy, dla rządów PO. Zazwyczaj wystarczyło postraszyć dość dosadnie i stanowczo prezesem PIS szacowne audytorium (czyt. Polskę siedzącą przed telewizorami), aby społeczeństwo szybko zreflektowało się, że PO może i nie jest tą partią jaką obiecywało być, ale przede wszystkim i dzięki Bogu faktycznie - co premier przypominał - nie jest PIS-em.

Nie przekonują mnie słowa Janusza Palikota, który powiedział, że zjazd, jak to zjazd jest wyreżyserowanym teatrem. Nawet jeśli był, to reżyser i główny aktor dzisiejszego przedstawienia zapomniał tekstu, sufler zaspał i trzeba było impowizować. Donald Tusk musiał poruszyć trzy zasadnicze kwestie podczas swego wystąpienia, jeśli chodzi o wewnętrzne sprawy PO, którymi media - niektóre, chcąc nie chcą, z akcentem na to drugi, zajmowały się ostatnimi dniami. Mianowicie: sprawa Palikota, Radziszewskiej i Halickiego.

W tym miejscu robi się ciekawie i zabawnie(dla przeciwników PO). Tusk, choćby był profesorem jakiegoś Uniwersytetu PR musiał zdawać sobie sprawę, że jego gra pod publiczkę(czyt. pod sondaże) skończyła się. Nie możliwym jest poruszenie trzech, powyżej wspomnianych kwestii, bez narażenia się - nie boję się użyć tego słowa - masom swych wyborców. Dlaczego?

Primo

Kwestia Palikota i domniemanego założenia pzez niego nowej partii politycznej, a także postulatów kierowanych prze niego w sprawach ideowo - światopoglądowych. Tusk to wytrwany gracz polityczny, "mający nosa" nielada do wyczuwania nastrojów społecznych. Świetnie zdaje sobie sprawę, że zdecydowana większość osób biorących udział w manifestacji zorganizowanej przez Tarasa pod Pałacem jest zwolennikiem PO, nie zaś SLD. Ci ludzi głosują na partię Tuska nie tylko przez kwestię "obciachu" czy też strachu przed wyborem Kaczyńskiego, nie ze względu na Gowina, ale właśnie dla Palikota. Dla nich jest cool, trendy, super, bomba. Dodajmy do tego lobby TVN-owskie, które popiera posła z Lublina. Te klika tysięcy ludzi z przed Pałacu jest uosobieniem sporego elektoratu PO. Ten elektorat pójdzie za Palikotem. Światopoglądowo będzie on im najbliższy, również w sposobie uprawiania polityki. Palikot doskonale wie o tym. Dzisiejsze więc słowa Tuska o tym, że jednak nie pozwoli aby wizja nowoczesnego państwa zamieniała się w tandetny propagandowy antyklerykalizmjest deklaracją, że bardziej wierzy w elektorat, który objawia się słowem "tak" w badaniach o tym, czy Janusz Palikot szkodzi PO. Wierzy, a może i wie, że wśród niezdecydowanych większość przejawia poglądy bardziej konserwatywne niż "palikotowe". Tracąc głosy spod Pałacu, chce zdobyć głosy z ogromnej grupy niegłosujących.

Secundo

Minister Radziszewska. Sytuacja wydaje się jak wyżej. Z tym, że rolę TVN spełnia tutaj Gazeta Wyborcza, która mocno zaangażowała się w sprawę dymisji Radziszewskiej. Nie bez kozery opatrzyła notkę informacyjną o minister nagłówkiem "Radziszewska musi odejść". List "znanych" osób pod jej patronatem to też nie przypadek. Tusk miał przed sobą kolejny test. Wybrał jednak Radziszewską wymierzając siarczysty policzek w środowisko GW.  Tylko, co z tego? Poparcia GW i prof. Środy i tak nie straci, jednak część elektoratu, choć niewielka, może przejść pod sztandary SLD. Taką decyzją, jednorazową, trochę sztuczną patrząc na dotychczasową linię PO, szczególnie w kontekście wydarzeń pod Pałacem, wyborców antylewackich Tusk nie zdobędzie.

Tertio

Halicki. Koniec świata dla "przyjaciół" z prywatnych telewizji. Jak tu rozwiązać ten problem? PO straciła tutaj najwięcej - wiarygodność i legitymizację dla twardego przywódctwa Jarosława Kaczyńskiego w PIS. Dlaczego wiarygodność? Dlatego, że przez ostatnie tygodnie politycy PO na łamach mediów próbowali przekonać wszystkich dookoła, że PIS pęka w szwach, że występują w nim tarcia poszczególnych grup, że nieprzestrzega się w nim demokratycznych swobód tyczących się wolności słowa i merytorycznego sporu, że prezes PIS to faktyczny dykator etc., etc. A tu nagle takie wystąpienie Halickiego! I co się okazuje? A to, że jakoś w scpecjalny sposób na demokrację w PO miejsca nie ma, podobnie jak w PIS-ie (stąd ta legitymizacja Kaczyńskiego, który teraz nie może być już tak atakowany za uciszanie swych oponentów w partii). Tusk bowiem mówi, że
Proponuję czasami więcej powściągliwości. Ważną zasadą - nie tylko w PO - jest najpierw pomyśleć, potem udzielać wywiadów(...)Powiedział również, że PO m.in. dlatego zdobyła i utrzymała, nawet w krytycznych monetach, zaufanie połowy Polaków, stając się jedną z najsilniejszych partii, bo szybciej i lepiej niż inni zrozumieliśmy, że zebraliśmy się w jednym miejscu i w jednym czasie, by pomagać innym ludziom, a nie zajmować ich czas i energię własną słabością czy wątpliwościami.

Fasada pękła. Coraz mniej będzie wolno Platformie, coraz trudniej atakuje się PIS nie narażając się na kontrę, co z resztą pokazują sondaże - PIS zyskuje mimo już ciągnącej się miesiącami kampanii śmiechu, straszenia i drwin. PIS -owi jednocześnie wolno coraz więcej.

Wiele osób musiało się szczerze uśmiechnąc słysząc słowa Tuska: Tak długo, jak pesymizm i strach będzie obecny wokół nas - ba, pewnie po trochu w każdym z nas - tak długo politycy, którzy z pesymizmu i strachu chcą zrobić główną treść swojego działania, będą groźni dla Polski. Musicie o tym pamiętać. Czy aby Tusk nie mówił o swoim ugrupowaniu? Platforma traci.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka