AlbusDumbledore AlbusDumbledore
758
BLOG

List Leszka Millera do Janusza Palikota

AlbusDumbledore AlbusDumbledore Polityka Obserwuj notkę 7

Leszek Miller raczył napisać list otwarty do Janusza Palikota, który został opublikowany na portalu wPolityce ( www.wpolityce.pl/blog/post/2160/Do_J__Palikota.html ). Ów list, popełniony przez byłego premiera nie jest nazbyt długi, więc pozwolę sobie zacytować go w całości:

Panie Januszu, słyszę, że ma pan zamiar zmiażdżyć SLD i lekko oskubać Platformę Obywatelską. Skubać Platformę może pan do woli, ale za mało pan waży, żeby zmiażdżyć SLD. Sojuszu nie można zniszczyć z zewnątrz. Można go unicestwić od, wewnątrz co prawie się udało.  Był czas, że znani aktywiści SLD mało, że nie bronili swojej formacji, to jeszcze ją pogrążali. Po wybuchu tzw. afery Rywina ruszyli do walki o władzę w partii. Gdy przejęcie władzy się nie udało – doprowadzili do rozłamu, licząc, że pójdzie za nimi większość działaczy. Kiedy to także nie wyszło stworzyli Lewicę i Demokratów, aby ostatecznie wyeliminować Sojusz z gry. Gdy to również się nie powiodło psuli szyki kandydatowi SLD na prezydenta mając nadzieję, że wezmą odwet za jego słaby wynik. Nadzieje prysły, a z nimi „piąta kolumna”. Gdyby tak odnalazła się u pana miałby pan moją wdzięczność do grobowej deski.

Wynika z niego jedna zasadnicza i jakże ciekawa sprawa. Ktoś pomysli, że Miller obawia się nowej partii Palikota i jego list jest jakby odruchem rozpaczy, swoistą dobrą miną do złej gry. Niekoniecznie. Osobiście uważam, że nowa partia posła z Lublina SLD zbytnio nie zaszkodzi, w przeciwieństwie do PO, która to - według mnie - sporo straci na odejściu Palikota. Skąd więc ten apel Millera?

Wrócę do wspomnianej zasadniczej i ciekawej sprawy wynikającej z listu. Mianowicie w SLD zbliża się powoli pora na wewnętrzne czystki. Nie jest tajemnicą, że Miller wrócił w roli trochu politycznego emeryta na garnuszek Grzegorza Napieralskiego. Obok niego, w myśl zasady wszystki ręce na pokład podczas wyborów prezydenckich, pojawił się również m.in. Józef Oleksy. Krótko mówiąc stara gwardia wróciła zastając w sojuszu gwardię młodą, która urosła na jej politycznej klęsce wynikającej z afery Rywina. Pora na Vendettę.

Napieralski, coraz bardziej znany z tego, że jest coraz bardziej znany, nie może popsuć swojego wizerunku działaniami a'la Jarosław Kaczyński, czyli podjęciem twardych kroków wobec partyjnych współtowarzyszy. Wszak wywindowane miejsce w rankungu popularności mogłoby spaść parę oczek niżej. Pomimo tego, że - jak każdy polityczny lider - nie może przełknąc jawnej zdrady swych kompanów z ostatniej kampanii wyborczej. Miller pisze o twórcach LiD jako o tych, którzy najbardziej przeszkadzali Napieralskiemu. Jawna bzdura. Któż bowiem z nich jest teraz na łasce Napieralskiego i któż tak bardzo przeszkadzał mu w kampanii? Borowski i Nałęcz którzy sami mogli liczyć na poparcie oscylujące w granicy 0,1 %? Nie.

Napieralski więc ustami Millera, w bardzo twardych słowach ("piąta kolumna") uderza w dwie czołowe postacie dzisiejszego SLD, którzy jawnie sprzeniewierzyli się partyjnej subordynacji. Chodzi tu oczywiście o Olejniczaka i Kalisza. Tym bardziej, że sam Palikot mówi o obecności tego drugiego w jego zjeździe oraz o bliskości światopoglądowej tego pierwszego. Czy może to stać się casus belli dla przewodniczącego Napieralskiego? Moim zdaniem tak. Topór już dawno zawisł. Kiedy i kto go spuści jest mało ważne. Najważniejsze, że niechybnie spadnie on na głowy obu partyjniaków z SLD. Tym bardziej, że niebawem pojawi się casus kolejny - sromotnie przegrane wybory samorządowe przez Olejniczaka. Aby nie zapomnieli o swojej zdradzie i o przyszłym losie - Miller przypomina im jasno "piątą kolumnę" Słusznie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka