Od razu uspokoję wszystkich wyznawców PO, nic takiego jak dyscyplinarne usunięcie z partii premiera Tuska za „seksistowski” żarcik nie będzie miało miejsca. Oglądając telewizję można było dojść do wniosku, że Prezesowi Rady Ministrów tak naprawdę należy współczuć, a nie go podle oskarżać. Nawet uroniłem łezkę, na szklanym ekranie mieliśmy zapracowanego człowieka, wycieńczonego pracą nad szybką modernizacją Polski, zawsze gotowego do udzielenia odpowiedzi, nawet na najtrudniejsze pytania nurtujące społeczeństwo. Przez swoje wrodzone dalekie poświęcenie i otwartość na ludzi, wypowiedział spracowany kilka niepotrzebnych wyrazów, ale należy mu to wybaczyć. Już następnego dnia przeprosił i nawet w towarzystwie skąpo ubranych kobiet, już nic niestosownego, nawiązującego do współżycia, kopulacji nie padło z ust szefa Platformy, co z zadowoleniem zauważył TVN24. Ot cała narracja medialna.
Sytuacja jest przezabawna przecież dzień wcześniej były poseł Platformy Robert Węgrzyn został skazany przez sąd koleżeński na banicję za zbliżone poczucie humoru. Wtedy media nie pomagały członkowi PO, wręcz przeciwnie, wdeptały go w błoto. Stał się trędowaty, ogłoszone, iż szkodzi dobremu wizerunkowi Platformy i zaprowadzono na szafot. Pomyślałby ktoś, że tak wysoko poprzeczkę poprawności seksualnej, dyskryminacji ze względu na płeć ktoś zawiesił w ugrupowaniu z obywatelskością w nazwie. Jak śpiewała Budka Suflera „a po nocy przychodzi dzień” tak po surowym werdykcie dla parlamentarzysty Węgrzyna, już następnego dnia premier zaimponował żarcikiem o guzikach, których w cale nie byłby skory zapinać. Jednak Prezesowi Rady Ministrów pracującemu trzy i pół dnia w tygodniu takie wpadki mogą się zdarzyć, najwidoczniej męczy go każda praca, nawet ta choćby najkrótsza. Rozumiem, iż wyzwanie na pojedynek biegowy, jakie Donald Tusk rzucił Grzegorzowi Napieralskiemu jest nieaktualne teraz premier chce być „zmęczony i wypalony”.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)