Społeczeństwo po ostatnim wylocie na miejsce katastrofy kolejowej premiera Tuska, minister zdrowia Ewy Kopacz i pomniejszych członków PO mogło w ostatnich dniach nabrać podejrzeń, iż część sceny politycznej ulega zezwierzęceniu (hiena, sęp) - chociaż może ten proces przepoczwarzenia już dawno nastąpił. Zestawiając brak jakichkolwiek działań Prezesa Rady Ministrów z naprawdę wielką tragedią, jaką w długi weekend była śmierć 53 osób w wypadkach samochodowych, oraz 3000 pijanych kierowców ocena poczynań partii władzy maluje się w bardzo niekorzystnych barwach.
Salonowi dziennikarze działania zmierzające do ugrania korzyści politycznych na śmierci określają idiotycznym zwrotem „nekrofilia polityczna”, cała głupota tych wyrazów polega na tym, iż pierwszy człon odnosi się do zaburzeń seksualnych, które powodują, że chory chętnie współżyłby z trupami, drugi niczego nie precyzuje ani nie ulepsza. Jak to salon działania niegodne dostrzega jedynie w ugrupowaniu opozycyjnym. I tak Tomasz Lis w ostatnim numerze „Wprost” pisze o „politycznej nekrofilii … ludzi” Kaczyńskiego dotyczącej śp. A. Leppera.
W świecie nekrofagów, trupojadów liczą się zyski z uwzględnieniem potencjalnych strat. Rosnąca liczba śmiertelnych wypadków samochodowych jest przez władzę przemilczana, chociaż jak alarmują policjanci ilość poszkodowanych ciągle rośnie i może pobić rekord. Niestety temat jest wystarczająco grząski, nawet jak wzajemnie można by było przerzucać się odpowiedzialnością, w końcu cały sejm pod koniec października 2010 roku głosował jednomyślnie za zwiększeniem dopuszczalnej prędkości. W połączeniu z raportem NIK, w którym Najwyższa Izba Kontroli alarmuje o tragicznym stanie niemal połowy dróg, nienadających się do użytkowania, ustawa zaproponowana przez Senat, a przyjęta przez Sejm uzyskuje wymowę zamachu na obywateli. Dodatkowo, Platformie nagłośnienie sprawy wypadków drogowych, w połączeniu, z jakością nawierzchni zrujnowałoby narrację o skoku cywilizacyjnym, jaki się dokonał przez te 4 lata. Dlatego jedyną odpowiedzią na ilość ofiar jest brak reakcji.
Polityczny „lans” przed wyborami przybierze jeszcze bardziej bezwzględną formę. Nie ma już żadnych świętości, każda metoda ogłupiania obywateli jest dobra byleby była skuteczna. Platforma po elekcji znów wystrzeli z hiobowymi wieściami, uczynili normę z nienormalności, w kampanii zielona wyspa po tragedia ruina, upadek i wołanie o ratowanie finansów publicznych.
W gazetce wewnątrzpartyjnej PO pt. „POgłos” minister finansów zdradził, iż po wyborach w ciągu 2 lat oszczędzą 80 miliardów złotych. PiS zachodzi w głowę, co takiego się stanie, czyżby wprowadzili projekt opozycji podatku bankowego, nie to daje jedynie 10 miliardów w ciągu dwóch lat. Czym zaskoczy partia władzy? Jakby biedaki słuchali z uwagą wypowiedzi ludzi z zaplecza Donalda Tuska to by wiedzieli Ci zawsze podkreślają, że przez obniżenie podatków i składki rentowej budżet, co roku traci 40 miliardów złotych! Po wyborach pseudo liberałowie podniosą podatki! Kto jeszcze pamięta ich programowy postulat podatku liniowego 15 procentowego?
Tytuł hieny roku przyznawany jest, co roku w dziennikarstwie, należałoby wprowadzić podobny laur dla polityków za szczególne: łgarstwa, kpinę z obywateli, nieudolność, służalczość na arenie międzynarodowej, bierność.
Prezes Rady Ministrów ostatnio obwieścił sukces, znalazły się –przypadkowo podczas kampanii wyborczej –pieniądze na budowę nowoczesnego muzeum Józefa Piłsudskiego. Warto na koniec przytoczyć fragment rozmowy między hrabią Skrzyńskim a Marszałkiem Polski:
„- Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
- Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.”.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)