Wszystko na wspak - już od rana informował „Fakt”. Premier robi w konia obywateli, najzwyczajniej wpuszcza w maliny, a trzymając się żargonu piłkarskiego kiwa niemających świadomości ludzi przed telewizorami śledzących z zainteresowaniem wojaże prezesa rady ministrów. Reklamowane, jako naturalne, spontaniczne zgromadzenia, zgodnie z relacjami dziennikarzy są wyreżyserowanymi ustawkami. Pismaki z lubością cytują Tuska: „Staramy się wybierać miejscowości, gdzie spotykają się różne interesy i różni ludzie. Z tych codziennych wyjazdów ułoży się polska mapa potrzeb i pomysłów, ale też cała mapa pretensji”. Arcyciekawe - pretensje też zaaranżowane? A figę w plenerze zawsze przyplącze się jakiś malkontent z filozoficznymi pytaniami zogniskowanymi na ludzkiej egzystencji i przetrwaniu do pierwszego. Kiboli przeważnie odgradza siatka ogrodzeniowa od „Orlików”, które teraz znalazły świetne zastosowanie.
Przeglądam Internet - premier był w Koninie może znajdę ciekawe fragmenty z wizyty, pikantne sceny, zabawny skecz. Długo nie muszę szperać na stronie „Głosu Wielkopolski” jest kilka zdjęć i filmik. Odpalam obraz, ktoś z ruchu Palikota krzyczy na nasze słoneczko domagając się debaty. Donald Tusk nie jest dłużny zaznajamia delikwenta z meandrami dobrego wychowania „… proszę na mnie nie krzyczeć, jeśli nie ma pan szacunku dla urzędu to niech ma pan szacunek do człowieka po pierwsze można powiedzieć dzień dobry … ”. Rozumie się - kindersztuba jest najważniejsza! W trakcie instruktarzu w tle pada przykre zestawienia: „pan premier opalony jak pan Lepper”.Scena następna, głowa rządu przemierza „orlik”, w środku mili uśmiechnięci obywatele entuzjastycznie witający przedstawiciela najwyższych władz. Zaczynają się deklaracje o rychłej prywatyzacji kopalni - standard z broszurki podręcznej liberała -prywaciarz uratuje miejsca pracy. Kolejny akt filmu –kibole. Przeraźliwe wrzaski przeszywają powietrze, to za ogrodzenia dźwięki hordy niezadowolonych. Oni nie dostąpili przyjemności uściskania prawicy najwyższemu - są nieokrzesani. Premier obwieszcza stanowczą walkę z zadymiarzami „… nie będzie tolerancji dla przestępczości… dla mnie ktoś, kto maczeta rozwala głowę kibicowi innej drużyny nie jest kibicem tylko bandytą… ”. W końcu pora na epilog a w nim uwiecznione wejście dostojników do autobusu i odjazd w siną dal.
Powyższa projekcja rozbudziła we mnie detektywistyczną naturę - obieram sobie za cel rozwikłanie tajemnicy spontaniczności Platformy. Brukowiec „Fakt” to tylko kawałek układanki, kolejne elementy są w sieci. Przystępuję do tropienia śladów potknięć i symptomów fałszu. Po chwili znajduję taki na stronie „konin24.info” to relacja rozgoryczonego człowieka „ze względu na to, że społeczeństwo było oburzone właśnie z tej racji, że chcieli z premierem rozmawiać a ochrona po prostu nie dopuszczała nikogo nikt nie wszedł, nie było wytłumaczenia, dlaczego, weszły tylko osoby, które były związane z Platformą Obywatelską nic poza tym, mieszkańcy wszyscy stali za siatką, to było przykre widowisko dzisiaj na tym, jest mi żal po prostu przyszedłem zobaczyć premiera Rzeczpospolitej, jest mi przykro …”. To tak wyglądają ciężkie męskie rozmowy z Polakami?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)