Polityka, Wybory
Budżet państwa w demokracji
Notka nawiązuje do notki "Polska, midterm election: Duch idei demokracji walczącej w Pałacu Prezydenckim".
Koncepcja „polskich wyborów połówkowych” (midterm election) opisana w notce opiera się na zsynchronizowaniu kadencji parlamentu i prezydenta tak, aby połówkowe wybory parlamentarne odbywały się naprzemiennie co 2,5 roku w odniesieniu do 5-letniej kadencji głowy państwa. Ułożenie:
- Grudzień 2027 r. (Start): Wybory do Sejmu (półmetek prezydentury).
- Czerwiec 2030 r. (Po 2,5 roku): Wybory do Senatu oraz wybory prezydenckie.
- Grudzień 2032 r. (Po kolejnych 2,5 roku): Ponowne wybory do Sejmu (kolejny półmetek).
- Czerwiec 2035 r. (Po kolejnych 2,5 roku): Ponowne wybory do Senatu i prezydenckie.
W tym modelu Sejm zmieniałby się zawsze w grudniu (co 5 lat), a Senat zmieniałby się zawsze w czerwcu (również co 5 lat). Obie izby miałyby stałe, przypisane do siebie miesiące wyborcze. Wynika to z faktu, że każda izba ma pełną, 5-letnią kadencję, a ich start jest przesunięty względem siebie o 2,5 roku:
- Sejm: Wybory odbywałyby się zawsze w grudniu (2027, 2032, 2037, 2042 itd.).
- Senat: Wybory odbywałyby się zawsze w czerwcu (2030, 2035, 2040, 2045 itd.).
Co dzieje się co 2,5 roku? Co 2,5 roku dochodzi naprzemiennie do wymiany całej jednej izby parlamentu:
- Idziemy na wybory w grudniu (wybieramy Sejm, Sejm wybiera Premiera).
- Mija 2,5 roku.
- Idziemy na wybory w czerwcu (wybieramy Senat i Prezydenta).
- Mija kolejne 2,5 roku.
- Znów idziemy na wybory w grudniu (ponownie wybieramy Sejm, Sejm wybiera Premiera).
Rotacja (czyli pójście obywateli do urn) odbywa się co 2,5 roku, ale miesiące przypisane do konkretnych izb są niezmienne. Sejm nigdy nie byłby wybierany w czerwcu, a Senat nigdy w grudniu.
1. Różne większości polityczne w Sejmie i Senacie a rządzenie państwem
W proponowanym modelu sytuacja, w której Sejm, Senat i Prezydent reprezentują zupełnie inne obozy polityczne, stałaby się normą, a nie wyjątkiem (podobnie jak w USA, gdzie prezydent często mierzy się z wrogim Kongresem).
- Skutki: Oznaczałoby to permanentny stan kohabitacji i konieczność ciągłego szukania kompromisów. Ponieważ w Polsce rząd (Rada Ministrów) kreowany jest przez większość sejmową, Sejm zdominowany przez opozycję w połowie kadencji prezydenta mógłby całkowicie zmienić kurs polityczny kraju, paraliżując inicjatywy urzędującego prezydenta.
2. Procedura uchwalania budżetu przy zmianie izb co 2,5 roku
Zgodnie z polską Konstytucją budżet państwa uchwala Sejm, a Senat może zgłosić do niego poprawki (które Sejm może odrzucić bezwzględną większością głosów).
- Skutki: Jeśli co 2,5 roku (czyli w kluczowym momencie prac nad budżetem) zmieniałaby się jedna z izb (Sejm lub Senat), mogłoby dochodzić do potężnych kryzysów budżetowych. Nowo wybrana izba mogłaby chcieć pisać budżet od nowa lub blokować ustalenia poprzedników, co groziłoby paraliżem finansów publicznych i przedterminowymi wyborami.
Kto ma prezydenta, ten ma Senat
Połączenie wyborów prezydenckich z wyborami do Senatu w tym modelu wyraźnie wzmacnia pozycję instytucji Prezydenta RP i wprowadza silny element legitymizacji prezydenckiej, upodabniając polski system do rozwiązań znanych z systemów prezydenckich lub semiprezydenckich. Oto szczegółowa analiza, dlaczego takie rozwiązanie faworyzuje „ideę prezydencką” i jak wpłynęłoby na układ sił w państwie:
1. Efekt „ogona komety” (Coattail effect): W politologii zjawisko to polega na tym, że popularny lider wygrywający wybory prezydenckie „wciąga” za sobą do parlamentu kandydatów ze swojego ugrupowania.
• Jeśli wybory do Senatu odbywają się w tym samym dniu, uwaga mediów i wyborców jest zdominowana przez starcie kandydatów na prezydenta.
• Wyborcy głosujący na danego prezydenta z dużym prawdopodobieństwem oddadzą głos na kandydata do Senatu z tej samej opcji politycznej, by dać swojemu faworytowi „narzędzie do rządzenia”.
• Rezultat: Prezydent uzyskuje silny, naturalny mandat w Senacie już na starcie swojej kadencji.
2. Senat jako „tarczownik” Prezydenta: W obecnym ustroju Senat ma 30 dni na odrzucenie lub wniesienie poprawek do ustaw Sejmu. Jeśli wybory prezydenckie zsynchronizujemy z senackimi, istnieje ogromna szansa, że Prezydent i większość senacka będą pochodzić z tego samego obozu.
• Blokowanie Sejmu: Nawet jeśli w Sejmie (wybieranym w systemie midterm) rządzi wroga prezydentowi koalicja, Prezydent zyskuje w postaci Senatu potężnego sojusznika legislacyjnego.
• Senat może maksymalnie opóźniać i utrudniać reformy rządu (Sejmu), dając Prezydentowi czas na przygotowanie strategii, wetowanie ustaw lub budowanie narracji medialnej.
3. Zmiana charakteru Senatu (Izba Prezydencka vs. Izba Refleksji): Obecnie Senat jest często nazywany „izbą refleksji”. Połączenie jego losu z prezydenturą zmieniłoby go w „izbę prezydencką”.
• Kampania do Senatu przestałaby być autonomicznym sporem o regiony, a stałaby się plebiscytem poparcia dla programów prezydenckich.
• Autor notki wspomina o „pakcie senackim w skali maksimus” wokół dwóch głównych kandydatów prezydenckich. To oznacza, że Senat stałby się bezpośrednim przedłużeniem woli i zaplecza politycznego Głowy Państwa.
Gdzie tkwi kotwica?
Choć model ten wzmacnia ideę prezydencką, w polskich realiach konstytucyjnych kryje w sobie pułapkę. W przeciwieństwie do USA, w Polsce to Sejm, a nie Senat, tworzy rząd i posiada kluczowe kompetencje budżetowe oraz ustawodawcze. Jeśli Prezydent wygra wybory i zyska przychylny Senat, ale 2,5 roku później w wyborach midterm obywatele wybiorą skrajnie opozycyjny Sejm, przewaga prezydencka topnieje. Prezydent zyskuje wtedy potężną siłę blokowania (weto + Senat), ale traci możliwość realnego kreowania polityki państwa, co prowadzi do głębokiego klinczu instytucjonalnego.
*
Budżet, budżet, budżet
W tym modelu sprawa budżetu państwa stałaby się centralną osią każdej kampanii wyborczej, choć z zupełnie innej perspektywy dla każdej z izb w szczególności w danym roku jej wyboru. Poniżej miesiące czerwiec i grudzień nie odnoszą się do dwoch miesięcy w tym samym roku. Czerwiec związny jest z rokiem wyboru Senatu i Prezydenta, a grudzień związany jest z rokiem wyboru Sejmu. Osobno dotyczą innego roku, w którym dokonywany jest wybór danej izby.
W polskim procesie legislacyjnym budżet na kolejny rok powstaje według sztywnego kalendarza: od wiosennych założeń, przez przyjęcie projektu przez rząd (do 30 września), aż po ostateczne uchwalenie i podpis prezydenta (zazwyczaj w styczniu).
Wprowadzenie stałych wyborów w czerwcu i grudniu sprawiłoby, że cały ten proces kręciłby się wokół kalendarza wyborczego:
Czerwiec (Wybory do Senatu i Prezydenckie) – Starcie o obietnice i plany
Czerwiec to moment, w którym Ministerstwo Finansów przygotowuje tzw. Założenia do projektu budżetu państwa oraz wskaźniki makroekonomiczne (np. prognozowany wzrost PKB, inflację).
- Kontekst wyborczy: Kampania czerwcowa (senacko-prezydencka) odbywałaby się w czasie, gdy partie i kandydaci prezentują swoje wielkie obietnice finansowe. Walka toczyłaby się o to, co ma się znaleźć w przyszłorocznym budżecie i jakie priorytety społeczne należy w nim zabezpieczyć. Nowo wybrany Senat i Prezydent wchodziliby do gry w momencie, gdy projekt rządowy dopiero nabiera realnych kształtów.
Grudzień (Wybory do Sejmu) – Starcie o gotowe pieniądze i rozliczenie
Grudzień to absolutne apogeum prac nad budżetem. Projekt jest już po pierwszym i drugim czytaniu w Sejmie, trwają burzliwe debaty w komisjach, a czas goni, ponieważ nieuchwalenie budżetu w terminie konstytucyjnym pozwala Prezydentowi na skrócenie kadencji parlamentu.
- Kontekst wyborczy: Kampania grudniowa (sejmowa) byłaby niezwykle brutalna. Odbywałaby się w warunkach, gdy wszystkie liczby są już na stole. Opozycja mogłaby punktować rząd za konkretne braki w projekcie, a rząd musiałby bronić swoich wyliczeń w trakcie trwania głosowań.
- Ryzyko paraliżu: Nowo wybrany Sejm zbierałby się na pierwsze posiedzenie pod koniec grudnia lub na początku stycznia. Miałby zaledwie dni na dokończenie prac nad budżetem przygotowanym przez poprzedników, co zmuszałoby nową większość w Sejmie do ekspresowego przyjęcia cudzego planu finansowego (budżetu państwa) lub natychmiastowego wywołania kryzysu państwa.
Podsumowanie
Rozważany system „zagoniłby” politykę budżetową w permanentny cykl wyborczy.
Zamiast spokojnej pracy nad finansami, czerwiec przynosiłby licytację obietnic politycznych, a grudzień – walkę o przetrwanie i domykanie gotowych ustaw finansowych pod presją uciekającego czasu.
*
Biorąc pod uwagę ten budżetowy kalendarz, jeśli chcesz, możemy przeanalizować:
• Czy w takim układzie rząd nie byłby zmuszony do prowadzenia permanentnej polityki populistycznej, aby przypodobać się wyborcom co 2,5 roku?
• Jak z technicznego punktu widzenia nowo wybrany w grudniu Sejm mógłby zdążyć z uchwaleniem budżetu przed konstytucyjnym terminem pod koniec stycznia?
*
W tym kontekście warto zastanowić się nad kwestią:
• Jak taka zmiana wpłynęłaby na pozycję Premiera, którego los zależałby od wahających się nastrojów społecznych co 2,5 roku?
***



Komentarze
Pokaż komentarze