MittRomney.com
MittRomney.com
Marcin Zaborowski Marcin Zaborowski
2820
BLOG

Przyjazd Mitta Romneya do Polski

Marcin Zaborowski Marcin Zaborowski Polityka Obserwuj notkę 62

Wrzesień 1987 roku. Polska jest smutnym, szarym i biednym krajem. Panuje apatia, Solidarność jest słaba, ludzie są zniechęceni polityką, myślą przede wszystkim, jak związać koniec z końcem. Nikt już nie wierzy w komunizm, ale również niewielu wierzy w koniec komunizmu. W tej atmosferze marazmu i powszechnego zniechęcenia do Polski przyjeżdża wiceprezydent USA George Bush. Oferując normalizację stosunków z Warszawą, stawia polityczne warunki, między innymi spotkanie z Lechem Wałęsą i telewizyjne przemówienie do Polaków. 

Jak dziś pamiętam szok i radość, jakich doznałem, słuchając słów Busha o Wałęsie, o wolności i prawach człowieka. Pada również sakramentalne „będziemy zawsze z wami”, a wszystko to w telewizji kontrolowanej przez komunistów. W 2012 roku te słowa mogą brzmieć jak frazesy, lecz w 1987 były one ciosem dla komunistów i nadzieją dla mojego pokolenia. Nie wiedzieliśmy jednak wtedy, że te gesty Busha miały również wydźwięk wewnętrzny w USA. Wkrótce po powrocie Bush ogłasza, że będzie kandydować w wyborach prezydenckich. Zdjęcia z Wałęsą i w tłumie entuzjastycznych warszawiaków pojawiają się w jego kampanii i pomagają mu zbudować wizerunek naturalnego następcy Reagana, którym Bush w istocie zostaje już rok później.

Przyjazd Mitta Romneya do Polski (30–31 lipca) również należy odczytać przede wszystkim w kategoriach wewnętrznej polityki amerykańskiej. Naturalnie cieszyć może, że kandydat republikanów wybrał właśnie Polskę do wygłoszenia ważnego przemówienia w końcówce kampanii. Barack Obama w trakcie wyborów w 2008 roku ominął nasz region, wybierając Londyn, Paryż i Berlin – i tak mniej więcej zostało aż do dziś. Romney dokonał innego wyboru – to dobry znak, świadczący o tym, że Polska jest ważnym sojusznikiem, przynajmniej dla części elit amerykańskich.

Ale nie powinniśmy się łudzić, że jeśli Romney wygra w listopadzie, to stosunki amerykańsko-polskie ulegną gwałtownej naprawie. Wizy nie znikną z dnia na dzień, bazy amerykańskie czy tarcza antyrakietowa nie pojawią się w najbliższych latach, jeśli w ogóle. Główny trend w polityce zagranicznej USA stanowi poluzowywanie związków z Europą, a relacje z Polską są pochodną tej tendencji, która ma korzenie strukturalne (wzrost znaczenia Chin, wyzwania na Bliskim Wschodzie), a nie polityczne.

Przemawiając w 1987 roku z ekranów naszych czarno-białych telewizorów wiceprezydent Bush przyniósł Polsce nadzieję i pomógł obudzić się nam z apatii. Mitt Romney z pewnością podkreśli znaczenie Polski dla USA, w co w istocie można było ostatnio powątpiewać. Ciesząc się z wyróżnienia Polski przez kandydatów Partii Republikańskiej w 1987 roku i teraz, musimy pamiętać jednak o tym, że odbiorcą takich wydarzeń ma być przede wszystkim wyborca amerykański. Natomiast Polska będzie musiała współpracować ze zwycięzcą listopadowych wyborów bez względu na to, kto nim będzie. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (62)

Inne tematy w dziale Polityka