iluminacja iluminacja
283
BLOG

Z orderem "akonto" - zaliczkę rozliczyć by się chciało

iluminacja iluminacja Polityka Obserwuj notkę 2

 "Dobrze się stało, że m.in. esbecy nie stali się po upadku komunizmu obywatelami drugiej kategorii" - rzekł autorytet, a potem "słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami..." - na dobre dla tych niewykluczonych i złe tych skrzywdzonych i wykluczonych...

 

Słowa Tadeusza Mazowieckiego źle się kojarzą... tak myślę, a Wy nie...                                                                                                

za to, że dobrze się stało...że nie drugiej kategorii...

 

No to mamy Polskę właśnie...Ich nie Naszą...I to jest realna siła przeciwko patriotycznej Polsce i Jarosławowi Kaczyńskiemu...Z wpływami trudno wygrać...pobróbuj w sądzie, w urzędzie, w banku... 

 

Jarosław Kaczyński - 24 czerwca 1990 roku - posiedzenie Komitetu Obywatelskiego

Interesy dawnej nomenklatury i interes społeczeństwa są ze sobą sprzeczne. Hybrydalny system władzy Jaruzelski-Mazowiecki musi przestać istnieć.

              

                                                  

fot.google.pl

 

Śledzę starannie kto, dlaczego i kiedy wykorzystuje ten wykreowany symbol wolności i walki... po co, w jakim celu...  I przypominam sobie różne sytuacje, jak choćby tę, kiedy uświadamiał polską inteligencję o niedemokratycznych planach Prawa i Sprawiedliowści... było to podczas wiecu w auli UW...

Spotkałam go przed kilku laty, niespodziewanie zamieniłam parę słów...śmierdział papierosami, z którymi się praktycznie nie rozstawał, z ręką w kieszeni niezgrabnie mówił o...no właśnie: o czym...

I ten osobisty kontakt dał mi wiele do myślenia...na własny rachunek, własnymi kategoriami, według własnych kryteriów...na podstawie własnej oceny sytuacji...bez narzucania symboli i autorytetów...      

 

Jedyna słuszna prawda pisana i głoszona - wyborczym duchem wiecznie gnana - przyznała mu tytuł "Człowiek XX-lecia". Był rok 2009. Aż dziw, że nie poprawiono tytułem "Symbol XX-lecia". To takie PRL-owskie wydaje się, ale z nawykami trudno dyskutować. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka... O gustach się nie dyskutuje...

Po symbolach go poznacie, bo z czynami raczej kiepsko. Albo może mój wzrok nie sięga tak głęboko. A może widzi inaczej, niż ci, którzy piedestał mu wybudowali...Kto dziś pamięta, że zignorowany przez strajkujących "obraża się" i nie uczestniczył w pierwszych częściowo wolnych wyborach; że Lech Wałęsa prosił go na "solidarnościowego" premiera, jak po latach gości na swoje imieniny na sześćset fajerek - znaczy głów; że zadanie to powierzył mu Wojciech Jaruzelski; że rozczarował niezdecydowaniem; że ten słabnący komunizm nie tak bardzo mu "nieodpowiadał" - jak oczekiwano; że postawił grubą kreskę, by lustracja i dekomunizacja odpłynęły w siną dal "na świętego dygdy, którego nie było nigdy"; że przegrał zasłużenie już w pierwszej turze - "w dowód zasług dla wolnej Polski" - wybory prezydenckie, by do lamusa odejść do czasu, aż prezydent Aleksander Kwaśniewski reaktywuje go w życiu publicznym...bo był potrzebny do kreowania nowej rzeczywistości poskomunistycznej przez były aparat komunistyczny... 

                                                    

 

Kto by tam zaprzątał sobie myśli, że premier z dwoma znacząco podniesionymi palcami powiedział kiedyś...dawno dawno temu, choć nie za górami i nie za lasami:

"za bardzo celebrujemy martyrologię , za dużo mamy smutnych świąt"...

 

Od myślenia boli głowa...od słuchania bzdur też, ale tego nie wypada dodawać...

I trudno się dziwić, że wszelkie przejawy pamięci i patriotyzmu, są wyśmiewane "moherowo", by za dużo smutku nie było, kiedy trend...a może trąd...jest na radość - jak po "głupim jasiu"...

Za każdym razem, kiedy celebrowane są obchody rocznicowe pierwszego "solidarnościowego" rządu - nieodparcie prześladuje mnie myśl: gdzie ta batuta, która ten rząd prowadziła...  

 

 

 

znalezione - odkurzone

 

Gdańska kompromitacja Mazowieckiego, Halla i Wałęsy

20 lat temu milicja, za zgodą solidarnościowego premiera, siłą wyciągnęła młodych demonstrantów z budynku KW PZPR w Gdańsku. Tak skończyły się nadzieje na antykomunistyczną rewolucję.

Już 27 stycznia milicja brutalnie rozpędziła demonstrację Federacji Młodzieży Walczącej i Niezależnego Zrzeszenia Studentów przed Pałacem Kultury i Nauki, w którym odbywał się ostatni zjazd PZPR. Dzień później gdańscy młodzi antykomuniści dowiedzieli się, że działacze partyjni palą akta w Komitecie Wojewódzkim PZPR w Gdańsku. Następnego dnia uczestnicy manifestacji pod kościołem św. Brygidy w Gdańsku przemaszerowali pod KW i zajęli go. Ostatni raz obywatele wtargnęli do gmachu KW PZPR w Gdańsku w grudniu 1970 roku i go podpalili. Doszło do krwawej interwencji milicji. Tym razem wydarzenia nie miały aż tak dramatycznego przebiegu, ale podobnie jak wtedy próba antykomunistycznej rewolucji zakończyła się interwencją milicji i rozgonieniem demonstrantów. Niestety, za zgodą lub milczeniem niemal wszystkich czołowych solidarnościowych polityków.

Komuniści złapani na gorącym uczynku

- To był spontaniczny odruch ludzi, którzy po Mszy św. dowiedzieli się o tym, co wydarzyło się w Warszawie. Ludzie byli też oburzeni coraz częstszymi informacjami o niszczeniu dokumentów SB i PZPR – mówi portalowi Fronda.pl historyk dr Sławomir Cenckiewicz, wówczas 18-letni członek FMW.

Po Mszy św. Mariusz Roman, lider FMW Pomorze Wschodnie, poinformował wszystkich o tym, co wydarzyło się w Warszawie dzień wcześniej. - 28 stycznia byliśmy na antykomunistycznej manifestacji pod Salą Kongresową w Warszawie, gdzie obradowała PZPR na XI zjeździe. Doszło tam do brutalnej interwencji MO, walki w Warszawie i łapanki milicyjne trwały do późnych godzin nocnych. Także tam byłem, rano z kolegami wróciliśmy z Warszawy, po zatrzymaniu po demonstracji pod Pałacem Kultury – wspomina autor książki „Śladami bezpieki i partii”.

Historyk opowiada, że nie trzeba było wiele robić żeby dostać się do budynku. - To był spontaniczny akt zajęcia siedziby Płatnych Zdrajców Pachołków Rosji. Zeszliśmy na dół, któryś z kolegów powiedział, że na dole jest człowiek, który ładuje dokumenty do pieca – mówi Cenckiewicz.

Wziąłem wówczas na pamiątkę garść zmielonych dokumentów partyjnych, żeby nikt nie powiedział, że nie było żądnego niszczenia akt. - Także na górze zabarykadowała się grupa partyjnych. Początkowo zostawiliśmy ich w spokoju. Żadnych szarpanin nie było, ale ostatnio się dowiedziałem, że tego dnia wieczorem koledzy z FMW dostali się do nich. Umknęło mi to jakoś z pamięci – kontynuuje Cenckiewicz.

Akta były mielone i palone w piecu. Rozjuszeni tym widokiem działacze FMW wystawili jeden z worków z „materiałem dowodowym” przed drzwi KW, „żeby ludzie zobaczyli, jak partia zaciera ślady”.

Koniec złudzeń

Według Piotra Semki, publicysty "Rzeczpospolitej", demonstranci mieli nadzieję, że Senat powoła komisję, która zbada, czy rzeczywiście doszło do niszczenia akt. Wybór wyższej izby parlamentu nie był przypadkowy – 99 na 100 senatorów zostało wówczas wybranych z poparcia Komitetu Obywatelskiego, reprezentującego bardziej ugodową część opozycji. Ale tylko do Senatu, nie zaś do zdominowanego przez komunistów Sejmu, zaufanie mieli okupujący gmach.

Zaufanie to zostało jednak podeptane. Tego dnia (była to niedziela) nie można było dodzwonić się do żadnego z senatorów; w Warszawie. Ale za to zapadła zaś decyzja o odbiciu budynku z rąk opozycyjnej młodzieży. Podjął ją nie kto inny, jak „pierwszy niekomunistyczny premier” powojennej Polski, Tadeusz Mazowiecki, wspólnie z ówczesnym ministrem ds. partii politycznych, Aleksandrem Hallem – czołowym gdańskim opozycjonistą i założycielem Ruchu Młodej Polski. Około godziny 23 do budynku wtargnęła milicja wraz z brygadą antyterrorystyczną. Po kilkunastu minutach w KW nie było już działaczy FMW. Milicja rozpędziła także demonstrację, która zebrała się po opuszczeniu gmachu. 

„Straciliśmy szansę na rewolucję”

- Zajęcie KW w Gdańsku było częścią wydarzeń, które zaczęły się w październiku 1989 roku, kiedy KPN zajmował lokale PRON – mówi portalowi Fronda.pl historyk UJ dr Antoni Dudek. - Te akcje miały kilka celów. Organizacje wywodzące się z opozycji walczyły o przydział lokali, w których mogłyby funkcjonować, ponadto chciano pokazać, że PZPR jest już właściwie martwa. Później doszła jeszcze kwestia konfrontacji z rządem Mazowieckiego, kiedy okazało się, że nie chce on dokonać przyspieszenia odchodzenia od komunizmu – dodaje naukowiec.

Zdaniem Dudka, zajęcie Komitetu przez działaczy FMW nie zostało właściwie wykorzystanie przez opozycję. - To była ostatnia szansa, by ludzie zobaczyli, jak w sposób widowiskowy obala się komunizm. W Polsce wyglądało to zupełnie inaczej, niż w NRD. Przykładowo w tym samym dniu, w którym protestującym nie udało się zająć budynku SB w Poznaniu, ponieważ przeciwko nim stanęło 1800 milicjantów i esbeków, w Berlinie 100 tysięcy osób zajęło siedzibę Stasi. Tam mieliśmy do czynienia z prawdziwą rewolucją – mówi autor książki „Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990”.

- Polska zyskałaby na przyspieszeniu i ukazaniu bezsilności komunizmu. Nie chodzi mi o samosądy, ale ukazanie, że umowa okrągłego stołu wyczerpała się właściwie przy powołaniu rządu Mazowieckiego. Zaangażowanie „radykałów” można było wykorzystać np. do usunięcia komunistycznych ministrów z rządu. Jednak wówczas – moim zdaniem zupełnie niesłusznie – Tadeusz Mazowiecki i Aleksander Hall, który także stał za decyzją o odbiciu KW w Gdańsku, obawiali się recydywy komunistów – twierdzi Dudek.

Kompleks gdański

Sławomir Cenckiewicz jest krytycznie nastawiony do roli, jaką odegrał w tej sprawie Aleksander Hall i Tadeusz Mazowiecki. -. Przywódca Ruchu Młodej Polski ma do dziś chyba jakiś kompleks na tym punkcie, bo niechętnie się wypowiada o swojej roli w spacyfikowaniu okupujących KW PZPR w Gdańsku – stwierdza historyk do niedawna pracujący w IPN. - Nie mam wątpliwości, że bronili wówczas komunistów i ich aktywów. Nawet po rozwiązaniu PZPR w styczniu 1990 r. broniono zasady, że majątek PZPR należy się SDRP – formacji powstałej na gruzach formacji komunistycznej – dodaje.

Wskazuje też, że zmarnowana została wówczas okazja do tego, by odciąć się od „paktu okrągłego stołu mówiąc, że formalnie nie istnieje już partner z którym zwarto umowę”. - Zamiast tego była obrona pomnika Lenina w Nowej Hucie, brutalne akcje milicji wobec młodzieży zajmującej budynki PZPR, PRON i ZSMP, straszenie Niemcami, co miało uzasadnić obecność wojsk sowieckich w Polsce, a także przyzwolenie na niszczenie dokumentów SB i PZPR przez ludzi Kiszczaka i Jaruzelskiego. Taki był klimat tamtych czasów – dodaje.

- Cała sprawa pozbawiła złudzeń co do „Solidarności” i rządu Mazowieckiego nawet tych członków FMW, którzy wcześniej je mieli. Zachował się film z 14 lutego 1990 roku ze spotkania Lecha Wałęsy z MO i SB w Gdańsku. Padło wówczas pytanie o zajścia z końca stycznia, przyszły prezydent Polski stwierdził, że sam może zdjąć pasa i pomóc zlać dupy gówniarzom z FMW – opowiada Cenckiewicz.

 

 http://www.videofact.com/gdanska_kompromitacja.html

iluminacja
O mnie iluminacja

Uśmiechnięta i szalona jednego dnia, nostalgicznie zamyślona drugiego. Kochająca ludzi i nienawidząca ich jednocześnie. Ludzie i życie nauczą Cię rozumu - mawiała moja babcia. I miała rację... Niestety... Iluminacja ma wiele znaczeń. Dla wielu jest tylko "zjawiskiem aha". Dla równie wielu psychologia poznawcza, to nie wszystko. Dla mnie też...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka