Nie słyszałam wypowiedzi pierwszej samarytanki trzeciej Rzeczypospolitej na temat zdjęć z katastrofy smoleńskiej, z upokarzaniem śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie mówi, że to nieprawda...że tak nie było...bo gdyby było, to by widziała - bo była tam przecież...I cisza...Wymowniejsza niż potok słów...Bo nie można już tak łatwo kłamać, "patrząc zdjęciom prosto w twarz"... Bo te zdjęcia jak okazanie jest...Pośmiertne - tym ważniejsze...Bez kłamstw...
I co powiedzą Ewa Kopacz i Donald Tusk na fakt, że te zdjęcia opublikowane po ponad dwóch latach przez Rosjanina - który za punkt honoru przyjął prawdę pokazać, by winnych ukarać - pochodzą z dokumentów MAK?!
Czy raport MAK dalej dla tej pary wartość ma?!...
..."odprawiali ciało Kaczyńskiego do Moskwy" -... jak opisują media: Zdjęcia są naprawdę makabryczne. Bardziej niż opis zwłok Lecha Kaczyńskiego, jaki kilka miesięcy po katastrofie zamieściła "Gazeta Wyborcza": "Ciało prezydenta było straszliwie zmasakrowane. Tak jak wielu innych ofiar zwłoki pozbawione były ubrania. Miał oderwaną lewą stopę, prawa noga urwana była pod kolanem. Stracił też jedną dłoń. Twarz była trudna do rozpoznania, bo czaszka prezydenta została zmiażdżona i zdeformowana do wysokości łuku brwiowego". Ten makabryczny opis można było przeczytać w "GW" z 17 grudnia 2010 r.
Więcej
P.S.
publikacja z 10.04.2011
Minister zdrowia była wyraźnie zdenerwowana zarzutami posłów, którzy kpili z niej, że kręciła, a nawet kłamała, kiedy mówiła o poszukiwaniu ciał Polaków w Smoleńsku. Według minister po katastrofie systematycznie dowożono w workach kolejne szczątki ludzkie. - Zadawaliśmy pytania: skąd się one wzięły? Mówiono: przekopujemy ziemię, macie dokładnie to, co wykopaliśmy - wyjaśniała Ewa Kopacz.
Szczątki prezydenta
Szczątki trafiły następnie do Moskwy. Tam po badaniach zapakowano je do skrzyni. Miała 223 cm długości, 83 cm szerokości i 56 cm wysokości. Była drewniana i poskręcana śrubami. Wewnątrz była druga skrzynia - aluminiowa. Do środka Rosjanie włożyli dwa duże worki, a w nich były mniejsze. Zawierały fragmenty ciał Polaków.
Były to szczątki ciał tych, którzy niekiedy wcześniej byli już pochowani. Każdy z tych kawałków był zidentyfikowany, opisany, posiadał swój protokół - mówiła w Sejmie późnym wieczorem Ewa Kopacz. Jak twierdzi minister, tylko w jednym przypadku lekarze nie potrafili wskazać, z czyjego ciała pochodzą szczątki. - Materiał genetyczny był tak wymieszany, że obecna wiedza medyczna nie pozwoliła dokładnie przypisać nazwiska do tej części - tłumaczyła posłom minister.
Odnalezione fragmenty ciał pochowano. Niektóre zostały zwrócone rodzinom - na ich życzenie. Bliscy urządzali kolejne pogrzeby, dokładając do trumien fragmenty ciał. Tak było m.in. w przypadku byłego szefa BBN Aleksandra Szczygły (+47 l.). Szczątki nieodebrane przez rodziny pochowano w zbiorowej mogile na Powązkach.
Więcej
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/wstrzasajaca-opowiesc-minister-zdrowia-ewy-kopacz-przywiezlismy-do-polski-200-kg-ludzkich-szczatkow_168522.html


Komentarze
Pokaż komentarze