Czego można oczekiwać od człowieka bez twarzy? Czy mężczyzna w polityce to na pewno brzmi dumnie? Zresztą kobieta też. I dlaczego muszę tolerować głupotę zafundowaną mi przez tzw. zieloną wyspę? Trafia mnie. Nie wiem, kiedy nastąpi koniec bezmiaru głupoty w polskim...Jak to można nazwać? Przecież nie napiszę, że w systemie ochrony zdrowia, kiedy owego nie ma. Deregulacja zawodów Jarosława Gowina to bączek w porówaniu z deregulacją w tym, co wcześniej ujęłam, a nazwać trudno kulturalnie. Bo...
Zięć mój zrobił sobie bubę w kostce. Źle stanął. Dwa tygodnie zwolnienia lekarskiego, orzekł chirurg. Absencja w pracy usprawiedliwiona.
W piątek kończy się legalne chorowanie i wypadałoby, żeby lekarz spojrzał na nogę, ocenił, czy można już kierować pacjenta do pracy. Wypadałoby, ale niekoniecznie trzeba - jak nie trzeba leczyć dzieci. Wszystkie dzieci nasze są. Znaczy były kiedyś. Bo teraz to już nie. Wszyscy są młodzi, zdrowi, piękni i bogaci. Teraz. Taka jest ta 3RP.
Wracając do zięcia.
Kontrolna wizyta buby nożnej, Panie Ministrze Arłukowiczu, została wyznaczona na ostatni dzień lutego roku 2013. No to, co ma zięć zrobić? Iść do pracy bez zakończenia leczenia? Czekać do lutego? Zapłacić za wizytę? Co Pan radzi?
Bo mnie się widzi, że płacąc za tę Pana bezpłatną pomoc medyczną, która winna bezwzględnie kontynuować leczenie w ramach NFZ - bezwględnie wyłudza Pan kasę z prywatnej kieszeni podatnika, który płaci systemetycznie za to, czego nie dostaje. Czy to wyłudzenie jest? Oszustwo? Bezpodstawne wzbogacenie? Doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem podatnika i obywatela? Co to jest?!... Bo, że złamaniem Konstytucji RP wątpliwości nie ma. Znaczy ja nie mam, a czy Pan, to nie wiem. Sądząc po Pana postępowaniu, to nie...
Czy ja sobie kpię? Gdzież bym śmiała, Panie Ministrze. Nie zamierzam lauru Panu odbierać. Jest Pan agentem doskonałym w reality show, finansowanym z polskiego obywatela kieszeni. A nie z TVN...
I w tej sytaucji muszę, choć nie chcę strzelić Panu między oczy Pana własnymi słowami:
„Nie chcę takiej polityki, jaką robi dziś Platforma. Jest partią bezideową, bezwzględną, korporacyjną. Ja nie znoszę plastikowej polityki. Nie znoszę Ikei. W domu mam stary kredens, na którym jest jeszcze odcisk po kubku babci. To jest żywa historia. A Platforma jest jak Ikea. Bardziej cenię Kaczyńskiego, bo ma jakieś poglądy. Polityka to nie piaskownica. Bywa brudna. Ale prawdziwa polityka daje satysfakcję. Trzeba mieć do tego pasję. Trzeba chcieć wygrać wybory. Chcę tworzyć lewicę, która wygrywa wybory. Ciągle słyszę, że się nie da. Zrobiłem już trochę rzeczy, które miały się nie udać. Lewicę też się da”
„Zgłosiłem się tam, bo pomyślałem, że zrobię sobie jaja z tego nadęcia, jakie jest wokół lekarzy. Pracowałem wtedy na pogotowiu. Zgłoszenie wysłałem z nudów na dyżurze. Ale chciałem sobie udowodnić, że umiem pokonać strach. Mam lęk wysokości, nigdy nie byłem sportowcem, wiedziałem, że będzie trudno” – wspomina. „I chciałem wygrać 130 tysięcy, żeby kupić mieszkanie dla rodziny” – dodaje. Dopytuję, czy nie chciał po prostu zrobić kariery. „Pewnie, że chciałem. Gdybym nie był lekarzem, zostałbym aktorem. Lubię być w centrum uwagi, lubię scenę, lubię światło” – przyznaje. To była mowa trawa o "Agencie".
I muszę jeszcze Panu przypomnieć, bo pamięć widać szwankuje:
Zanim został politykiem, dorabiał do lekarskiej pensji, sprzedając piwo w barku na plaży należącym do jego ojca. Wieczorami grał na gitarze i przyciągał klientów. Kiedy wygrałAgenta, wylepił bar swoimi zdjęciami. Potem dostał propozycje od polityków. To początek opowieści o następnym Arłukowiczu
Co o Panu powiadali różni:
„Problem z nim taki, że nie ma do końca sprecyzowanych poglądów. Pamiętam, że kiedyś w wywiadzie dla lokalnego dodatku do Wyborczej mówił, że ma liberalne poglądy gospodarcze. A jednocześnie jest posłem lewicy. W SdPl nie mógł się przebić. Kiedy walczył tam o władzę, otoczył się piątym szeregiem sfrustrowanych działaczy. W czasie posiedzenia, na którym były wybory, jego ludzie po kolei wstawali i atakowali Borowskiego w bardzo nieczysty sposób. Zarzucali mu jakieś niejasności finansowe w prowadzenia partii. Ale żadnych konkretów. To było bardzo marnej jakości. Arłukowicz nie zabierał głosu. Ale wszyscy wiedzieli, że to jego zwolennicy montują tę akcję. Bardzo sobie zraził wtedy ludzi. Ale doceniam w nim to, że zdaje sobie sprawę z błędów, które popełnia. I chce się nauczyć, co to jest lewica. Sam pytał mnie kiedyś o to, jakie książki ważne dla lewicy powinien przeczytać”
"Kiedy został posłem SLD, podpisał się pod uznawanym przez wielu za kuriozalny listem młodych działaczy w obronie Wojciecha Jaruzelskiego. "
"To taki lepszy cinkciarz pośród cinkciarzy”
Tej sympatii do Jaruzelskiego i SLD nie może pojąć jego przyjaciel, dawny działacz NZS, Marcin Meller: „Dlaczego przeszedł do SLD? Nie rozumiem go. Myślę, że po prostu chciał zaistnieć i zrobić karierę polityczną. A oni oferowali mu najłatwiejszą do niej drogę”. „Bardzo lubię prywatnie Bartka, ale to uroczy cynik” – mówi Joachim Brudziński, szczeciński poseł PiS. „Politycznie jest koniunkturalistą, pójdzie tam, gdzie mu dadzą więcej. Te jego ambicje boleśnie odczuł Marek Borowski, kiedy Bartek rozwalił mu SdPl” – dodaje. Sławomir Nitras, PO: „Na tle SLD Bartek się wyróżnia. Ale nie wiem, czy on ma jakieś prawdziwe poglądy. Jest bardzo plastyczny i umie się zawsze dostosować. Czy ma siłę przywódcy i czy jest gotów wziąć odpowiedzialność za ludzi? Tego nie wiem. Dziś nie ma zaplecza. Ale jest zdolny”.
I to wszystko opisał Igor Janke w Rzeczpospolitej

Kim jest Bartosz Arłukowicz? Czy on sam to wie? On - "Lepszy cinkciarz pośród cinkciarzy"
http://www.reality-tv.pl/2010/01/18/bartosz-arlukowicz-w-jaki-sposob-wygral-agenta/


Komentarze
Pokaż komentarze (4)