Piciu Piciu
1091
BLOG

Sterowanie ręczne

Piciu Piciu Polityka Obserwuj notkę 42

Od kilku dni wszyscy mówią o sytuacji z kibolami. Na ten temat wypowiedział się już chyba każdy ale nikomu nie udało się uchwycić sedna problemu. Najbliżej istoty byli ci, którzy żartowali mówiąc, że skoro górnicy zadymili pod siedzibą KGHM to należy może zamknąć wszystkie kopalnie, albo ci, którzy pokpiwali, że należy pozamykać cmentarze bo przecież tam odbywały się sabaty polityków PO z bonzami od hazardu.

Pod "rozwiązanie", które zastosował premier Tusk grunt od dawna szykowała Gazeta Wyborcza, która temat kiboli grzała jak mogła. A to nie podobało się, że "giętą" (kiełbase) na Lechu sprzedaje firma tego dżentelmena, który w przypływie frustracji pluje na ludzi, a to że inny jegomość dał w maskę piłkarzowi Legii i jeszcze się potem pogodzili. Ot, tematy dla gazety z 300 tysięcznym nakładem.

Nie jest niczym nowym, że Donald Tusk ohoczo rzuca się na każdy temat, który w swojej bezbrzeżnej mądrości media uznają za istotny. Istotność tematu wynika z faktu, że... prasa się nim zajmuje. Zamknięte koło.

To co zrobiono, to wyselkcjonowano "burdy na stadionach" jako jakieś oddzielne zjawisko, coś co niby charakteryzuje się szeregiem specjalnych znamion. Co więcej, próbuje się szukać dla tego typu sytuacji jakiś niezwykłych, indywidualnych rozwiązań. Jest to absurd. Burda na stadionie niczym nie różni się od zadymy na, powiedzmy koncercie Justyny Steczkowskiej. Zmienia się tylko miejsce. Jest oczywiście rewelacyjne rozwiązanie - zamknąć stadiony dla ludzi. A jak pójdą się prać na koncerty Steczkowskiej albo Dody? To tam też nie będziemy nikogo wpuszczać.

To oczywiście jakaś aberacja. Tym o czym wszyscy zapominają, tym co umyka uwadze opinii publicznej jest fakt, że w momencie gdy stypizowane sytuacje, jak właśnie zamieszki i burdy (miejsce jest kompletnie nieważne) stają się przedmiotem uwagi i indywidualnych działań najwyższych urzędników państwowych (np. premiera) a remedium są decyzje administracyjne możemy śmiało mówić o gigantycznej niewydolności państwa jako systemu.

Z punktu widzenia kodeksu karnego i postępowania karnego to co działo się w Bydgoszczy niczym się nie różni od kradzieży z garażu na Mokotowie czy gdzieś tam. Angażuje po prostu większe siły wymiaru sprawiedliwości i tyle. Nie ma tutaj potrzeby udziału premiera, biskupa i zgromadzenia narodowego. Ustawodawca tą sytuację przewidział wprowadzając kodeks karny w 1998 roku. Nie ma tutaj żadnego Problemu. To, że takie sytuacje się dzieją nie znaczy, że nie potrafimy sobie z nimi radzić. W innym przypadku premier powinien brać udział w każdym śledztwie w sprawie zabójstwa bo przecież ono "się wydarzyło" czyli według logiki mediów i rządu nie rozwiązano jeszcze tego problemu... I dobrze wie o tym pan premier Tusk odstawiając kolejne swoje putinady. Ale jak powiedział kiedyś Jacek Kurski: ciemny lud to kupi. Szkoda tylko, że nikt nie mówi o kosztach jakimi są psucie standardów państwa prawa i samego państwa.

 

P.S. Pisał już o tym Rybitzky i pośrednio sugerowała to także prof. Płatek, ale warto o tym przypomnieć. Istnieje całkiem uzasadnione domniemanie (wynikające z lektury numerów GW z ostatnich kilku lat), że nagonka na kiboli jest odpowiedzią na świetną organizację tego oddolnego ruchu i środowiska i próbą rozbicia tych struktur, potencjalnie bardzo niebezpiecznych dla rządzącej elity. Lekko licząc jest to 200 tysięcy młodych ludzi, doskonale zorganizowanych, mobilnych, którzy nie boją się konfrontacji z policją. Boom edukacyjny z ostatniej dekady spowodował, że znajduje się tam także bardzo dużo osób potrafiących myślec samodzielnie, rozumiejących bardziej złożone mechanizmy społeczne. I nie są to ludzie z willi i ogrodzonych osiedli na przedmieściach.

Piciu
O mnie Piciu

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (42)

Inne tematy w dziale Polityka