SlawekSWP SlawekSWP
220
BLOG

Najważniejszy dzień w życiu

SlawekSWP SlawekSWP Polityka Obserwuj notkę 6

Najsłodsze sny są tuż przed przebudzeniem. Człowiek biega, jest silny, podnosi ciężary, rozwiązuje problemy świata, uprawia cudowny seks albo po prostu jest szczęśliwy. Sny są najpiękniejsze z samego rana.

Budzik jest okrutny, czy elektroniczny pisk czy analogowe walenie młoteczka w dzwonki, jest jednakowo niemiłe a nawet zaryzykuję tezę, że wredne. Każdego dnia z pięknego świata snu wyrywa coś człowieka i wpycha w ponury, szary i nijaki świat obowiązków, powinności.

Obudził mnie.

W momencie uruchomienia przytomności w człowieku włącza się tryb obowiązku. Automatycznym krokiem ruszyłem do łazienki, wydaliłem to co się nazbierało przez noc. Później - jak zawsze - kilka kroków do kuchni, czajnik, cztery kromki, masło, wędlina, ser... Wrzątek do kubka, torebka herbaty, cukier... O! nie, cukier już nie.

Wychodzę do pracy, na szczęście mam niedaloko. Zamykam dzrwi mieszkania i już, najpierw zamiatam klatkę schodową, omiatam pajęczyny z sufitu i zakamarków. Raz w miesiącu myję okna a lamperię raz na kwartał.

Później wychodzę na dwór, niewątpliwa zaleta tej pracy to ruch na świeżym powietrzu. W lato i na wiosnę niezbyt ciężka niestety od jesieni się zaczyna... Ech... Liście, gdy suche łatwo zebrać miotłą w eleganckie kupki, które później jednym, energicznym ruchem nabieram na szuflę, wrzucam na taczki i wywożę do specjalnego pojemnika.

Niestety na jesieni często padają deszcze, zamoczone liście to już przedsmak zimowej mordęgi. Sprzątanie wymaga użycia grabi i praca nie jest tak piorunująco szybka. Każdy metr trotuaru wymaga co najmniej ośmiu kropel potu. Ale gdy nadciągnie zima, o... To już mordęga, śnieg, lód, sople... Na początku trochę puchu każdego dnia. Wystarczy odgarnąć na bok, zupełnie jak początek jesieni z suchymi liśćmi. Praca niezbyt ciężka, nie wymagająca wysiłku. Niestety szybko to się zmienia, puchu jest coraz więcej, po pewnym czasie śnieg staje się ubity, lodowacieje, czasem w dzień odwilż a w nocy mróz i od rana warstwa lodu na chodnikach...

Tak własnie stało się osiemnastego stycznia. Poprzedniego dnia, grzało słońce, woda płynęła z topiącego się śniegu w nocy chwycił mróz. Oglądałem telewizję do późna w nocy z zapartym tchem słuchając informacji o zmieniającej się pogodzie i prognoz na najbliższe godziny.

Niestety los był przeciwko nam, dwustu mieszkańców naszego bloku spało w błogiej nieświadomości zmieniających się warunków pogodowych.

W nocy z 17 na 18 stycznia czuwałem do późna i nastawiłem budzik na trzecią trzydzieści pięć. Pani Haneczka spod czternastki wychodziła jak zawsze o piątej. Zacząłem odkuwanie lodu od drugiej klatki tak aby pani Haneczka mogłą swobodnie dojść do przystanku, zdążyłem! Odkułem pozostałe przejścia i posypałem piaskiem z solą, o szóstej otoczenie bloku było już bezpieczne. Wszyscy bez poślizgu dotarli do przystanku albo swoich samochodów.

Nastała wiosna, wieść o moim wyczynie zataczała coraz szersze kręgi. Pojawiły się zaproszenia do popularnych programów radiowych, później telewizyjnych. Gazety opisywały mój bohaterski wyczyn. Wreszcie sam Prezydent zaprosił mnie na uroczyste śniadanie. W trakcie tego przyjęcia dowiedziałem się, że został mi przyznany medal za ogromny wkład w budowę naszego państwa.

Wyjątkowo budzik, który dziś dzwonił nie miał wrednego tonu, wyrwał mnie z pięknego snu ale dzień zapowiadał się jeszcze piękniejszy więc poderwałem się ochoczo. Założyłem mój najlepszy strój dozorcy, walonki i czapkę "maciejówkę". Ze stojaka wziąłem nową, jeszcze nie używaną miotłę brzozową i wyszedłem!

Przed wejściem do bloku został rozłożony czerwony dywan, pozłacane stojaki podtrzrymywały pozłacane liny z ozdobnymi kitami, szpaler ozdobnych kolumn wyglądających jak z białego marmuru i wielka tryumfalna brama za którą już czekali Prezydent ze świtą i wdzięczni mieszkańcy bloku.

Odetchnąłem i ruszyłem w ich stronę sprężystym krokiem człowieka znającego swoją wartość, łaskawie skinąłem głową licznie zgromadzonym tłumom, doszedłem do Prezydenta i wypiąłem dumnie pierś, Prezydent przypiął mi order. Od tej pory czekała mnie zawrotna kariera, jasnym wzrokiem bez mrużenia powiek patrzyłem w przyszłość swoją i swojego kraju!

pi, pi, pi, pi, pi, pi, pii, pii, pii, pii, pii, piii, piiii, piiii, piiii, piiii, piiii, piiii, piiii, piii, piiiiiiiiii,  piiiiiiiiii, piiiiiiiiii

SlawekSWP
O mnie SlawekSWP

Przez większą część życia jestem sobą, czasem wychodzę z siebie i wtedy nie jestem. Dosyć wysoki, niesłychanie mocno zbudowany o zdecydowanych poglądach za pomocą których dziecinnie łatwo rozróżniam co jest białe a co czarne w nieustannie relatywizowanej szarości generowanej przez spec komando brainwash, twórców lemingów i induktorów "własnego zdania" wśród, że się tak wyrażę mas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka