Nieliczni na Salonie, nie będę wymieniał ich nicków, aby nie narażać na klątwę „saloniarzy” (sorry nie o wszystkich tak myślę), z należną powagą i logiką potrafią przedstawiać swoje poglądy. W zamian za to są albo banowani albo zakrzyczani przez domorosłych ekspertów, specjalistów, politologów, socjologów, dziennikarzy, których umysły dawno już przeżarł tzw. główny nurt. Niestety, z założenia - niezależny "salon" - stał się jednym z najbardziej main streamowych generatorów jatki umysłowej.
Bo czymże różnimy się Panie i Panowie od głównego nurtu? W głównym nurcie mamy dwie siły. Te same dwie siły toczą zażartą wojnę ze sobą również na salonie. Może z przesunięciem akcentu, wywołanym katastrofą w Smoleńsku. Poza tym, .... nic. Pustosłowie, slogany, wyzwiska, dziennikarskie czary mary i żałosne wymachiwania szabelką.
Nawoływanie do przebudzenia jest chichotem historii, która niczego nas nie nauczyła, bo kwestią nie jest zamiana cholery na dżumę, lecz pozbycie się tej choroby. Rany można na chwilę zabliźnić, ale wrzód i ropa z niego sieje spustoszenie w chorym organizmie.
Prawdziwe przebudzenie, to działanie poza schematami.


Komentarze
Pokaż komentarze