Przyczynę katastrofy należy wyjaśnić i nie rozumiem jednego. Skoro można zakładać zamach, podłożenie bomby ciśnieniowej, sabotaż kontrolerów i sam bóg wie co jeszcze, to dlaczego odmawia się prawa przyjęcia takiego założenia, że osoby trzecie wpłynęły na decyzję pilotów. Wędrówki przez kabinę pilotów świadczą raczej o anormalnej sytuacji, anormalnych stosunkach, które miały miejsce na pokładzie TU-154.
W względzie konieczności gruntownego zbadania przyczyn katastrofy zgadzam się całkowicie z obozem PiS. Ale, aby było to rzetelne należy zbadać wszystkie wątki mogące dać odpowiedź na pytanie, dlaczego to się stało? Mówiąc wszystkie, mam na myśli również ostatnią rozmowę śp. Lecha z Jarosławem Kaczyńskim. Również rozmowy zmarłych tragicznie pasażerów. Jestem pewien, że takie materiały ktoś posiada. Trzeba dokładnie przesłuchać wszystkich, którzy brali udział w łańcuchu decyzyjnym, począwszy od odmowy uczestnictwa głowy państwa w uroczystościach wspólnie z premierem rządu. Kto doradził tę odmowę prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu? Kto za tym stoi? W jakim celu? Jakie miał motywy?
Zrzucanie winy na kancelarię premiera, MSZ, MON etc. wydaje się bardzo jednostronne i przyjmujące postawę raczej zamkniętą na dociekanie prawdy.
Chciałby przedstawić swój pogląd na tę sprawę, pewnie nie odosobniony. Aczkolwiek zastrzegam, że są to tylko moje przypuszczenia. Taka samo oczekuję pełnej prawdy.
Histeria po katastrofie wywołana przez obóz PiS a podtrzymana przez media i kościół doprowadziła do utraty zdroworozsądkowego myślenia, wielu emocjonalnych reakcji, których efekt jest wyraźnie widoczny. Jedni efekt ten postrzegają pozytywnie, inni negatywnie, co zostało wyrażone jednoznacznie przy urnach wyborczych. Ocenianie postaw przez obydwie strony są dziś pozbawione sensu, ponieważ podział jest tak głęboki, że będzie trzeba pokolenia, aby zasypać ten dół niezgody.
Wracając. Według mnie był to zbieg szeregu błędnych a przynajmniej nie popartych zdrowym rozsądkiem decyzji. Decyzji, które zapadły nie tylko po starcie samolotu, lecz także dużo wcześniej. Osobiście uważam, że kancelaria prezydenta ponosi, jeżeli nie całkowitą, to największą odpowiedzialność za skutki katastrofy. Decyzja o organizacji podróży była decyzją kancelarii. Ani premier, ani szef MON czy MSZ nikogo na pokład nie wepchnął siłą. Procedury są bardzo ważne, ale procedury nigdy nie zastąpią zdrowego rozsądku, którego z pewnością zabrakło organizatorom wizyty w Smoleńsku. Prezydent nie może być raz bytem odrębnym, a innym razem podlegać monitoringowi przez kancelarię premiera według nastroju szefa kancelarii prezydenta.
Nie zgadzam się też z europosłem Cymańskim, który twierdzi, że przyczyną katastrofy była polityka uprawiana przez media oraz kancelarię premiera wobec prezydenta. Kij ma zawsze dwa końce. Zachowanie nieeleganckie można było zaobserwować tak po jednej jak i drugiej stronie. Tak naprawdę to konsekwencja zerwania z ideą PoPisu, wprowadzenia podziału na Polskę solidarną i liberalną, autorska interpretacja konstytucji oarz wiele innych gorszących sytuacji, które mogliśmy zaobserwować przez ostatnie 4 lata, etc.
Uważam, że już wtedy po katastrofie, szefowie kancelarii prezydenta powinni byli podać się do dymisji ... to była wielka porażka tej administracji, nawet jeżeli znaleźć uchybienia po stronie kancelarii premiera. Zadaniem kancelarii prezydenta było całkowite zapewnienie i upewnienie się, że bezpieczeństwo prezydenta nie jest zagrożone.
Inaczej, po co prezydentowi ci wszyscy ludzie, wszyscy ludzie prezydenta.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)