Tabita Raptusińska

Komentarze autora

  • 23.09.2010 22:36

    Aleksander Ścios

    Panie Aleksandrze,
    bardzo dziękuję, że jako jedyny porusza Pan regularnie temat umowy gazowej. W tej chwili jest to sprawa absolutnie priorytetowa. Niestety podobnie jak Pan, obawiam się że na zablokowanie tej umowy może być już za późno...

    Tymczasem poważnie się zastanawiam nad rolą Waldemara Pawlaka w polskiej polityce. Człowiek ten –pozbawiony moim zdaniem jakichkolwiek predyspozycji do piastowania wysokich funkcji państwowych – pojawia się zawsze w historycznych momentach. Zaiste zastanawiające...

    Pozdrawiam serdecznie.

  • 08.09.2010 09:19

    Aleksander Ścios

    Piękny, choć smutny tekst...

    "(...) byśmy nadal trwali w poczuciu bezsilności, przekonani, że najlepszym rozwiązaniem jest odizolowanie się od brudnej i nikczemnej sfery politycznej (...)"

    Jak wielu z nas odczuwa dzisiaj tego rodzaju zniechęcenie... Nie wolno zapominać, że o to między innymi im chodzi.

    Dziękuję i pozdrawiam!

  • 02.09.2010 11:01

    @ Aleksander Ścios

    Czy to już się dzieje?!
    Proszę zobaczyć o czym pisze dzisiejsza Rzeczpospolita:

    http://www.rp.pl/artykul/530229-Spotkanie--Sikorski---Lawrow.html

    Dziś ma miejsce od dawna planowane spotkanie Sikorski—Ławrow.Temat spotkania: "omówienie kwestii relacji dwustronnych, a także stosunków Rosji z Unią Europejską". Aż ciarki przechodzą po plecach.

  • 02.09.2010 10:50

    @ Agnieszka Romaszewska

    Dziękuję Pani za ten tekst. Oddaje to, co wielu z nas czuje i myśli.
    Pozdrawiam.

  • 29.08.2010 11:14

    @ Aleksander Ścios, box2008

    Czy to faktycznie koniec "natrętnych idei"? Zgadzam się, że dopóki żyje pamięć o Marii i Lechu Kaczyńskich o żadnym końcu nie może być mowy. Wpływ tych idei żyje w nas, a my jesteśmy zobowiązani przekazywać je dalej.
    W polskiej historii bywały już niestety czasy, kiedy ciężko było pogodzić się ze stratą ludzi tak ważnych dla bytu całego społeczeństwa. Nieraz zdaje się, że są to straty nie do odrobienia. Trudno nie czuć z tego powodu przygnębienia, a jednak nie wolno zapominać, że "przyjaciel żyje, dopóki żyje w nas wpływ jego czy przykład". Pisała o tym Karolina Lanckorońska we "Wspomnieniach wojennych".
    Pozwolę sobie przytoczyć obszerniejszy cytat poniżej.

    "Przyjaźń nie kończy się ze śmiercią przyjaciela. Końcem przyjaźni byłby tylko koniec wartości, które się od przyjaciela otrzymało. Przyjaciel żyje, póki żyje w nas wpływ jego czy przykład, a jeśli potrafimy wartości te drugim przekazać, to i ze śmiercią naszą przyjaźń owa nie umiera, tylko duch jej żyje dalej w innych już ludziach... My jesteśmy niczym, tylko pochodnię Platona musimy przekazywać... wtedy staniemy się ogniwami łańcucha, który zespala świat. To jest naprawdę tradycja . "

    Panie Aleksandrze, dłuższy czas nie komentowałam, ale wszystkie Pana artykuły czytam i za wszystkie ogromnie dziękuję. Pozdrawiam serdecznie Pana oraz wszystkich komentujących.

  • 12.08.2010 23:53

    @Aleksander Ścios

    Panie Aleksandrze,
    dzisiejsze wydarzenia napawają głębokim smutkiem. To naprawdę boli. Po stronie rządowej nie można było się już niczego więcej spodziewać.
    Ale Episkopat?
    Pozostaję w osłupieniu od kilkunastu godzin. Wiem, że wcześniej były już różne wypowiedzi hierarchów kościelnych zwiastujące ten dramat (np. taka, że krzyż powinien się znaleźć "w bardziej godnym" miejscu), a jednak... boli. I nie wiem czy nie będzie bolało bardziej. Po 10-tym kwietnia nigdy nie mówię nigdy...

    Pozdrawiam serdecznie Pana i wszystkich komentujących.

  • 12.08.2010 12:04

    Ja przestaję już włączać wyobraźnię...

    po dzisiejszym numerze z tablicą nic nie wydaje się zbyt nieprawdopodobne...
    pozdrawiam.

  • 12.08.2010 11:56

    Jestem w szoku.

    Jeszcze wczoraj słyszałam, że tablica zostanie odsłonięta za kilka tygodni. Nie wyobrażałam sobie, że na takiej uroczystości może zabraknąć pani prezydent Warszawy i prezydenta RP, a przede wszystkim mieszkańców Warszawy, którzy tak licznie przychodzili pod pałac w dniach żałoby narodowej. Zrobiono wszystko, żeby nie było tam nikogo.
    Wydarzenie, z którym mamy do czynienia, urąga jakimkolwiek standardom. Naprawdę żałosne.
    Pozdrawiam.

  • 12.08.2010 11:49

    Chyba Pan żartuje...

    Wszystko wokół tej tablicy – miejsce, czas, osoby które ją odsłaniały – wszystko zostało tak zaplanowane, żeby umniejszyć rangi wydarzeniu. Na odczepnego, cichaczem. Naprawdę żałosne.
    Szkoda, że nie wspomina Pan o tym, że Jarosław Kaczyński zrobił już ruch w kierunku zgody proponując powołanie komitetu honorowego d.s. budowy pomnika. Władze zrobiły wszystko, żeby do tego nie doszło – motując cichaczem "byleco". Teraz odtrąbią kolejny sukces i zyskają pretekst do dalszgo upokarzania ludzi, dla których pamięć o Lechu Kaczyńskim jest sprawą ważną.

  • 09.08.2010 23:03

    @ Aleksander Ścios

    Z wielkim zdumieniem przeczytałam dzisiejszą polemikę red. Lisickiego z Jarosławem Kaczyńskim. To jakiś "świat na opak"... I ten argument, że J.K. z wyrachowania "zawiesił na kołku" sprawę katastrofy smoleńskiej... To było gorsze niż jakiekolwiek inwektywy, przed którymi wzbraniał się autor w pierwszym akapicie. Odrażające, długo nic nie zatrze tak złego wrażenia...

    Jeśli zaś chodzi o konflikt – słyszałam o ludziach, którzy głosowali na Bronisława K. albowiem niemiła im "wojna na górze" – ten Jarosław to może i ma rację, ale przecież co to się będzie działo, jeśli wyga! A tak to się przynajmniej premier z prezydentem zgodzą.

    A wzorzec z Sevres? Tak, pamiętam z filmu "Nocna zmiana", jak brylował w korytarzach sejmowych... Jego zachowanie i atencja jaką zdaje się poświęcać własnej osobie, przywodzą mi na myśl pewną postać ze świata kultury masowej - toż to istny Książę z Bajki ze "Shreka"! Zgadzam się z Panem – publicystyki opartej na tym "wzorcu" nie warto traktować poważnie...

  • 19.07.2010 12:21

    @ Aleksander Ścios

    Panie Aleksandrze. Dziękuję za ten tekst. Poruszył Pan problem, nad którym często rodzinnie dywagujemy. Otóż zaobserwowaliśmy z mężem, że nasze dyskusje ze znajomymi (a co najgorsze również z ludźmi, których mieliśmy za przyjaciół) po 10 kwietnia odbijają się od ściany. A tę ścianę reprezentują ZAWSZE te same fałszywe słowa lub związki frazeologiczne. Ze zdumieniem odkryłam, że dla wielu ludzi mojego pokolenia (ur. na przełomie lat 80/79) pojęciem o zabarwieniu pejoratywnym jest słowo "naród". Kiedy mówię o narodzie słyszę natychmiast:
    - "nie lubię słowa naród"
    - "naród - to mnie przyprawia o ciarki na plecach"
    - "mam dreszcze, kiedy słyszę to słowo".
    To są cytaty. Początkowo nie mogłam uwierzyć w tę zbieżność - tyle osób ma gęsią skórkę na dźwięk słowa naród. Niewiarygodne! Od pewnego czasu widzę, że mamy do czynienia z "wdrukowanymi" na stałe poglądami (?). To nie są żadne własne odkrycia, to są medialne kalki, których podstawą jest wstyd. I tu przechodzimy do drugiego problemu. Te wszystkie "oświecone" stwierdzenia podszyte są głęboko skrywanym wstydem. I o to w istocie chodzi tym, którzy je rozsiewają - abyśmy czuli się zawstydzeni: własnym narodem, swoimi sąsiadami, własnymi przekonaniami, wiarą etc. Żebyśmy ze swoimi poglądami schowali się w mysiej norze. W istocie jest to prosty psychologiczny mechanizm, odwołujący się do instynktów, które zostały zaszczepione w nas w bardzo wczesnym dzieciństwie. Któż nie czuł katuszy, kiedy ojciec pokiwał palcem, albo kiedy mama się obraziła i odwróciła plecami? To samo odczuwa wielu ludzi, kiedy palcem grożą im "autorytety". Gotowi są zaprzeć się swego pochodzenia, byle tylko nie czuć tego palącego wstydu, że być może robią coś nie tak. "Nie tak" - znaczy w tym wypadku "w sposób niedostatecznie oświecony".
    Pan Kłopotowski swoimi słowami "nie wstyd panu?" doskonale zilustrował powyższy przykład.

    I jeszcze coś. Zgadzam się z panem, panie Aleksandrze, że w dużej mierze jest to kwestia "formacji" rodzinnej. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek jestem wdzięczna mojej rodzinie. Przede wszystkim za rozwijanie zdolności niezależnego myślenia, za premiowanie właściwego uzasadnienia, za nieustępliwość w dążeniu do prawdy. Wierzę, że te umiejętności w dorosłym życiu stanowią o naszym instynkcie samozachowawczym.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • 12.07.2010 16:54

    @Kataryna

    Inaczej oceniam wydarzenie z Zidanem. Myślę, że nigdy nie będzie tego żałował. Po prostu są takie słowa, których nie można zignorować.

    Co do wywiadu - nie ma w nim nic nowego, ale nie widzę nic, co byłoby strzałem w kolano. Strategię ocenia się "po owocach". Wygrał? Nie. Teraz musi coś zmienić i zapewne bada teren. Moim zdaniem postępuje mądrze.

    pozdrawiam

  • 12.07.2010 12:39

    @ Ufka

    "Gratis" to jest to słowo, dzięki :)

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

  • 12.07.2010 12:37

    @ Aetius

    Hmm... po 10 kwietnia często przychodzi mi na myśl właśnie Matrix. Ja się z niego wydostałam, ale mam świadomość tego, że to w dużej mierze dzięki temu, iż od wielu lat nie słucham radia i nie oglądam telewizji... Co zrobić, kiedy większość moich znajomych, współpracowników, a nawet część rodziny żyje w tym Matriksie? Okazuje się, że chcąc nie chcąc ja też muszę w nim częściowo funkcjonować. Mam wrażenie, że żyję w dwóch równoległych światach. :) Kiedy zaczynam to analizować, dochodzę do wniosku, że to jakiś koszmar senny. Chyba na tym poprzestanę, żeby nie tracić ducha...

    Pozdrawiam.

  • 12.07.2010 12:12

    @Aetius

    To żywi się negatywnymi emocjami, które wzbudza.


    Też tak myślałam... niestety, codzienna obserwacja otoczenia tego nie potwierdza. "TO" żywi się medialnym szumem wokół siebie. I prawda jest taka, że niektóre media będą w nieskończoność mieliły takie wyskoki, część społeczeństwa się do tych akcji przyłączy, a my ze swoimi emocjami pozostaniemy. Problemem wydaje mi się raczej, jak dać odpór, nie stając po stronie zła...

  • 12.07.2010 11:38

    Ufka

    Droga Ufko,
    po pierwsze witam się, bom tu nowa, a przynajmniej nowa nickiem, bo Salon czytam od kwietnia, niedawno zaś postanowiłam wyjść z cienia :-)

    Jeśli chodzi o ustawkę i krzyż: wszystko prawda. Natomiast niestety mylisz się co do Palikota. Już zaczął zbierać w internecie poparcie dla swojej "prawdy" o Smoleńsku. Twierdzi, że popiera go 10mln Polaków.
    Poseł Palikot nie spocznie, dlatego że organizują się rodziny ofiar, co raz głośniej domagają się odpowiedzi na pytania dot. Smoleńska, a pytania dryfują niebezpiecznie w kierunku rządu. Poseł Palikot nie zamilknie, trzeba bowiem stworzyć zasłonę dymną, a uwagę społeczeństwa (i dpowiedzialność) przenieść na tych, którzy nie żyją.
    To jest strasznie smutne i zastanawiam się od rana, co my- zwykli obywatele możemy zrobić, jak pogonić PaliKOTA.
    Pozdrwawiam.

  • 10.07.2010 02:06

    Toyah

    Drogi Toyahu, czytam Twojego bloga od kwietnia - tyle cennych tekstów, tyle fantastycznych komentarzy! To dla Twoich notek tu początkowo wchodziłam, reszta blogów to był dodatek. Z czasem znalazło się jeszcze kilka innych, które regularnie czytuję. Twoje odejście to wielka strata dla Salonu, ale jeszcze większa dla nas, czytelników. Tak, wiem - jest toyah.pl, zaglądam tam, a potem zaglądam tutaj i jednak czuję jakiś ogromny żal...
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie artykuły!

  • 10.07.2010 01:32

    Szacunek...

    Pan Mazurek myli pojęcia. Szacunek dla urzędu to jedno, natomiast szacunek do osoby to trochę co innego. Ten drugi rodzaj szacunku jest zawsze "za coś". Na szacunek trzeba zapracować. Pan Komorowski nie pracował na mój szacunek, kiedy mówił o kaszalotach, czy też puszczał żarciki w stylu "bo od czegoś trzeba zacząć". O przymiotach ducha i charakteru nie wspomnę.

    A tak poza tym to witam się i pozdrawiam Autora oraz wszystkich komentujących. Czytam Was od kwietnia, ale dopiero niedawno postanowiłam zalogować się na Salonie. Po prostu pogodziłam się z faktem, że uzależniłam się od kapitalnych tekstów pisanych przez wielu salonowych autorów. Dziękuję!

  • 10.07.2010 00:59

    Coryllus

    "najbardziej pretensjonalny pisarz, jaki kiedykolwiek pojawił się na planecie Ziemia czyli Jacek Dehnel"

    Najlepsza recenzja Dehnela, jaką dotąd udało mi się przeczytać. Dzięki :-)))

    Co do stylizacji i autopromocji. Żyjemy w czasach kultury masowej. Ludzie uwierzyli, że są indywidualistami i niczym gwiazdy popu muszą się sprzedawać. Najlepiej wykorzystać strategię marketingową - w pierwszej kolejności zadbać o opakowanie, przypodobać się publiczności oryginalnym wyglądem, zwrócić na siebie uwagę zachowaniem, etc. To jest pewien, hmm... kod komunikacji. Ludzie, którzy porozumiewają się tym kodem, mówią do siebie bez słów. I nie sprawdzają zawartości, wystarczy im opakowanie. Jeśli opakowanie jest atrakcyjne - kupują. I tak samo wystawiają na sprzedaż siebie- w atrakcyjnym opakowaniu. To jest gra, w której obie strony mają świadomość, że "produkt" jest niepełnowartościowy, ale kto by się tym przejmował, najważniejsze że kupując wchodzę do elitarnego klubu "atrakcyjnych". Istne szaleństwo. Gdzie tu jest miejsce na sprawy głęboko ukryte, na tajemniczy świat?
    Tak, zgadzam się, dopóki ktoś nie przyjdzie i nie wrzaśnie "król jest nagi!", muszą nam wystarczyć Dehnel, Pallikot i Rylski.

    Pozdrawiam serdecznie.

  • 01.07.2010 23:59

    Aleksander Ścios

    Szanowny Panie Aleksandrze!
    Ja również właśnie zalogowałam się na Salonie24. Swoje pierwsze kroki postonawiłam skierować właśnie do Pana - po to, żeby się przywitać, ale przede wszystkim po to, żeby podziękować za Pańską pracę, za rewelacyjne artykuły, które są dla mnie nieocenionym źródłem wiedzy. Wiedzy, której ze świecą szukać w mediach mainstreemowych, a te były moim "chlebem powszednim". Przynajmniej tak było do 10 kwietnia 2010 roku. Tego dnia zmieniło się wszystko. W życiu każdego człowieka zdarzają się chwile przełomowe, takie stop-klatki, kiedy mamy wrażenie, że czas się zatrzymał, na chwilę opuściliśmy własne ciało i obserwujemy je z zewnątrz, myśląc: "teraz wybierasz!". Tak zapamiętałam poranek 10. 04. 2010 - jako stop-klatkę. Potem był błyskawiczny, przyspieszony kurs wyjścia z matrixa. Jestem przeogromnie wdzięczna, że w tym czasie trafiłam na Pańskiego bloga. Spędziłam tutaj sporo czasu przekopując archiwum postów. Dowiedziałam się rzeczy, które mną wstrząsnęły i jednocześnie pomogły zrozumieć... teraz wszystkie elementy zaczynają do siebie pasować, jak w wielkiej układance. NIe ukrywam, że wyjście z zafałszowanej "rzeczywistości" było bolsne, a jednak nie żałuję...
    Panie Aleksandrze, jeszcze raz serdecznie dziękuję.
    Pozdrawiam.

Popularne tagi
Archiwum postów
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930