Z tego co ja zrozumiałem to było tak: deweloper (Dom Development, swoją drogą firma z wyjątkowo gównianą opinią na warszawskim rynku) nie przewidział pierwotnie tego lokalu na knajpę tylko na zwykłe "użytki" - bank, sklep czy co tam. Więc nie zrobił osobnej wentylacji, tylko wszystko idzie w te same rury co do mieszkań. No i jak zrobili knajpę to zrobił się problem. Inna sprawa że wynajmujący lokal na knajpę (przy życzliwej opiece sanepidu) powinien sam zrobić własną dodatkową wentylację zanim się otworzył a nie pół roku po fakcie, bez tego sanepid nie powinien mu pozwolić otworzyć lokalu. Ale tyle teoria, zapewne nikt z sanepidu nawet nie sprawdził.
Nie ma żadnego znaczenia że katarzy czy waldensi byli nastawieni "pacyfistycznie, absolutnie nieagresywne". Dla ówczesnego establishmentu stanowili zagrożenie panującego porządku społecznego - i niewątpliwie nim byli. Dlatego traktowano ich jak przestępców i to dopuszczających się ciężkich przewinień. To że dzisiaj tak nie myślimy nie ma kompletnie znaczenia, liczy się tylko co myśleli ich współcześni.
To kto jest przestępcą a kto nie również zależy od kontekstu - czyli czasów w których się żyje. Dla ówczesnego prawa/stosunków społecznych większość tych ludzi była przestępcami i to że współcześnie nimi by nie byli nie ma tu żadnego znaczenia. Tak, to prawda, średniowiecze było okrutne i ludzie ginęli z byle powodu a władza, w tym kościół, robiła co chciała. Ktoś w to wątpi? Prawa człowieka i demokracja to wymysł oświecenia a tak naprawdę XX wieku bo wcześniej to te prawa człowieka obowiązywały pod warunkiem że człowiek jest białym mężczyzną, najlepiej bogatym.
Ryuuk, podstawowy błąd jaki popełniasz to porównywanie realiów sądów inkwizycyjnych albo z obecnymi, albo z Rzymskimi. To nie ma sensu. Porównywać jest sens z sądami świeckimi z tej samej epoki - a w porównaniu z nimi sądy inkwizycyjne były przeważnie znacznie bardziej łagodne i uczciwe. Nikt nie pamięta że w średniowieczu generalnie królowało bezprawie i na tym tle inkwizycja która wprowadzała jednak jakieś reguły była światełkiem w tunelu. I naprawdę ma swoje zasługi w rozwoju procedury karnej, nawet jeśli te zasługi nie były oryginalnie jej tylko powrotem do zapomnianego prawa rzymskiego.
Zakładasz że ówcześni mieli tą samą wiedzę i ten sam "mindset" który my mielibyśmy teraz a tak przecież nie jest. Śląscy rycerze nie mieli doświadczenia bojowego z prawdziwym mocnym przeciwnikiem, mogli nie wiedzieć co jest wykonalne a co nie. Zakonnicy mieli ale z kolei ich mindset był fanatyczny, oni chcieli mordować niewiernych a nie się zastanawiać. A poza tym gdyby Heniowi łatwo byłoby cokolwiek wyperswadować to by pewnie nie zginął jako jeden z nielicznych. Właśnie to że straty były relatywnie małe a zginął dowódca świadczy najprawdopodobniej o tym że dowódca był lekkomyślnym idiotą bez doświadczenia bojowego a jego przyboczni albo byli tacy sami albo im nie zależało (patrz Mieszko) by przeżył.
Nie masz racji poza tym że Henryk ruszył w pole bo został zaskoczony: ok, może został zaskoczony tym ze Mongołowie dotarli pod Legnicę tak szybko, ale stało się to na drodze do Bolkowa gdzie miał się połączyć z wojskami Wacława. I owszem, mógł się zamknąć w tej Legnicy i czekać przeznaczenia, no ale pewnie zakładał że Mongołowie by ją próbowali zdobyć i wtedy szanse by miał jeszcze mniejsze. W czym oczywiście również nie miał racji bo ci akurat Mongołowie nie mieli sił i środków by zdobywać fortyfikacje. Generalnie to nie najmądrzejszy dowódca był, decyzje które podejmował nie były trafne, a nie miał też kto mu doradzić bo wszystkim wkoło nie pasowało to by się za bardzo wzmocnił. No to i skończył jak skończył
No trochę racji twój adwersarz jednak ma. Najprawdopodobniej Heniek z kolegami rzeczywiście chciał osłaniać odwrót pozostałej części wojska tak by zdążyło się połączyć z Czechami (którzy się do bitki swoją drogą nie spieszyli i nie ułatwiali Heniowi zanadto). A reszta to zapewne typowa rycerska buceria: doszli panowie do wniosku że jak to oni, elita, nie zatrzymają w pięciu ze szwagrem bandy podludzi na śmiesznych małych konikach? No to zatrzymali. Szczególnie że przy okazji jeszcze kolega Mieszko zdążył dać w długą w najodpowiedniejszej chwili i zostawił Henia samego.
"Wiążę to z definitywną zmianą celów i form upowszechnienia wiedzy.Kolega ,okresla to drastycznie; splugawienie popularyzacji wiedzy.Rzeczywiście ,nieliczni z nas popularyzują fizykę/naukę w klasycznym stylu:ucząc - wzbudzić zainteresowanie,prawie wszyscy młodzi trzymają się zasady gdy piszą o nauce:ogłupiać byle - zarobić."
Po prostu do środowiska naukowego też dotarł już "celebrytyzm" - niejeden pokazuje się w mediach po to tylko by pokazywać się w mediach i cieszyć się z tego że ma Znane Nazwisko. Po prostu czyste parcie na szkło jak wśród gwiazdek i gwiazdeczek z innych profesji. Wiedzy w tym nie znajdziesz. Znak czasów niestety...
No ale SLAC nie działa chyba obecnie na froncie "higgsowym" ani innym nośnym medialnie? Jeżeli juz to Fermilab - a oni mają takie same grzechy (znaczy opowiadanie bzdur w mediach) na sumieniu co CERN.
A, no i jeszcze jest jeden problem. Jak wiadomo każda z istniejących teorii ma wśród teoretyków swoich fanów, czasem również "psychofanów". Niektórzy tak bardzo wierzą w to co wierzą że wypowiadają się dla mediów przesądzając rzeczy które nijak nie są udowodnione. Dziennikarz i tak nie jest w stanie zweryfikować tego co pan profesor mówi więc łyka wszystko, jeśli tylko pan profesor jest wymowny medialnie no i ma Znane Nazwisko. Moim zdaniem w ogóle nie ma sensu słuchać tego co się przebija do ogólnych mediów, szansa że będzie to miało nieprzekłamany sens jest bliska zeru.
Celem budowy i pracy LHC jest zrozumienie w jaki sposób cząstki "nabierają masy", to czy jest to mechanizm Higgsa czy nie, to jest to co najwyżej ewentualny efekt jego pracy, a tego nie będzie wiadomo wcześniej niż za jakieś 10 lat. Reszta to propaganda - myślę że problemy są dwa: ci znani fizycy wypowiadając się dla mediów starają się koniecznie być bardziej zrozumialni dla general public, stosując uproszczenia które w efekcie przekłamują rzeczywisty sens wypowiedzi albo co bardziej prawdopodobne: dziennikarz usłyszał, nic nie zrozumiał i napisał co mu się wydawało :)
Poza tym zupełnie inaczej wypowiadają się naukowcy z CERNu (bardzo ważąc słowa by nie przesądzać czy mechanizm albo bozon Higgsa istnieje czy nie, poweidziałbym że są wręcz nadmiernie ostrożni w interpretacjach), a zupełnie inaczej dyrekcja CERNu - ci idą w totalne uproszczenia i niejednokrotnie wychodzi z tego po prostu nieprawda.
To trochę nie tak, wprawdzie od czasu skończonych naście lat temu studiów kontakt z fizyką mam tylko taki ile wyczytam na różnych blogach, no ale czytam na bieżąco wiele blogów fizyków teoretyków więc wydaje mi się że wiem mniej więcej jakie są nastroje ;) No więc nastroje są takie że "asymptotic freedom" wszyscy przyjmują za fakt i dobry opis rzeczywistości a w mechanizm Higgsa w formie oryginalnej nikt tak naprawdę nie wierzy - oczywiście jakaś jego forma jest konieczna w modelu standardowym, ale na pewno nie ta najprostsza pierwotna. Najlepszym dowodem był powszechny zawód jakim zostały przyjęte na blogach grudniowe wyniki z LHC które sugerowały istnienie bozonu Higgsa podejrzanie podobnego do najprostszej mozliwej jego wersji, na szczęście już zaczyna być widać że tak nie jest.
No całkiem nonsens to to nie jest, w taki dokładnie sposób spadł Ił 62 na Okęciu pod koniec lat 70-tych. Nie byli pewni że wyszło im podwozie, postanowili odejść na drugi krąg, pilot wrzucił pełny gaz i w tym momencie silnik rozpieprzył się w drobny mak, rozwalając przy okazji cały tył samolotu w tym sterowanie. I samolot spadł kilkaset metrów dalej. Takze nie jest to nonsens jako taki, takie zdarzenie jest możliwe, co oczywiście nie znaczy że coś takiego stało się w Smoleńsku. Nie sądzę.
Możesz sobie myśleć co chcesz ale takie są procedury - próba samobójcza -> na obserwację do psychiatryka. Nawet jeśli ktoś zjadł butelkę paracetamolu albo nawet i czegoś nieszkodliwego, liczy się zamiar i to co się dzieje u niego w głowie a nie to czy mu się mogło udać czy nie. I są to bardzo dobre procedury które dobrze służą ratowaniu życia chorych ludzi. Zdrowy psychicznie człowiek nie strzela sobie w twarz, nawet jeśli tylko udawał że chce się zabić to i tak kwalifikuje się na leczenie.
"W omawianym przypadku nie było próby samobójstwa."
A tego jesteś pewien ponieważ jesteś jego psychiatrą czy może doznałeś na ten temat iluminacji? Facet mówi że chciał się zabić i to jest koniec tematu. Dalej powinien wkroczyć psychiatra a nam nic do tego.
To wojskowi mają paragrafy na próby samobójcze? Jeśli tak to trepowo jest jeszcze większym szambem niż myślałem. Niedoszłego samobójcę się leczy a nie karze.
A co do broni - powinien stracić, dla własnego dobra.
Nie wierzę, gość musiałby być nieskończonym idiotą by dobrowolnie i dla inscenizacji strzelać sobie w twarz. Ilość rzeczy które mogą pójść nie tak przy tej okazji jest tak monstrualna że nikt poza totalnym idiotą nie zaryzykuje. A gość na wiele rzeczy wygląda ale na pewno nie na idiotę. No chyba że okaże się że strzelał z jakiejś zabaweczki jak Blida, to by zmieniało postać rzeczy (powiedzmy że z nieskończonego idioty na idiotę zwykłego). Jeśli strzelał z normalnej broni (a odgłos przeładowywania raczej by o tym świadczył) to znaczy raczej że z nerwów coś mu nie wyszło, to się tak tylko wydaje temu kto nie próbował że to tak łatwo się zabić, skuteczna jest mniej więcej jedna na dwadzieścia prób samobójczych. Ciało ma swoje instynkty i się przeważnie samo broni przed uszkodzeniem, wbrew woli mózgu i jego depresji.
To że mają go jutro puścić do domu to albo wymysł jakiegoś durnego pismaka albo jakaś totalna kpina, standardowo po próbie samobójczej trafia się na obserwację do psychiatryka, czy się chce czy nie (jak się nie godzisz to i tak trafiasz przymusowo za sprawą sądu). Przeważnie na minimum miesiąc. I nie ma znaczenia że gość opowiada ze on tak naprawdę to nie chciał się zabić - w ten sposób trzebaby puścić do domu większość niedoszłych samobójców, którzy pół godziny później by skorzystali z następnej okazji by się zabić, tym razem skutecznie. Samobójców się nie pyta o zdanie bo człowieka w tym stanie nie ma sensu pytać, jego zdolność oceny jest na tyle zaburzona że należy go najpierw leczyć a dopiero potem pytać. Może to brutalne ale prawdziwe. I ogromna większość odratowanych jest potem za to bardzo wdzięczna.
Widać Basiu ty mało na codzień z kotami - one już tak mają że żebyś nie wiem ile głaskała to jak mu się odwidzi to natychmiast jeb cię w rękę ;) Ten typ tak ma, taki urok kota. Różnica tylko taka że taki domowy to wie że gryźć trzeba tak by właściciela całkiem nie wk*rwić, czyli w miarę delikatnie, na pewno nie do krwi. Bo jak przegnie to nie wiadomo czy micha będzie. A dziki nie ma zahamowań to się i nie opanował.
A na poważnie: praktycznie wszystkie dzikie koty żywione na myszach mają toksoplazmozę. Przeważnie nic z tego nie wynika bo są tylko nosicielami, nie chorują. Ale wcale nie tak łatwo się od nich zarazić. Najłatwiej to akurat pokarmowo - czyli jedząc coś co mogło mieć kontakt z odchodami kota, jakieś surowe owoce które leżały na ziemii albo coś w tym typie. Nie słyszałem nigdy by ktokolwiek się zaraził od tego że kot go uciął czy podrapał, raczej nie ma takiej opcji. No chyba że gad był wściekły - ale z tego co piszesz jak się zachowywał to raczej na pewno nie był. W każdym razie moim zdaniem nie ma się za zbytnio co przejmować, znaczy przebadaj się jak chcesz być spokojna, ale nie ma sensu się za specjalnie martwić.
Eli: kiedy ja ze swej krótkiej wprawdzie (tydzień) bytności w TA też pamiętam od cholery dzikich kotów. Fakt że niekoniecznie na plaży ale po knajpianych ogródkach to żebrały jak cholera. Co zresztą jako stary kociarz traktuję zdecydowanie in plus ;)
@Eli
@Ryuuk
Może i beletrystyka ale realia epoki oddane jak mało gdzie.
@teesa
@Ryuuk
@Ryuuk
@Ryuuk
Nie masz racji poza tym że Henryk ruszył w pole bo został zaskoczony: ok, może został zaskoczony tym ze Mongołowie dotarli pod Legnicę tak szybko, ale stało się to na drodze do Bolkowa gdzie miał się połączyć z wojskami Wacława. I owszem, mógł się zamknąć w tej Legnicy i czekać przeznaczenia, no ale pewnie zakładał że Mongołowie by ją próbowali zdobyć i wtedy szanse by miał jeszcze mniejsze. W czym oczywiście również nie miał racji bo ci akurat Mongołowie nie mieli sił i środków by zdobywać fortyfikacje. Generalnie to nie najmądrzejszy dowódca był, decyzje które podejmował nie były trafne, a nie miał też kto mu doradzić bo wszystkim wkoło nie pasowało to by się za bardzo wzmocnił. No to i skończył jak skończył
@Ryuuk
@Eine
Po prostu do środowiska naukowego też dotarł już "celebrytyzm" - niejeden pokazuje się w mediach po to tylko by pokazywać się w mediach i cieszyć się z tego że ma Znane Nazwisko. Po prostu czyste parcie na szkło jak wśród gwiazdek i gwiazdeczek z innych profesji. Wiedzy w tym nie znajdziesz. Znak czasów niestety...
@Eine
@Eine
@Eine
Poza tym zupełnie inaczej wypowiadają się naukowcy z CERNu (bardzo ważąc słowa by nie przesądzać czy mechanizm albo bozon Higgsa istnieje czy nie, poweidziałbym że są wręcz nadmiernie ostrożni w interpretacjach), a zupełnie inaczej dyrekcja CERNu - ci idą w totalne uproszczenia i niejednokrotnie wychodzi z tego po prostu nieprawda.
@Eine
To trochę nie tak, wprawdzie od czasu skończonych naście lat temu studiów kontakt z fizyką mam tylko taki ile wyczytam na różnych blogach, no ale czytam na bieżąco wiele blogów fizyków teoretyków więc wydaje mi się że wiem mniej więcej jakie są nastroje ;) No więc nastroje są takie że "asymptotic freedom" wszyscy przyjmują za fakt i dobry opis rzeczywistości a w mechanizm Higgsa w formie oryginalnej nikt tak naprawdę nie wierzy - oczywiście jakaś jego forma jest konieczna w modelu standardowym, ale na pewno nie ta najprostsza pierwotna. Najlepszym dowodem był powszechny zawód jakim zostały przyjęte na blogach grudniowe wyniki z LHC które sugerowały istnienie bozonu Higgsa podejrzanie podobnego do najprostszej mozliwej jego wersji, na szczęście już zaczyna być widać że tak nie jest.
@autor
@boobson
@Zbigwie
A tego jesteś pewien ponieważ jesteś jego psychiatrą czy może doznałeś na ten temat iluminacji? Facet mówi że chciał się zabić i to jest koniec tematu. Dalej powinien wkroczyć psychiatra a nam nic do tego.
@Zbigwie
A co do broni - powinien stracić, dla własnego dobra.
@calkiemnikt i autor też
To że mają go jutro puścić do domu to albo wymysł jakiegoś durnego pismaka albo jakaś totalna kpina, standardowo po próbie samobójczej trafia się na obserwację do psychiatryka, czy się chce czy nie (jak się nie godzisz to i tak trafiasz przymusowo za sprawą sądu). Przeważnie na minimum miesiąc. I nie ma znaczenia że gość opowiada ze on tak naprawdę to nie chciał się zabić - w ten sposób trzebaby puścić do domu większość niedoszłych samobójców, którzy pół godziny później by skorzystali z następnej okazji by się zabić, tym razem skutecznie. Samobójców się nie pyta o zdanie bo człowieka w tym stanie nie ma sensu pytać, jego zdolność oceny jest na tyle zaburzona że należy go najpierw leczyć a dopiero potem pytać. Może to brutalne ale prawdziwe. I ogromna większość odratowanych jest potem za to bardzo wdzięczna.
@Basia klika na Salonie24
A na poważnie: praktycznie wszystkie dzikie koty żywione na myszach mają toksoplazmozę. Przeważnie nic z tego nie wynika bo są tylko nosicielami, nie chorują. Ale wcale nie tak łatwo się od nich zarazić. Najłatwiej to akurat pokarmowo - czyli jedząc coś co mogło mieć kontakt z odchodami kota, jakieś surowe owoce które leżały na ziemii albo coś w tym typie. Nie słyszałem nigdy by ktokolwiek się zaraził od tego że kot go uciął czy podrapał, raczej nie ma takiej opcji. No chyba że gad był wściekły - ale z tego co piszesz jak się zachowywał to raczej na pewno nie był. W każdym razie moim zdaniem nie ma się za zbytnio co przejmować, znaczy przebadaj się jak chcesz być spokojna, ale nie ma sensu się za specjalnie martwić.
Eli: kiedy ja ze swej krótkiej wprawdzie (tydzień) bytności w TA też pamiętam od cholery dzikich kotów. Fakt że niekoniecznie na plaży ale po knajpianych ogródkach to żebrały jak cholera. Co zresztą jako stary kociarz traktuję zdecydowanie in plus ;)
@rotmeister
Skoro...