Nie, nie życzę sobie, że usuwać cokolwiek ze względu na mnie, bo nienawidzę cenzury w każdej formie. Są bez wątpienia rzeczy, które na cenzurę zasługują, ale ja do cenzurowania ich ręki przyłożyć nie zamierzam.
Oczywiście Pan jest tu u siebie w domu i Pan ustala zasady, którym albo należy się podporządkować, albo zrezygnować z gościny.
Wybaczy Pan, ale tylko ktoś zupełnie nie obeznany z jakąkolwiek moją wypowiedzią może mi zarzucać kierowanie się emocjami. I w ten sposób postawił mnie Pan w kropce, bo jeśli nie zna Pan moich wypowiedzi - co byłoby przecież zrozumiałe - to jakże mógłby Pan dokonać takiego absurdalnego uogólnienia? A jeśli je Pan zna, to Pańska wypowiedź pozbawiona jest obiektywnych podstaw, a co gorsza "solidniejszego uzasadnienia", żeby zacytować z żyjącego klasyka czyli Pana we własnej osobie, więc w tej drugiej ewentualności wychodziłoby na to, że zarzuca mi Pan to, co sam uprawia.
Trudno doprawdy "uzasadniać solidniej" w krótkim komentarzu na internecie oczywistość, jaką wydaje mi się nieistnienie Rosji od 1917 roku. Uczyniłem to obszernie i w druku, i zresztą nie ja jeden. Ale być może ma Pan rację. Być może należy zająć się absurdem "azjatyckich hord", "rosyjskiej okupacji" itp. szerzej i głębiej, i nie wśród radosnej twórczości komentarzowej.
To nie jest żadna gra słów, a już na pewno nie ma w niej nic zabawnego. Polska myśl polityczna cierpi od lat na chorobę: nie dostrzega mianowicie wroga, jakim jest komunizm, ponieważ zidentyfikowała go z Rosją. W rezultacie walczy z Rosją, a komunizm ma się dobrze.
Co w tym może być zabawnego? Nie potrafię się domyśleć.
Może nie tyle nie doczytałem, co jestem niedomyślny. Jestem pani niezmiernie wdzięczny za jej wykład. Niech pani poda łaskawie, gdzie wykładać zamierza ex cathedra, a postaram się usilnie uniknąć tych okolic.
Jak wiadomo nie od dziś, poza logiką jest tylko bełkot. W tym wypadku bełkot pt. „nic, tylko Rosja”. Nie, droga pani, Rosja nie istnieje, ponieważ w 1917 roku władzę zagarnęła tam międzynarodowa szajka opryszków i tym samym zerwała ciągłość państwową Rosji. Putinowska „rosja” jest tylko ciągiem dalszym sowietów na uciechę domyślnych. Zupełnie tak samo, jak prl bis jest wyłącznie nowym lepszym wcieleniem prlu. Polska suwerennej państwowości nie posiada.
Wobec tego, czy łaskawa pani uzna mnie w takim kontekście za niedojrzałego, czy tylko niedomyślnego, jest mi serdecznie obojętne. Wolę pozostać przy jedynej konsekwentnej wykładni antykomunizmu, tej autorstwa Józefa Mackiewicza. Powtórzę zatem w jego duchu, że azjatyckie hordy, to betka, wobec zarazy, która nakazuje ludziom widzieć "Rosję" w sowietach lub "Polskę" w jakimkolwiek wcieleniu prlu.
Wyznaję, że jestem zdumiony powyższą dyskusją, a zwłaszcza powyższą notką pani Domyślnej.
Czy rzeczywiście byłoby lepiej, gdyby młodzież "widziała go [tj. komunizm] tak jak my i ludzie "przedwojenni" - jako wschodnią zarazę i azjatycką hordę, którą należy gardzić i brzydzić się, nigdy - demonizować, lękać się, czy poddawać. Nasi przodkowie z II RP dali nam wspaniały przykład, zatrzymując dzicz u granic Europy!"
Przedwojenna Polska jest mitem wolności tylko wobec koszmaru sennego jakim był prl (i jest nadal prl nr 2). Ale bez tego porównania nie miała zbyt wiele antykomunistycznych zalet. Wręcz odwrotnie. Co gorsza, twierdzenie, jakoby komunizm był jakimś "wschodnim fenomenem", podparte Watową analizą, jest dobre w dyskusji dwóch poetów, ale nie wytrzymuje próby krytyki. Komunizm jest rzecz jasna tworem zachodnim, a sowiety nie mają nic wspólnego z Rosją. Widzenie w komunistycznej zarazie "azjatyckich hord" jest zasadniczym niezrozumieniem istoty sprawy. W jaki sposób zatem kwitnie komunizm w Paryżu czy w Londynie? Gdybyż tu były jakieś hordy, ale ni kuku.
Józef Mackiewicz słusznie wskazywał przed 50 laty, że postępy sowietyzacji mierzyć należy na Zachodzi, w oddali od pałek i tortur, że tylko tu można zrozumieć tę straszną zarazę.
Żadnej myśli nie wolno nigdy przyjmować bezkrytycznie. W istocie, krytyka jest oznaką najwyższego szacunku, tylko myśl ważną warto poddawać krytyce. Bełkotu krytykować nie sposób.
Zważywszy, że przedmiotem Pańskiego tekstu jest antykomunizm, który był punctum saliens myśli Mackiewicza - co Pan zauważa, cytując "Zwycięstwo prowokacji" - poważna krytyka jego stanowiska wydaje mi się koniecznością. Inaczej, Pański pogląd zawisa w próżni. W tym zatem względzie, "poglądy Mackiewicza mają istotny wpływ na treść Pańskiego artykułu", ponieważ rzucają na niego cień.
Co rzekłszy, nie domagam się od Pan niczego, a już z pewnością nie w tej chwili. Jeżeli zechce Pan wyjaśnić swoje stanowisko w dogodnym dla Pana czasie, wszyscy będziemy mądrzejsi.
Jeżeli dobrze rozumiem sedno sporu z Panem Zeppo, to on wbrew Panu twierdzi, że antykomunizm w sensie Mackiewiczowskim nie leżał u podstaw polityki Polski przedwojennej; ani polityki zagranicznej, ani (co o wiele ważniejsze) polityki wewnętrznej. Przyzna Pan, że Pan Zeppo ma po swojej stronie nie byle jaki autorytet w osobie samego Mackiewicza, który pisał na ten temat obszernie zarówno przed wojną, jak i po. Można oczywiście odrzucić jego autorytet, ale tak postępując, odrzucilibyśmy najpoważniejszego polskiego antykomunistę, co - zważywszy przedmiot sporu - wydawałoby się niestosowne. Skoro zatem nie zgadza się Pan z Mackiewiczem w tej kwestii, to czy może Pan rozwinąć uzasadnienie tej niezgody?
W związku powyższą, nader interesującą, wymianą pomiędzy Autorem a Panem Zeppo, pozwolę sobie zwrócić uwagę, że jedną z podstawowych tez przytaczanej przez Pana Aleksandra książki Józefa Mackiewicza, jest raczej brak antykomunizmu u podstaw polskiej polityki przedwojennej.
"Na fundamencie antykomunizmu – jako polskiej racji stanu - zbudowano państwo" polskie? W każdym razie nie zdaniem Józefa Mackiewicza.
Józef Mackiewicz wypowiedział się najobszerniej na temat powstania w tekście "Powstanie warszawskie z innej strony" z 1947 roku. Miał wówczas z pewnością większy dystans do wydarzeń, niż gdy pisał "Optymizm...". Tekst ów można znaleźć w wyborze pt. "Nudis verbis".
Jestem wdzięczny za objaśnienie prlowskiego słownictwa i terminologii. Pozwoli Pan, że pozostanę przy polszczyźnie.
Przyjmuję Pański zarzut, że niepotrzebnie zaprosiłem Starego chrzana do udziału w wymianie. Wydawało mi się zabawne poproszenie o wypowiedź kogoś o ostrych opiniach na temat Klosa, kto pisuje z rzadka na internecie pod pseudonimem, zważywszy, iż tematem poprzedniej dyskusji było używanie pseudonimów. Ma Pan jednak rację, popełniłem błąd.
Mnie zależy na dyskusji, a nie na przebijaniu piłeczek. Jeśli zechce Pan ją podjąć, wie Pan, gdzie mnie znaleźć.
Nie pojmuję ani jednego słowa. „Na zalonie waleniem w kukłę”? „Wynajętego killera”? Niestety nie potrafię podjąć dyskusji z czymś, czego nie rozumiem.
Zacytowane przez Pania zdanie, było pozbawione jakiejkolwiek ironii: „na tym właśnie polega sowietyzacja: ustawianie Woernitza, Ohlersa, Lubowa i Fahrenfuersta w szeregu, gdy Polska idzie w bolszewickie jarzmo.” Gdzie Pan tu widzi cokolwiek zabawnego? Kiedy Pański bohater ścigał „faszystowskich zbrodniarzy” Polska szła w bolszewicką niewolę. Jego zleceniodawcy ścigali Łupaszkę, torturowali i mordowali „zaplutych karłów reakcji”. Gdzie tu może być ironia? Czy słyszał Pan kiedykowliek takie zdanie: Niemcy robili z nas bohaterów, a bolszewicy robią z nas gówno. To jest prawda nawet 60 lat później.
Co mają znaczyć następujące zdania: „A propos, kto powiesił Rudolfa Hoessa? Czy akt ten był elementem wpędzania Polski w bolszewickie jarzmo?” Czy chce Pan przez to powiedzieć, że jeśli jeden bandyta powiesi drugiego, to przestaje być bandytą? Czy nie zastanowił się Pan nigdy nad moralną treścią Norymbergi, w której oskarżycielem, sędzią i katem był największy zbrodniarz, jakiego ziemia nosiła (do czasu, aż wyprzedził go w tym wyścigu Mao)?
Pański sowiecki agent jako „polski bohater” jest w sam raz skrojony do prlu nr 2.
Przykro mi, że nie podejmie Pan dyskusji. Oczywiście nie mogę wypowiadać się za Starego chrzana, ale znając go, przypuszczam, że robił sobie z nas obu jaja, o przperaszam, żarty sobie stroił. Wydaje mi się, że miał rację, twierdząc, iż prlowski serial nie był wcale nachalną bolszewicką propagandą (jak ja utrzymywałem), ale raczej propagandą z gatunku subtelnych. Zapewniam Pana, że on zna Klosa wystarczająco dobrze, czego zresztą jego tekst dowodzi. Pan zapewne wolałby dyskutować na temat Zuzanny, która lubi je tylko jesienią, ale na tym właśnie polega sowietyzacja: ustawianie Woernitza, Ohlersa, Lubowa i Fahrenfuersta w szeregu, gdy Polska idzie w bolszewickie jarzmo. Gratuluję Panu i życzę powodzenia w polowaniach na koniuchów.
W związku z naszą wymianą na stronie Ellenai, umieściłem tam przed chwilą notkę, takiej mniej więcej treści:
Zląkłem się pojedynku z aristo, nie ze strachu przed mafijną zemstą „rodziny”, ale dlatego że mógłbym nie dać, bądź nie otrzymać, pożądanej satysfakcji (czy piosenka Rolling Stones dotyczyła kodeksu Boziewicza?) Zwróciłem się zatem do wieloletniego przyjaciela, starszego pana, który czasami – bardzo rzadko niestety – pisuje na stronie Wydawnictwa Podziemnego. Dodatkowej pikanterii mojej prośbie dodał fakt, że Pan ów publikuje u nas pod pseudonimem!... Wydało mi się, że nikt tak jak Stary chrzan, nie może zająć się problemem Stawki większej niż żyto.
Stary chrzan z miejsca i zdecydowanie odmówił udziału w debacie.
Po czym, ku mojemu zdziwieniu, dowiedziawszy się o przedmiocie sporu, zgodził się machnąć krótki tekst na ten temat. Staruszek nie ma jednak dostępu do internetu, więc zajęło mi dłuższy czas przepisywanie jego artykułu i przekonywanie podziemnej cenzury, żeby w tym wypadku popuściła. Muszę jeszcze tylko nadmienić, że pan ów ma w zwyczaju traktować mnie jak młokosa, co w żadnym stopniu mi nie przeszkadza, ale mija się z prawdą.
Tekst Starego chrzana można znaleźć na stronie Wydawnictwa Podziemnego www.wydawnictwopodziemne.com
Obranie sobie Pawła Jasienicy jako patrona-świętego dla krzepienia polskich serc, umieszcza Pan jednoznacznie po stronie prlu, do którego Jasienica należał całym sercem. Ale jako Leon Beynar był zdrajcą Polski.
Adiutant, a następnie zastępca Zygmunta Szendzielarza, "Łupaszki", pisywał artykuły do Paxowskiego "Dziś i Jutro", gdy Łupaszka był poddany najcięższym - dwa i pół roku trwającym! - torturom w kazamatach bezpieki. Dokładnie w dzień wydania wyroku śmierci na Szendzielarza, Pański bohater brał udział w "naradzie intelektualistów i działaczy katolickich zorganizowanej z inicjatywy Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju" - tfu! a paszoł won! bolszewicka twoja nać! Polak-katolik, który aktywnie uczestniczył w odebraniu Caritasu Kościołowi. Wstyd nawet mówić dalej o takiej kanalii jak Pański "Paweł Jasienica".
Powinien się Pan wstydzić takich cytatów.
Było mi bardzo miło etc.
Żegnam
Cieszę się, że nie jest Pan durniem. Co za szkoda, że tego samego nie da się powiedzieć o wielu respondentach, ale w końcu mniejsza o nich. Cieszę się także dlatego, że hipoteza charakteru narodowego jest nie do utrzymania, jest intelektualnym bankructwem, jest bełkotem myślowym, jest emblematem prymitywnego widzenia świata. Możemy się zatem zgodzić, że "pielęgnowanie szlachetnych polskich cnót" jest takim samym nonsensem jak "wmawianie w Polaków okropnych przywar". Cnoty i przywary są cechami jednostek i na szczęście zgadzamy się, że przekładanie ich na narody byłoby na tym samym poziomie, co "posłużenie się określeniem 'niedźwiedzia przysługa' jako świadectwo zoofilii albo przeciwnie, nienawiści do niedźwiedzi."
Zatem zgadzamy się? Hmm, ale ja nie bardzo lubię intelektualną zgodę, wbrew Gazecie Wybiórczej i innym pseudo myślicielom, nie jest ważne to, co nas łączy, ale to co nas dzieli.
Czy Pan naprawdę wierzy, że istnieje coś takiego jak narodowy charakter? Że "żydowscy lekarze wtłaczają w żydowską wyobraźnię swych pacjentów obrazy strasznych chorób"? Czy nie czytał Pan "Trzech panów w łódce"?
W jaki sposób przejawia się charakter narodowy? Czy determinuje zachowanie reprezentantów narodu? Jeśli determinuje, to nie są odpowiedzialni za swe zachowanie, jeśli nie determinuje, to jak działa? Skąd się bierze? Na drodze jakiej rzeczowej analizy zdołał Pan wysublimować narodowy charakter Rosjan, Prusaków, Żydów i Polaków? Podobno Anglicy są flegmatyczni - czy widział Pan angielskich kibiców piłkarskich? Podobno Niemcy są zorganizowani - a ja znam Niemców roztrzepanych. Czy są wolni od rzekomego charakteru swych narodów, dzięki wysiłkowi woli, czy może ten charakterek to tylko takie fixum dyrdum, które dotyczy mitycznej większości i tak naprawdę nic nie znaczy?
Mity, klisze, stereotypy i symbole NIE SĄ RZECZYWISTOŚCIĄ. Niechże, na Boga, uwolni się Pan od takich rzeczy, to nie jest godne Pana; jest poniżej Pańskiego poziomu.
Cechą ludzi inteligentnych jest (podobno), że nie mówią rzeczy oczywistych. Podobno, ponieważ aż zbyt często trzeba mówić, co jest skądinąd oczywiste. Nie wątpiąc w Pańską inteligencję, muszę zakwestionować Pańską dążność do drążenia. Skoro nie można powiedzieć dwóch rzeczy na raz, co jest oczywiste, a trzeba po kolei (też oczywiste), to czyż nie lepiej najpierw drążyć a potem poszerzać? Inaczej grozi nam ślizganie się po powierzchni zjawisk. Hej! szeroko i z rozmachem, ale co jest pod spodem? Nie wiadomo. Mam wrażenie, iż przekłada Pan ślizganie nad nurkowanie w przerębli, ponieważ nie był Pan łaskaw odpowiedzieć na żadne z rozlicznych sczegółowych, drążących i nurkujących pytań.
Nadal jednak nie powątpiewam w Pańską potrzebę drążenia, przypuszczam tylko, że jakoś moje pytania Pan do tego nie usposobiają.
Jesteśmy obaj za tym, żeby oglądać rzeczy z rozmaitych stron. Rosja ma wiele twarzy, tak samo jak każda rzecz pod słońcem. Przyzna Pan jednak, że komentarz w blogosferze nie wyczerpie nigdy wielostronności zjawisk. Czy zatem nie jest oczywiste, że komentarz do Pańskiej wypowiedzi, jeśli ma mieć "sens, albo nawet misję", to powinien raczej drążyć niż poszerzać? Drążmy więc.
Pisze Pan: "specyficzne modus operandi rosyjskiej totalitarnej władzy, która jest więźniem własnego rosyjskiego mitu: Russkij cziełowiek, eto durak, patomu jemu nużna twiordaja włast'"
Rosyjski totalitaryzm? Czyżby zatem nie było to cechą innych totalitaryzmów? Państwo korumpujące wydało mi się trafnym określeniem ze względu na swą uniwersalność. Korumpował Hitler tak samo jak Chomeini, Taliban tak samo jak Arafat.
Przeczytałem Pański komentarz kilka razy (bo zarzucił mi już Pan, że rzekomo czytam nieuważnie) i nadal nie jestem pewien, jakie jest Pańskie zdanie w tej kwestii: czy to jest TYLKO mit? Czy też "taki mit" oddaje rzeczywistą "potrzebę rosyjskiego narodu"?
A propos dawania dupy dla sukcesu - czy wie Pan, co w prlu wołano wciskając się do zatłoczonego tramwaju? Panie szerzej, panowie głębiej!...
Do stalinowskich administratorów
Mnie zresztą obojętne.
Quod scripsi scripsi
Oczywiście Pan jest tu u siebie w domu i Pan ustala zasady, którym albo należy się podporządkować, albo zrezygnować z gościny.
Szanowny Panie
Trudno doprawdy "uzasadniać solidniej" w krótkim komentarzu na internecie oczywistość, jaką wydaje mi się nieistnienie Rosji od 1917 roku. Uczyniłem to obszernie i w druku, i zresztą nie ja jeden. Ale być może ma Pan rację. Być może należy zająć się absurdem "azjatyckich hord", "rosyjskiej okupacji" itp. szerzej i głębiej, i nie wśród radosnej twórczości komentarzowej.
Zatem uprzejmie dziękuję.
Gra słów?
Co w tym może być zabawnego? Nie potrafię się domyśleć.
O zgubie domyślności
Jak wiadomo nie od dziś, poza logiką jest tylko bełkot. W tym wypadku bełkot pt. „nic, tylko Rosja”. Nie, droga pani, Rosja nie istnieje, ponieważ w 1917 roku władzę zagarnęła tam międzynarodowa szajka opryszków i tym samym zerwała ciągłość państwową Rosji. Putinowska „rosja” jest tylko ciągiem dalszym sowietów na uciechę domyślnych. Zupełnie tak samo, jak prl bis jest wyłącznie nowym lepszym wcieleniem prlu. Polska suwerennej państwowości nie posiada.
Wobec tego, czy łaskawa pani uzna mnie w takim kontekście za niedojrzałego, czy tylko niedomyślnego, jest mi serdecznie obojętne. Wolę pozostać przy jedynej konsekwentnej wykładni antykomunizmu, tej autorstwa Józefa Mackiewicza. Powtórzę zatem w jego duchu, że azjatyckie hordy, to betka, wobec zarazy, która nakazuje ludziom widzieć "Rosję" w sowietach lub "Polskę" w jakimkolwiek wcieleniu prlu.
Azjatyckie hordy?!?!
Czy rzeczywiście byłoby lepiej, gdyby młodzież "widziała go [tj. komunizm] tak jak my i ludzie "przedwojenni" - jako wschodnią zarazę i azjatycką hordę, którą należy gardzić i brzydzić się, nigdy - demonizować, lękać się, czy poddawać. Nasi przodkowie z II RP dali nam wspaniały przykład, zatrzymując dzicz u granic Europy!"
Przedwojenna Polska jest mitem wolności tylko wobec koszmaru sennego jakim był prl (i jest nadal prl nr 2). Ale bez tego porównania nie miała zbyt wiele antykomunistycznych zalet. Wręcz odwrotnie. Co gorsza, twierdzenie, jakoby komunizm był jakimś "wschodnim fenomenem", podparte Watową analizą, jest dobre w dyskusji dwóch poetów, ale nie wytrzymuje próby krytyki. Komunizm jest rzecz jasna tworem zachodnim, a sowiety nie mają nic wspólnego z Rosją. Widzenie w komunistycznej zarazie "azjatyckich hord" jest zasadniczym niezrozumieniem istoty sprawy. W jaki sposób zatem kwitnie komunizm w Paryżu czy w Londynie? Gdybyż tu były jakieś hordy, ale ni kuku.
Józef Mackiewicz słusznie wskazywał przed 50 laty, że postępy sowietyzacji mierzyć należy na Zachodzi, w oddali od pałek i tortur, że tylko tu można zrozumieć tę straszną zarazę.
Azjatyckie hordy w porównaniu to betka.
Błądzić, rzecz ludzka
Zważywszy, że przedmiotem Pańskiego tekstu jest antykomunizm, który był punctum saliens myśli Mackiewicza - co Pan zauważa, cytując "Zwycięstwo prowokacji" - poważna krytyka jego stanowiska wydaje mi się koniecznością. Inaczej, Pański pogląd zawisa w próżni. W tym zatem względzie, "poglądy Mackiewicza mają istotny wpływ na treść Pańskiego artykułu", ponieważ rzucają na niego cień.
Co rzekłszy, nie domagam się od Pan niczego, a już z pewnością nie w tej chwili. Jeżeli zechce Pan wyjaśnić swoje stanowisko w dogodnym dla Pana czasie, wszyscy będziemy mądrzejsi.
Serdeczności
Drogi Panie Aleksandrze
Wydaje mi się to sprawą zasadniczej wagi.
Zwycięstwo prowokacji
"Na fundamencie antykomunizmu – jako polskiej racji stanu - zbudowano państwo" polskie? W każdym razie nie zdaniem Józefa Mackiewicza.
Szanowny Panie,
Szanowny Panie
Przyjmuję Pański zarzut, że niepotrzebnie zaprosiłem Starego chrzana do udziału w wymianie. Wydawało mi się zabawne poproszenie o wypowiedź kogoś o ostrych opiniach na temat Klosa, kto pisuje z rzadka na internecie pod pseudonimem, zważywszy, iż tematem poprzedniej dyskusji było używanie pseudonimów. Ma Pan jednak rację, popełniłem błąd.
Mnie zależy na dyskusji, a nie na przebijaniu piłeczek. Jeśli zechce Pan ją podjąć, wie Pan, gdzie mnie znaleźć.
Szanowny Panie
Zacytowane przez Pania zdanie, było pozbawione jakiejkolwiek ironii: „na tym właśnie polega sowietyzacja: ustawianie Woernitza, Ohlersa, Lubowa i Fahrenfuersta w szeregu, gdy Polska idzie w bolszewickie jarzmo.” Gdzie Pan tu widzi cokolwiek zabawnego? Kiedy Pański bohater ścigał „faszystowskich zbrodniarzy” Polska szła w bolszewicką niewolę. Jego zleceniodawcy ścigali Łupaszkę, torturowali i mordowali „zaplutych karłów reakcji”. Gdzie tu może być ironia? Czy słyszał Pan kiedykowliek takie zdanie: Niemcy robili z nas bohaterów, a bolszewicy robią z nas gówno. To jest prawda nawet 60 lat później.
Co mają znaczyć następujące zdania: „A propos, kto powiesił Rudolfa Hoessa? Czy akt ten był elementem wpędzania Polski w bolszewickie jarzmo?” Czy chce Pan przez to powiedzieć, że jeśli jeden bandyta powiesi drugiego, to przestaje być bandytą? Czy nie zastanowił się Pan nigdy nad moralną treścią Norymbergi, w której oskarżycielem, sędzią i katem był największy zbrodniarz, jakiego ziemia nosiła (do czasu, aż wyprzedził go w tym wyścigu Mao)?
Pański sowiecki agent jako „polski bohater” jest w sam raz skrojony do prlu nr 2.
Drogi Panie
Drogi Panie xiazeluko
Zląkłem się pojedynku z aristo, nie ze strachu przed mafijną zemstą „rodziny”, ale dlatego że mógłbym nie dać, bądź nie otrzymać, pożądanej satysfakcji (czy piosenka Rolling Stones dotyczyła kodeksu Boziewicza?) Zwróciłem się zatem do wieloletniego przyjaciela, starszego pana, który czasami – bardzo rzadko niestety – pisuje na stronie Wydawnictwa Podziemnego. Dodatkowej pikanterii mojej prośbie dodał fakt, że Pan ów publikuje u nas pod pseudonimem!... Wydało mi się, że nikt tak jak Stary chrzan, nie może zająć się problemem Stawki większej niż żyto.
Stary chrzan z miejsca i zdecydowanie odmówił udziału w debacie.
Po czym, ku mojemu zdziwieniu, dowiedziawszy się o przedmiocie sporu, zgodził się machnąć krótki tekst na ten temat. Staruszek nie ma jednak dostępu do internetu, więc zajęło mi dłuższy czas przepisywanie jego artykułu i przekonywanie podziemnej cenzury, żeby w tym wypadku popuściła. Muszę jeszcze tylko nadmienić, że pan ów ma w zwyczaju traktować mnie jak młokosa, co w żadnym stopniu mi nie przeszkadza, ale mija się z prawdą.
Tekst Starego chrzana można znaleźć na stronie Wydawnictwa Podziemnego www.wydawnictwopodziemne.com
Paweł Jasienica był zdrajcą
U Murzyna w dupie
Niedźwiedzia przysługa
Charakter narodowy
Cechy inteligencji
Szerzej i głębiej