0 obserwujących
1 notka
152 odsłony
  138   0

"One, czyli piękna wojna", fragment książki. Lidia Goworowa.

Lidia Goorowa z mężem Leonidem, dowódcą Frontu Leningradzkiego. Blokada Leningradu, zima 1943 roku.
Lidia Goorowa z mężem Leonidem, dowódcą Frontu Leningradzkiego. Blokada Leningradu, zima 1943 roku.
Życie żon czy córek podczas wojny nie wyglądało tak, jak sobie większość wyobraża. One w ogromnej mierze nie siedziały w domu. Udzielały się, pomagały. One były małymi zwycięstwami ogromnych zwycięstw swoich mężów. Dla wielu z nich okres wojny był okresem końcowym. Długie rozstanie z ukochanym, słaby kontakt… Wtedy byłe panie marszałkowe były zastępowane innymi, niektóre nie. Tą książke poświęcę bliskim kobietom dowódców okresu II wojny światowej, które jak mogły przyczyniły się do pokonania 3 Rzeszy.

Odessa, 11 listopada 1903. W rodzinie Polaka-Iwana Izdebskiego oraz jego żony (Rosjanki) na świat przyszła córka, Lidia. Oprócz niej w rodzinie były cztery siostry i dwóch braci. Wraz z rewolucjami udało jej się ukończyć żeńskie gimnazjum. Później nadeszły lata po rewolucjach i wojnie domowej. W roku 1923 Leonid Goworow został nominowany na szefa artylerii w 51. dywizji strzelców perekopskich, którzy stacjonowali w Odessie. Wcześniej walczył pod Kołczakiem, ale uciekł do czerwonych oddziałów. Lidia ze swoim przyszłym mężem – Leonidem, po raz pierwszy się spotkała w odeskiej operze na “Lacme”.

Dziewczyna była zachwycona wysokim i dostojnym przystojnym mężczyzną w wojskowym mundurze. Szczególnie że wyróżniały go czerwone rewolucyjne spodnie, które Leonid Aleksandrowicz otrzymał w nagrodę za wysokie wyniki w wyszkoleniu bojowym z rąk... szefa Rewolucyjnej Rady Wojskowej, Lwa Trockiego. Leonid był bardzo dumny z tej nagrody. Ale przez długi czas Lydia nie odważyła się przedstawić narzeczonego rodzicom – nie wiedziała, jakie wrażenie zrobią na ludziach o starych i konserwatywnych poglądach czerwone spodnie. Jednak Lidia przełamała się, jej rodzice nie protestowali a młodzi pobrali się w 1923 r.

Rok później, w roku 1924, na świat przyszedł pierwszy syn pary – Władimir, któremu w przyszłości prawie udało się zostać marszałkiem, ale mimo tego został godnym następcą ojca. Leonid był stale zaangażowany w swoją edukację. Przed II wojną światową ukończył dwie akademie wojskowe, w tym Akademię Sztabu Generalnego Armii Czerwonej. Od tego czasu Goworowowie zaczęli mieszkać w Moskwie. Leonid wykładał w wojskowej akademii artylerii, został adiunktem i napisał pracę naukową. Był jednym z nielicznych marszałków sowieckich z takim przygotowaniem zawodowym. Nie wspominając, że bardzo dobrze znał niemiecki. Następnie nastały czasy wojny. Leonid Goworow był uczestnikiem wojny radziecko-fińskiej. Podczas tej wojny Lydia czekała na niego w domu i wychowywała syna. Potem nastała Wielka Wojna Ojczyźniana. Mąż wyruszył ponownie na front, a Władimir do akademii. Lidia, jak wiele kobiet, musiała dać sobie radę sama. W czasie obrony Moskwy wstąpiła do lokalnych jednostek obrony przeciwlotniczej; wraz z innymi kobietami gasiła faszystowskie bomby zapalające na dachach domów.

W niedługim czasie Leonid Aleksandrowicz został naznaczony na dowódcę w oblężonym Leningradzie. W tamtym czasie przyszły marszałek tak pisał do żony:

„Moja kochana, droga Lideczko! Minęło już wiele czasu od naszego rozstania. Moja droga, ze mną wszystko w porządku. Żywy, zdrowy i pełen energii, aby spełnić wszystko czego oczekuje Ojczyzna. Wytrzymałaś czas podczas wojny z Finlandią, więc wierzę, że i teraz wytrzymasz chociaż jest teraz o wiele gorzej. Na mnie spoczywa odpowiedzialność za Leningrad i nie oddam jego wrogowi, zwycięzcą jest [ten], kto nie uważa siebie za zwycięzcę.”

Mimo sprzeciwów zmartwionego męża, żona wyruszyła do niego. Droga z Moskwy już pod Leningradem prowadziła przez tzw. „Drogę życia” – nazwano tak drogę humanitarną po zamarzniętym jeziorze Ładoga, która prowadziła do okrążonego przez nazistowskie Niemcy Leningradu (obecnie Petersburga). Przewożono tam zaopatrzenie dla biedujących Petersburżan. Na „Drodze życia” była świadkiem, jak ciężarówka przed nią zapadła się pod lód. Czemu? Wrogom zależało, aby uniemożliwić jakikolwiek transport dla miasta. Lidia pojechała tam, ponieważ wiedziała, jak ciężko było jej mężowi. Chciała być blisko niego. W styczniu 1943, kiedy szykowano się do przerwania blokady, Lidia zapytała męża, co się stanie, jeżeli to wszystko się nie uda. W odpowiedzi usłyszała od niego, że Leonid „na pamiątkę” niepowodzenia zostanie z dziurą na wylot w głowie.

Do rodziny niedługo dołączył Władimir, który po skończonych kursach trafił do Leningradu. Nie tak jak wielu synów czy córek dowódców do pracy w sztabie albo w pobliżu ojca. Władimir Leonidowicz został dowódcą baterii artyleryjskiej. Oprócz tego, do rodziny dołączył kolejny członek-najmłodszy syn Goworowów – Siergiej, urodzony w 1944 roku. Co jak co, mało by brakowało, aby w sposób tragiczny zginęła ciężarna Lidia. W odpowiednim momencie zdążyła przejść do drugiego pokoju, bo w tym, gdzie przedtem była, trafił niemiecki pocisk.

Wkrótce nadszedł, mogłoby się zdawać, spokojny czas powojnia. Parada Zwycięstwa, na której Lidia z trybuny przypatrywała się dumnie kroczącemu mężowi. Warto wspomnieć, że jednym z jej marzeń było zobaczenie Paryża. Ze względów politycznych plan się nie udał, ale zamiast tego pojechała wraz z Leonidem do Budapesztu. Ale Leonid nie musiał długo żyć po wojnie. Blokada Leningradu nadszarpnęła jego zdrowie, a intensywna praca po wojnie jeszcze go pogorszyła. Marszałek w tym czasie cierpiał już na nadciśnienie tętnicze. Rok 1954 był ostatnim rokiem dla Leonida Aleksandrowicza. Dowódca obrony Leningradu zmarł 19 marca 1955 r. Lidia Iwanowna zaś zmarła 28 lat po mężu; 13 sierpnia 1983 r.

Poprosiłam wnuka marszałka Goworowa-Aleksieja Siergiejewicza, aby opowiedział o swoich wspomnieniach związanych ze swoją babcią-Lidią Iwanowną:

Babcia była bardzo dobrą i troskliwą kobietą. Opiekuńczą i kochającą żoną, mamą i babcią. Zawsze była bardzo skromną kobietą, ale ubierała się ze stylem. Była wspaniale wychowana, inteligenta oraz bardzo dobrze oczytana oraz schludna. Zawsze w jej mieszkaniu panowała czystość i porządek. Codziennie, do swoich ostatnich dni, po przebudzeniu rozciągąła się i myła chłodną wodą – przyzwyczajenie z czasów gimnazjum. Jak wszyscy blokadnicy, nigdy nie wyrzucała czerstwego chleba, dlatego moim ulubionym przysmakiem z dzieciństwa były sucharki, które babcia smażyła na patelni. Bardzo lubiła dzieci i wnuków, w szczególności najmłodszego – mnie ;) Zawsze mówiłem jej po imieniu – Lidia i jej to pasowało. Rozmawiać z nią można było godzinami. Opowiadała o swoim życiu z dziadkiem, dzieciństwie i młodości.


Współpraca: SutSui (Pisarska Sparta), rodzina marszałka Goworowa

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura