KWINTESENCJA czyli politycznie
WIEDZA POLITYCZNA POLAKÓW. Jaki jest jej poziom? Czy jej dynamika zmienia się w zależności od okoliczności politycznych w kraju? Jaka jest pamięć polityczna Polaków? Dlaczego populizm przyciąga jak magnez? Dlaczego mentalnie walczymy z całym światem?
5 obserwujących
112 notek
12k odsłon
  66   0

KAŻDA WŁADZA KIEDYŚ ODCHODZI

Przysłowie mówi, że tonący brzytwy się chwyta. Jednej brzytwy. Przypadek aktualnej władzy pokazuje, że jedna brzytwa nie wystarcza. Komentatorzy określają to ładniej, mówią o grze władzy na wielu fortepianach. O co chodzi? O nieudolne próby pokazania gawiedzi, jaka ta władza ostatnio jest skuteczna w łapaniu jakichkolwiek bądź sojuszników. Już jakichkolwiek bądź, bo innych nie mamy. Innych rząd zraził sobie najpierw udając przyjaciela, a potem pokazując dumnie środkowy palec i wygadując różne bzdury. Władza czyniąc to widocznie myślała, że wystrychnęła na dudka Unię a szczególnie znienawidzone Niemcy. Jednak obraz tej nieszczęsnej "dyplomacji" w wykonaniu PiSu, jest zgoła inny. To władza PiS sama i na własne życzenie wystrychnęła się na dudka.

Spotykając się oficjalnie i na oczach Unii Europejskiej ze skrajnie prawicowymi antyunijczykami, Kaczyński i Morawiecki pokazali tylko, że poza tym ostatnim nie mają już żadnego pomysłu na przyszłość Polski. Pokazali Europie, Rosji i Światu, że z braku laku dla Polski i gips dobry. Prowadząc destrukcyjną dla własnego kraju politykę międzynarodową (na której się nie zna),Kaczyński kolejny raz wkłada kij w ideologiczne mrowisko, by zatuszować swoją niemoc. By za wszelką cenę przykryć niespójność, niekonsekwencję i indolencję własnej "polityki". Jarosław Kaczyński jest przeciwieństwem mitycznego króla Midasa, czegokolwiek się dotknie, obraca to w ruinę. Dosłownie. Niczego, czym się zajmował przez te 6 lat, nie doprowadził do pomyślnego końca. Nawet 500+ nic nie jest już warte.

Taka jest dyplomacja w wykonaniu PiSu i jej prezesa. Dyplomacja, która zamiast gromadzić wokół siebie przyjaciół, odpycha ich odsądzając od czci i wiary. Mając na względzie swoje żywotne interesy, inne państwa dostrzegają korzyści jakie daje członkostwo w UE. Rząd pisowski wszędzie doszukuje się negatywów, by podważać wiarygodność sojuszu (czytaj: wiarygodność Niemiec). I mimo samych negatywów, to nie kto inny a Morawiecki wcześniej objeżdżał przez dwa tygodnie Państwa Unii, by zdobyć obietnicę poparcia w walce ze Wschodem. To nie kto inny, a Morawiecki czynił wysiłki w odbudowywaniu komunikacji z Unią mimo, że wcześniej bredził coś o III wojnie światowej.

To coś w rodzaju - jak trwoga to do Unii, parafrazując pewne powiedzenie. Jednak wysiłki swojego podwykonawcy skasował niezawodny jak zawsze Kaczyński bijąc na alarm, że oto wraz z nowym rządem Niemiec powstać ma IV Rzesza. Tak panie jeszcze premierze, nie znasz dnia ani godziny, kiedy prezes za pańskimi plecami błyśnie intelektem. Kaczyński już się nie zmieni. Nie dlatego że ma swoje lata. Dlatego, że nie chce. Uwielbia pokazywać każdemu aparatczykowi jego miejsce w szeregu. Kosztem ewentualnych sojuszy i kosztem przyszłych konfliktów. On już tak ma. A działacze jak karna i dobrze naoliwiona maszyna powtarzają "złote myśli" prezesa. A ponieważ ten ma wszelkie narzędzia, by wprowadzać w czyn swoje pomysły, nie krępuje się wprowadzając polską politykę w kolejne "maliny".

To, że władzy udaje się przepychać każde ustawy, nawet te godzące w porządek prawny (IDSN, SN, dereformy Ziobro), gospodarczy ("Polski Ład"),ekonomiczny (inflacja, drożyzna), społeczny (aborcja, prawa kobiet, Instytut Rodziny i Demografii) i inne - to zdecydowanie wina niespójnej opozycji, która właściwie udaje opozycyjnego Greka i ożywa tylko wtedy, gdy PiSowi powinie się noga. Jedynie Hołownia nie oglądając się na innych, coś robi. Wobec tego co widzimy, rysuje się bardzo negatywny obraz źle świadczący o polskiej scenie politycznej. Determinacja, z jaką władza nie chce zajmować się trudnymi wewnętrznymi problemami jest zdumiewająca. Władza demonstruje postawę na tzw. przeczekanie. Sprawy bieżące mają się same rozwiązać i tyle.

Zbyt daleko idący dystans władzy wobec potrzeb i oczekiwań Polaków, brak pomysłu na rozwiązanie palących spraw, szczególnie dotyczących zablokowania unijnej dotacji z tytułu chociażby Krajowego Planu Odbudowy, na których to pieniądzach stoi od lat polska gospodarka, wszystko to skutkuje nieciekawą sytuacją Polski w Europie. Konflikty polityczne tego rządu, bankructwo tego rządu pod każdym względem, to konsekwencje nieodpowiedzialnej polityki. Nie jest jeszcze za późno, by odwrócić złą passę. Wystarczyłaby odrobina dobrej woli ze strony koalicji rządzącej. To mógłby być wstęp do naprawy stosunków z Unią. Mógłby być, ale chyba nie będzie skoro Kaczyński wolał spotkać się z Orbanem i innymi. Chwycił się kolejnej niepewnej i kiepsko rokującej brzytwy.

Nasz polityczny "tercet egzotyczny" (Kaczyński, Morawiecki, Ziobro) zamiast pewnego sojuszu, woli postawić na niepewną przyszłość. Widocznie 770 mld. euro to dla nich srebrniki, za które nie "sprzedadzą" ani suwerenności ani niezależności Polski, tak im dopomóż Bóg. Kropka. Już niedługo, bo 16 grudnia tego roku dojdzie do spotkania Rady unijnej, która może zechce odblokować 13% zaliczki z KPO. Może to zrobi, a może nie. Rada wciąż liczy na jakikolwiek ruch ze strony polskiego rządu, by wypłacić Polsce chociaż część pieniędzy. To ostatnia szansa z tych łatwiejszych. Potem będzie już tylko pod górkę. Zważywszy, że Kaczyński cały czas demonstruje pójście na czołowe zderzenie z Unią, ciężko jest przewidzieć ostateczny finał.

Pieniądze są dla Polski bardzo ważne. Sojusz z Unią w obliczu konfliktu na wschodniej granicy, jest dla Polski bardzo ważny. Ewentualna napaść Rosji na Ukrainę, bardzo znacząco może zmienić położenie Polski w polityce mocarstwowej. To tylko trzy przykłady wagi super ciężkiej, które zlekceważone przez władzę (czytaj: przez Kaczyńskiego) tak czy siak zemszczą się. Ciekawe co zrobi Bruksela? Czy zechce ostatni raz podać rękę Polsce łamiąc zasady praworządności i wywołując tym samym konflikt wewnątrz Unii, czy może machnie na nas tą ręką zachowując status quo zjednoczonej Unii Europejskiej tworząc na mapie nowy porządek geopolityczny od strony wschodniej flanki?

Europa nie będzie wiecznie oglądać się na Kaczyńskiego. Nie będzie czekać na jego łaskawą zgodę na cokolwiek. Jak Historia opowiada, rządy zmieniają się i życie toczy się dalej. Będzie się toczyło z Polską lub bez niej. Świat pójdzie do przodu. Co wtedy zrobi władza? Wpadnie z deszczu pod rynnę. Wyrywając się z niemieckich "łap" w imię ratowanej suwerenności i niezależności, wpadnie w inne łapy, rosyjskie, na ołtarzu których złoży pokornie i suwerenność i niezależność. Inaczej się nie da. Samemu się nie przeżyje będąc w środku Europy. By zachować suwerenność, niezależność i władzę, Kaczyński musiałby przeprowadzić Polskę na jakąś bezludną wyspę, z dala od Europy, Rosji, Niemców i reszty świata. Ale tak też się nie da.

Nasz los zależny jest od decyzji. Jak sobie władza pościeli, tak się wyśpi, a my razem z nią. Niestety. Jedno wiemy na pewno, że każda władza kiedyś odchodzi.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale