2 obserwujących
111 notek
8733 odsłony
42 odsłony

A.7 Początek czegoś - styczeń cd

Wykop Skomentuj

Kilka dni problemów zdrowotnych. Kiedyś na obiad był na dodatek kiszony ogórek. Kawałek siadł mi gdzieś na żołądku. Kilka dni nie pozwalał mi prawie nic jeść. Głodówka prawie całkowita. Na imprezie u Jarków udało mi się zjeść kawałek tortu.

Po pięciu dniach poszedłem na całość. Nie odmówiłem sobie na obiad śledzia w oleju. Pycha! Przeleżałem całe popołudnie. Dopiero wieczorem kubek mleka. Reakcja dosyć gwałtowna.Rewolucja!!! A potem spokój. Po problemie!

W pracy spokojnie. Nosiło mnie po ścianach. Na szczęście były luzy. Współpracownicy wiedzieli o moich problemach i byli wyrozumiali.

Pod koniec miesiąca niepotrzebne scysje z Wydaniami. Puszczają towar bez naszej kontroli. W dodatku dzień przed terminem!

Krzyś się narąbał! W wolnych chwilach rąbie jakieś stare skrzynki. Mówi, ze to na kibelek na działkę.

I tak mijały kolejne tygodnie kolejnego miesiąca. Nudy. Praca, komputer, telewizja. Jedyny pozytywny szczegół- znalazłem wczasy z prawem jazdy! Za bardzo przystępną cenę! Zamówić?

Luty

Miesiąc zaczął się od ewenementu na skalę historyczną. Mecenas urzędował z panem Padliniakiem. I pierwszy raz w życiu rzygał! Gorzałka do d... czy wiek już nie ten?

Ja też ciężko pracowałem na przecenie w sklepie w centrum miasta. Załoga zbuntowała się gdy dostała prikaz otwarcia sklepu w trakcie przeceny. Wszyscy poszli na chorobowe. Nie wiem kto i jak skończył tą przecenę.

Wróciłem do pracy. A tu imieniny pani Świderkowej z wydań. Z Renatą poszliśmy po kwiatki. A dzień wcześniej Zosia z opakowań oblewała wyjazd na handel do Sojuza.

Wpłaciłem kasę na wczasy. Przyszło potwierdzenie rezerwacji. Zaraz po świętach w Jastrzębiej Górze. To mogą być ciekawe trzy tygodnie.

Jeszcze jeden szczegół z polityki. Zaczął się Okrągły Stół. Były pewne nadzieje na porozumienie.

Marzec / Kwiecień 

Wyjechałem z domu w środę po świętach. Pociągiem do Gdańska z przesiadką w Warszawie. Potem autobusem do Jastrzębiej Góry. Do ośrodka, w którym była siedziba kursu.

Sama opowieść na temat tego kursu mogłaby zająć kilkadziesiąt stron. Mogłaby to być osobna książka. Nie bardzo wiem od czego zacząć.

Było nas około czterdzieści osób. Podzielono nas , jeśli dobrze pamiętam, na [pięć grup. Tylu było instruktorów. I samochodów oczywiście też. Przynajmniej dwie grupy to byli ludzie ze Śląska. Reszta to mieszanina innych nacji.

Były bodaj dwa duże fiaty, polonez i dwa maluchy. Ja załapałem się własnie do tego małego pojazdu. Grupę prowadził instruktor z Gdańska pan Michał. Ogólnie mówiąc bardzo sympatyczny brodacz średniego wzrostu. Ja w tej grupie wyróżniałem się wzrostem ( może tylko Janusz z Trójmiasta mógł się równać ze mną pod tym względem) oraz tym, że tylko ja nie byłem z Wybrzeża.

Na jazdy jeżdziliśmy trójkami. Oczywiście nie licząc pana Michała. Najczęściej drogami w rejonie Władysławowa i Pucka. Czasem dwupasmówką do Gdańska. Jazdę po mieście trenowaliśmy w Pucku. Tak zwany placyk mieliśmy na jednym z parkingów w tym miasteczku. Placyk to oczywiście trening jazdy tyłem i parkowania w przeróżnych wariantach. Ja najwięcej czasu spędziłem ( dobrowolnie) nad parkowaniem tyłem wzdłuż krawężnika. Miałem z tym długo problemy. I ostatnie trzy jazdy ( placyk) trenowałem ten manewr. Wjazd, wyjazd, wjazd, wyjazd... Ale się nauczyłem.   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura