2 obserwujących
231 notek
17k odsłon
36 odsłon

B.83 Zapiski wartownika - 25 kwietnia cd

Wykop Skomentuj

Gdyby to była inna sytuacja taka kąpiel byłaby całkiem miła. Tereska od lekarki dostała receptę na jakieś zastrzyki. Pierwszy wzięła już dziś w ośrodku. Przez weekend będziemy się musieli pofatygować do przychodni specjalistycznej. Ale troszkę ruchu na pewno dobrze zrobi mojej biednej żonie.

Młodzi z piętra wieczorem zgłosili wyjazd na dwa tygodnie. Do Egiptu! Żeby tylko nie przywieżli jakiej kamelii albo innej ameby.

Rano tamtego dnia Zdzisław dał mi polecenie wykonania jakichś trzech prac. Mówiąc krótko miałem cały dzień grzebania w papierach. Na koniec dniówki zadał mi pytanie co zrobiłem? Zgodnie z prawda odpowiedziałem, ze jedno skończyłem a drugie zacząłem. A dlaczego nie wszystkie? Bo nie mogę robić trzech rzeczy jednocześnie. A on podsumował:

- Panie Kaziu,ja rano idę do łazienki, siadam i sram a jednocześnie czytam gazetę.

- A ja - odparłem - jeszcze do tego myję równocześnie zęby.

Popatrzył i uciekł do szafy. Za chwilę przyszedł pan Tomek. A za kwadrans... Jarek. Wszyscy spotkali się w szafie. Po paru minutach pojawił się Zdzisław

- Panie Kaziku, ja żartowałem a pan na mnie brata nasyłasz?

- Nie wiedziałem, że pan jest taki miękki i przestraszy się mojego brata - odparłem. Znowu uśmiechnął sie i zniknął w szafie.

Następnego dnia rano wszedł z szafy do naszego pokoju i powiedział:

- Panie Kaziu , stwardniałem! Bierzemy się do roboty.

Z uśmiechem radości rzuciłem, żeby zadzwonił do zony. Na pewno się ucieszy z tego twardnięcia.

Nie zawsze byłem taki odważny. Zwykle Zdzisław potrafił mnie nieżle zestresować. Nawet dochodziło czasem do tego, że nie potrafiłem przy nim słowa wydusić. Przez jakiś czas zacinałem się przy rozmowie. Zwłaszcza z nim. Ten feler czasem mnie jeszcze prześladuje.

Do próby pozbycia się mnie z działu wrócił na początku osiemdziesiątego ósmego roku. Miał wtedy okres ciągłych pretensji do sekcji zamówień. Że się nie staramy i tak dalej. Wiesia była coraz bardziej zestresowana. Ja zresztą też. Na koniec, w rozmowie w szafie, w cztery oczy, Zdzisław , że Jan-dyrektor do spraw handlowych, jest z nas niezadowolony. Byłem zdziwiony i powiedziałem, ze dyrektor nic mi nie mówił kiedy byłem u niego kilka minut wcześniej z jakimś pismem do podpisu. Jednak Zdzisław jasno dał mi do zrozumienia, żebym sobie szukał innej pracy. Poprosiłem o miesiąc czasu. Zgodził się z wyrażnym zadowoleniem.

Zaraz potem dowiedziałem się, że potrzebują człowieka na rewidenta magazynowego. Kupiłem to. Napisałem podanie o przeniesienie. Uzasadniłem faktem, że nie odpowiadają mi metody pracy preferowane w dziale. Moje podanie Zdzisław trzymał w biurku chyba ze trzy tygodnie. W tym czasie odezwał się Zenek. Był magazynierem w pobliskiej stacji obsługi. Tym, który miał mnie zastąpić na czas"rezerwy". Znałem go wcześniej. Przywiozłem do niego sporo części. Teraz przepraszał mnie, że przyjdzie na moje miejsce. Powiedziałem mu, że i tak odchodzę z działu i że nie jest dla mnie ważne kto wskoczy na moje miejsce. To zresztą była prawda.

26 kwietnia sobota

Nadal jestem w pracy. Do rana.

Chyba w maju osiemdziesiątego ósmego roku przeszedłem do pracy w zespole magazynów. Olbrzymi czerwony budynek położony w dolince obok biurowca. W zespole był magazyn wysoki- kilka pięter regałow z windami, niski- do składowania dużych podzespołów, przyjęć, wydań oraz malutka klatka, w której pracowali rewidenci.

Na koniec jeszcze kilka zdań o kierowniku Zdzisławie.  (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale