2 obserwujących
230 notek
17k odsłon
55 odsłon

B.94 Zapiski wartownika - 30 kwietnia cd

Wykop Skomentuj

Powiem szczerze, że namęczyłem się trochę z tym welonem.Musiałem wypiąć Teresie z włosów ponad trzydzieści !!! wsuwek.. Po piętnastu, po każdej kolejnej próbowałem zdjąć welon. I następna próba... Możliwe, że kilka włosów z głowy mojej żony wyrwałem.... A świadkowie lali mnie po łapach. Zwłaszcza świadek. Ale wreszcie się udało! I welon poszybował nad głowami. Złapała go Renia, młodziutka córka Andrzeja z góry. 

Z dań miałem wielką ochotę na "kopy". Jakiś taki krem z owocami, w formie jakby babki piaskowej. Wreszcie przynieśli! Niestety, w tym czasie imprezę opuszczał wujek Henio z ciotką Teresą. Tereska pobiegła ich pożegnać. Ja oczywiście też. Pożegnanie trochę się przedłużyło. Po powrocie do stołu "kop" już nie było!

W czasie wesela piłem tak mało,że niemal nie piłem wcale. Więc nad ranem mogłem rozwieść parę osób do domów. I wyprowadzić Jarków na drogę do Katowic. Ale była mgła! Dosłownie nic nie było widać! Do tego utknęliśmy na przejeżdzie kolejowym obok huty Silesia.

Do naszego pokoiku dotarliśmy z Tereską na ostatnich nogach.Wniosłem ją przez próg. Potem było jednak bardzo fajnie.

03 maja sobota

Następnego dnia, w niedzielę, były wybory.Pierwsze wybory prezydenta Polski. Raczej pierwsza tura.Faworyt Wałęsa, jego rywal Mazowiecki. Czarny koń Tymiński. Parę osób, między innymi Rodzice, zostali po weselu na drugi dzień i razem poszliśmy głosować. Większość oczywiście na Wałęsę!. No cóż, gdybyśmy wtedy wiedzieli to co teraz wiemy...

Po południu małe poprawiny. Potem Rodzice zabrali Darków i Chrzestnego i pojechali do domu. Z wolna trzeba było wracać do szarego życia.

Odczekałem chyba dwa, może trzy dni i pojechałem do Kielc. Chciałem pożyczyć samochód od Mecenasa. Pojechałem oczywiście pociągiem. Wieczorem byłem na miejscu. Rano rozpoczynał mi sie urlop Miodowy. Nie piszę miesiąc, bo miał trwać tydzień. Ale nie od razu było miło.

Pogada tego dnia nie była przyjemna. Zimno, około zera, pełne zachmurzenie, mgiełka i chwilami deszcz ze śniegiem. Było po południu, gdy jechałem drogą Jędrzejów - Nagłowice. Droga płaska, prosta, na przełaj przez pola. Wyprzedziłem wolno jadącego malucha i zbierałem się do wyprzedzenia furmanki. W ostatniej chwili zobaczyłem jadący z przeciwka traktor. Bez świateł!. Chowam się za furą, oczywiście hamując. W lusterku widzę, że dogania mnie wolno jadący maluch. Czekam na przejazd traktora. Nagle uderzenie od tyłu! W fotelu coś mi pękło. To maluch, mimo że wolno jechał, wjechał mi w tylny zderzak....

Maluch miał zdemolowany cały przód. Kierowca, starszy facet, nie wiedział co się stało. Pasażerka wrzeszczy,że zabiłbym jej dziecko, które wiozła na kolanach. Wiozła je właśnie ze szpitala do domu... Co robić?

Biorę kobietę i dziecko do samochodu i jedziemy po pomoc. W Nagłowicach skręcamy w boczną drogę . Zaraz potem pole i las. Na jego skraju wjeżdzamy na jakieś podwórko. Tam kręci się kilku młodych ludzi. Babka znowu coś pieprzy o mojej winie. Jeden z młodych wsiada na traktor i z innymi jadą na pomoc. Ja też wracam.

Młodzi traktorem naciągają przód malucha. Hamulców nie ma . Już poprzedniego dnia podobno były popsute! Biorę starszego pana i jedziemy na policję. Sierżant z bardzo czerwonym nosem i chwiejnym chodzie. Stwierdził, że jedyne co może zrobić to... wlepić nam po mandacie za nieostrożną jazdę.

Rezygnujemy ze współpracy z panem policjantem. A gdzie PZU? W Jędrzejowie. Wracamy. Tuż przed końcem pracy wpadamy do inspektorów." O pan Zdzisław ! Co tym razem się stało?" To oczywiście do mojego towarzysza. Okazało się, że był już siódmy raz klientem PZU w tym roku. (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura