2 obserwujących
84 notki
6753 odsłony
109 odsłon

Koniec edukacji

Wykop Skomentuj

Wiedział, że jest dobrze. Był w formie. Wszedł do pomieszczenia. Pod tablicami stały dwa stoliki dla komisji. Podszedł do pierwszego. Zdawało się tam fizykę. Zapisał się i wylosował kartkę z zadaniami. Poszedł do stolików przy których zdający przygotowywali się do zdawania. W drodze przeczytał zadania. Były trzy. Pierwsze łatwe... Drugie trywialne... Trzecie wczoraj to powtarzał... Luzik.

Siadł przy stoliku. Wyjął długopis, wziął kartkę. Pierwsze zadanie... Jak to było... Dobra, zostaw na koniec... Drugie... pustka... Trzecie... przecież wczoraj czytałem... Prawy górny róg strony... Szyba coraz bardziej przyciemniona... Nie zapisał w zasadzie nic. Odczekał jeszcze chwilę... Poszedł bo musiał. Dał kompletną plamę... Na koniec zadali mu pytanie ratujące. Jakieś debilnie proste. Też nie wiedział. Potem " Dziękujemy panu. Na matematykę już nie musi pan iść..." Wyszedł załamany. Siadł na ławce koło brata. Łzy w oczach... Nagle sobie przypomniał... Wszystko... Przecież te ostatnie... To jakby nie wiedzieć jakie są działania w matematyce. Szok. Skleroza. I wstyd. Jak ja się pokażę?

Nabrał wody w usta. Nie udzielił żadnych informacji oprócz tego oczywiście, że nie zdał. Dopiero po kilku dniach powiedział Matce. I trochę Jarkowi. I w zasadzie na tym skończył karierę akademicką. Jeszcze dwa razy próbował w następnych latach zdawać ale to już nie było to. Zdawał tylko dla zasady. Oszukiwał sam siebie. Może liczył na cud ? Na jakiś nagły przebłysk lub "dobre" pytania ? W każdym razie studentem nie dane mu było zostać.

Tego lata w kraju też było gorąco. Zaczęło się od kilku przyspawanych do szyn wagonów. Bodaj gdzieś na Lubelszczyżnie (tak potraktowano pociąg z towarem na wschód). Potem stoczniowcy, górnicy i poszło na cały kraj. Nieplanowane przerwy w pracy jak nazywano strajki. Potem jeden gościu przeskoczył przez płot. Powstał związek zawodowy i wszystko zaczęło się zmieniać...

Teść Jarka załatwił Zbyszkowi jeszcze jedną rzecz. Pomaturalne studium telekomunikacji. Też w grodzie po Wawelem. Chłopak mieszkał u wujka Bogusia,brata Ireny.Po południu chodził do szkoły. Ale już po miesiącu wiedział, ze to nie jest jego bajka. Elektrotechnika to dla niego czarna magia. Toteż po semestrze wrócił do domu. Oficjalnie przygotowywać się do kolejnych egzaminów. W zasadzie udawał, że się uczy. Ale wystartował. Poniósł totalna klęskę. Ale bumelować nie przestał. Za rok przecież znowu będą egzaminy. I były. Ale już w zupełnie innych okolicznościach.

Jeszcze w Krakowie obchodził po cichu dwudzieste pierwsze urodziny. Dostał swego rodzaju prezent. Po strajkach w kraju robiło się coraz gorzej. Nowe związki pragnęły obalić komunę. Komuniści oczywiście się bronili. Wojna domowa wisiała na włosku. W dniu jego urodzin premierem został i mowę wygłosił generał w czarnych okularach. Miał wtedy całą władzę w kraju. Był premierem, szefem partii, ministrem obrony. A w grudniu ogłosił stan wojenny.

To, ze będzie się działo coś niezwykłego Jarek przewidział już w listopadzie. Słuchał Wolnej Europy. No i miał przygotowanie. Po służbie wojskowej wiedział pewnie coś, czego cywil nawet się nie domyślał. No i miał rację.

Trzynastego grudnia Zbyszek był umówiony z Adamem na mecz. Mieli iść na kosza. Ale nie poszli. Mieli się zdzwonić, ale telefony nie działały. W radio nie było nic, oprócz muzyki poważnej. Telewizja też nic nie nadawała... Tylko co godzinę puszczano przemówienie generała w czarnych okularach. Stan wojenny! Jarek twierdził, że komuna broniła się przed utratą władzy. Generał straszył "pomocą" brata ze wschodu. Coś jeszcze mówił o zagrożeniu wojną domową. A w ogóle to wybrał mniejsze zło.


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura