29 obserwujących
40 notek
192k odsłony
355 odsłon

Nowy Jedwabny Szlak

Wykop Skomentuj3

Oto mamy nowy problem, epidemię koronawirusa o fachowej nazwie COVID-19. Czy to jest epidemia, czy już pandemia? Różnie gadają. Zgodnie z definicją pandemia to epidemia choroby zakaźnej występująca jednocześnie na dużym obszarze, na kilku kontynentach. Epidemia zaś to występowania choroby zlokalizowanej do określonego obszaru i czasu. Warto kłócić się o słowa, czy o przyrostki: epi-, czy pan? Choroby wywołane przez koronawirusa COVID-19 zarejestrowano w Azji, głownie w Chinach, ale też w Ameryce Północnej i Południowej, w Europie, w Afryce, a nawet w Australii, ale łącznie to tylko mniej niż 0.5 % zarażonych. Ponad 99.5 % przypada na Chiny; na szczęście dla nas nadal to chińska epidemia. Oto czynniki sprzyjające rozwojowi pandemii (za Wikipedią): 1) niska śmiertelność, 2) wysoka zaraźliwość, 3) długi okres utajenia, czyli okres bezobjawowy i 4) brak naturalnej odporności – bakteria, czy wirus nie występujący nigdy przedtem, lub bardzo dawno temu. Łatwo stwierdzić, że koronowairus COVID-19 idealnie spełnia te warunki, gdyż: 1) śmiertelność rzędu 2, 3 %, mniej więcej jak u grypy, 2) wysoka zaraźliwość, podobnie jak u grypy, 3) długi okres utajnienia około 14 dni, i wreszcie: 4) to całkiem nowy wirus. Najbardziej niepokojące jest to, że wirus COVID-19 to całkiem nowy przybysz, nie jest to wirus grypy, do którego nasze organizmy zdążyły się przyzwyczaić w przeciągu długich setek, czy tysięcy lat kohabitacji ludzi i wirusów grypy z jego licznymi mutacjami.

    Pisząc o koronawirusie COVID-19 podaje się, że śmiertelność jest rzędu 2 %. Problem w tym, że to tylko szacunek oparty na zapewne zafałszowanych danych. pochodzących od rządu Chińskiej Republiki Ludowej. A tak naprawdę dane te pochodzą od władz Komunistycznej Partii Chin, która to partia, a dokładnie kilku notabli z samej wierchuszki od 70 lat żelazną ręka rządzi Chinami. Rządząca ekipa się zmienia, żelazny uścisk nie. Ciekawa zbieżność dat: 1 października 1949 roku Mao Tsetung – pierwszy cesarz z czerwonej dynastii – proklamuje powstanie Chińskiej Republiki Ludowej, a w 70 lat później, gdzieś w grudniu, a może listopadzie 2019 wybuchła epidemia koronawirusa w prowincji Hubei, w środkowej prowincji czerwonego Państwa Środka. Oto prezent na 70-tą rocznicę światłych rządów partii żółtych i skośnookich robotników i chłopów. Czyż to nie interesująca czasowo i geograficznie koincydencja? Ale podobno przypadki się nie zdarzają, przynajmniej na taką skale.

    Ile ludzi umarło na te zarazę? Oficjalne dane z 16 lutego 2020, rano: zmarłych 1669, z czego 1579 z prowincji Hubei. Tylko czterech zmarło poza Chinami, są to chińscy turyści, którzy zmarli na wycieczce, poza granicami Chin. Ponad 69 tys. zarażonych. Na jedną chińską prowincję Hubei, centrum epidemii, przypada 95,6 % zgonów, czyli 19 na 20! Ile naprawdę ludzi umarło? Tego, myślę, nie wie nikt. Nawet władze chińskie, które kłamią, i fałszują statystyki ilości zarażonych i umarłych, co jest pewne. Na początku lutego na stronie internetowej jednej z chińskich firm zajmującej się biznesem sanitarnym, w tym również krematoriami, pokazały się dane: 24.5 tys. zmarłych i 90 tys. zrażonych. Po kilku minutach dane zmieniono na oficjalne, wówczas podawano liczbę 300 zmarłych. Była to niewątpliwie pomyłka, lecz jakiej natury? Czy ktoś wpisał błędne dane? Czy tez przez pomyłkę ktoś ujawnił dane prawdziwe? Jeśli ktoś ujawnił prawdziwe dane, oznacza to, że ilość zmarłych była 80 razy wyższa niż podawana oficjalnie. Potwierdzają to inne fakty. Jak wypowiedz anonimowej lekarki z Wuhan stolicy prowincji Hubei, która w tym samym czasie szacowała ilość zarażanych na około 90 tys. Podobnie skok ilości zmarłych w oficjalnych statystykach sprzed dwóch dni, może wynikać z „urealnienia” statystyki. Władze chińskie uznały, że zmarłych jest taki wielu, że nie utrzyma się kłamstwo, iż dzienne na zarazę umiera jakieś stu ludzi.

    Skoro władze chińskie kłamią, gdzie szukać prawdy o epidemii? Jest to trudne, ale możliwe. Jeśli ktoś myśli o Hong Kongu, byłej brytyjskiej kolonii, z tradycjami wolnych mediów, to od razu podam, że media w Hong Kongu zostały zwalcowane przez chińskie władze i są równie „wolne” i „niezależne” jak media w Pekinie, czy Szanghaju. Ale istnieją miliony chińskich emigrantów, np. w usa; ludzi, którzy znają język i chińska mentalność, którzy odwiedzają Chiny, którzy maja tam krewnych, przyjaciół. No i istnieją przecież media społecznościowe. Tam znajdziemy filmiki, nagrania, zdjęcia. Dziwne jest nie to, że takie nagrania się pojawiają, ale że jest ich tak mało. Przecież setki miliony Chińczyków posiadają smartfony z możliwością nagrywania filmów. Ale chińska bezpieka, milicja i tajne służby działają bardzo sprawnie. Przeszukują Internet, identyfikują i aresztują winnych. Pewien człowiek zrobił z ukrycia smartfonem film ze szpitala dla zrażonych w Wuhan. Został aresztowany, teraz pewnie spędzi lata w obozie pracy. Ale są i można znaleźć nagrania, filmy, zdjęcia, prawdziwe, pokazujące, co się dzieje w epicentrum epidemii w mieście Wuhan, stolicy prowincji Hubei. Pierwsze zdjęcia: ulice miasta. Ulice chińskich miast są zawsze pełne pojazdów, skuterów, czy rowerów; na chodnikach przetaczające się fale ludzi. Zda się, szpilki nie wciśniesz. Dziś ulice miast są puste, jak wymiótł. Nieliczni przechodnie, wszyscy w maskach na twarzy. Więcej milicjantów niż przechodniów. Władze zamknęły szkoły i przedsiębiorstwa, nie działa komunikacja zbiorowa, ludzie siedzą w domach, do czego usilnie „zachęcają” władze, wychodząc tylko po niezbędne artykuły spożywcze. Inna scena: młoda dziewczyna idzie ulicą, dwaj, czy trzej milicjanci rzucają się na nią, rzucają na chodnik, wykręcają ręce, zakładają kajdanki. Wina dziewczyny polega na tym, że nie złożyła obowiązkowej maski na twarz. Albo zdjęcia robione z ukrycia, z okna. Osiedle mieszkaniowe; w alejce stoi zwykła furgonetka bez oznaczeń. Z bramy bloku liczącego z kilkanaście pięter, dwóch mężczyzn w szczelnych, białych kombinezonach wynosi zwłoki w żółtym worku. Otwierają tylne drzwi furgonetki i kładą tam zwłoki. W samochodzie jest ze sześć, może osiem żółtych worków. Obraz jest niewyraźny. W Chinach żółte, plastikowe worki przeznaczone są dla ofiar chorób zakaźnych. Nuda i rutyna. Zwykły dzień z czasie zarazy. Albo nagranie rozmowy z urzędniczką z jednego z krematoriów w Wuhan, która złym, wrzaskliwym głosem pyta, czego od niej chcą. Mają cztery, pięć razy więcej pracy niż normalnie a oni jej zawracają głowę! Jak ja pamiętam te głosy, ten ton panów i władców na urzędniczych stolcach z czasów komuny. Inna scena: noc, patrol milicji, wszyscy w maskach, idą pustą ulicą. Z boku, przy bramie błyska białe, iskrzące światło. Jest ciemnio, lecz widać, że robotnik zaspawuje drzwi wejściowe do wielkiej kamienicy, czy bloku. W oknach na parterze mocne kraty, drzwi zaspawane, nikt nie wyjdzie, ani nie wejdzie. Tak w Wuhan wygląda kwarantanna. Największe wrażenie zrobiło na mnie jedno zdjęcie. Stos smartfonów na podłodze. Na oko kilka setek smartfonów, może więcej niż tysiąc. Spory stos. Duże ekrany, nowoczesny wygląd, smartfony są nowe, cenne, zwłaszcza w Chinach, w tym morzu biednych ludzi. Sterta smartfonów na podłodze w biurze krematorium. To telefony zmarłych i spalonych ludzi, ofiar epidemii. Już niepotrzebne. Nikt ich nie chce. Są skażone. Nikt ich nie weźmie do ręki. Trafią na przemiał, jak ich właściciele, których spopielone i zmielone kości rozsypią po polach, czy wrzucą do rzeki.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale