29 obserwujących
40 notek
192k odsłony
695 odsłon

O tych, co umierali w deszczu

Wykop Skomentuj4

Dawno temu, bardzo dawno temu, 6 sierpnia 216 p. n. e armia punicka, czyli kartagińska, pod dowództwem Hannibala licząca około 50 tyś. żołnierzy stoczyła bitwę się z prawie dwukrotnie większą armią rzymską dowodzoną przez dwóch wodzów rzymskich, których nazwiska z litości i lenistwa przemilczę. Spotkanie obu armii nastąpiło pod miejscowością Kanny w Apulii (Canea), zaś bitwa pod Kannami to chyba najsławniejsza z bitew w dziejach powszechnych. W sierpniu 216 roku Hannibal miał wielki problem. Armia punicka pod wodza Hannibala przemaszerowała tysiące kilometrów w epickim marszu od Hiszpani przez współczesną południową Francję by wtargnąć do Italii pokonując dwa potężne i całkowicie wówczas dzikie pasma górskie: Pireneje i Alpy. Jak Hannibal i jego żołnierze zdołali zimą przeprawić się przez Alpy, i to ze słoniami! nad tym historycy głowią się pod dziś dzień. Cóż… chcieć, to móc. Rzym wysłał przeciwko Kartagińczykom silną armię. Hannibal zniszczył ją w bitwie pod Trebią. Drugą armię rzymska Hannibal pokonał w bitwie nad jeziorem Trazymeńskim, złapał rzymskie legiony w cudownie prostą pułapkę. Po czym Rzym, po mniej więcej roku lizania ran i zbierania sił wysyła przeciwko Kartagińczykom trzecią, najpotężniejszą ze wszystkich armii, zrywając z mądrą taktyką unikania walki z Hannibalem! Dla wodza kartagińskiego, to było jak z sennego koszmaru. Jeden upiór, za nim drugi, i trzeci… I tak, bez końca.

    Przed Hannibalem w sierpniu 2016 roku stanęło pozornie niewykonalne zadanie. Jak pokonać prawie dwukrotnie silniejszego przeciwnika? Trudne, prawda…? Ale to nic. Hannibalowi nie wystarczyło pokonanie armii rzymskiej, odepchnięcie przeciwnika i utrzymanie pola bitwy, uznawane przecież za wielkie zwycięstwo. Ulubiona „zabawa” generałów wszelkich armii i epok. Dwie armie spotykają się. Bitwa. Jedna armia „wygrywa” i wystawia sobie pomnik zwycięstwa, druga się cofa, czyli „przegrywa”. Po czym zamieszanie, przegrupowanie, marsze i kontrmarsze, zwykłe wojenne ceregiele, i mamy dogrywkę i znów są „zwycięzcy” i „pokonani”. Czasem obie strony stawiają sobie pomnik zwycięstw jednocześnie, i kłócą się, kto wygrał, bowiem w tym długim, wielorundowym meczu są często rundy nierozstrzygnięte, remisowe. Wojna toczy się na wyczerpanie, wygrywa ten, co zachowa więcej sił, więcej rekrutów i więcej złota. Armia Hannibala znajdowała się w południowej Italii, w obcym, rzymskim kraju. Armia rzymska była u siebie, miała wszystko pod bokiem. Linie zaopatrzenia wojsk punickich… nie istniały. Kartagińczycy żywili się tym, co złupili w Italii. Hannibal nie mógł sobie pozwolić na pokonanie armii rzymskiej. Na zwycięstwo, po którym wróg się przegrupuje i znów staje do walki.

    Hannibal musiał nie tylko pokonać, ale zniszczyć armię rzymską! Zadanie niewykonalne!? Hannibal (247 – 183 p.n.e) wymyślił prosty i błyskotliwy plan. Chcieć to naprawdę móc. Czasami. Dla niektórych. Centrum jego armii ustępowało cofając się pod naporem Rzymian i wciągając ich w zasadzkę, ale oba skrzydła postępowały, oskrzydlając rzymskie legiony i w końcu zamykając pierścień okrążenia. Bitwa zamieniła się w rzeź Rzymian. Z około 90 tys. rzymskich legionistów zginęło 60 tys., (dwie trzecie!) dalsze 10 tys. dostało się do niewoli. Ocalało zatem jakieś 20 % Rzymian, co piąty z tych, co stanęli do bitwy rankiem 16 sierpnia 2016 roku p. n. e.

   Od tego czasu, bitwa pod Kannami – dwustronne okrążenie – stało się świętym Graalem generałów, marszałków polnych i innych… strategów zawodowych, czy amatorów. Tudzież sztabów generalnych państw mniejszych, większych, mocarstw i supermocarstw.

   Tutaj wykonamy przeskok w czasie o ponad 1600 lat i w przestrzeni: z Canae w południowej Italii do pól wokoło wsi Grunwald, Stębark i Łodwigowo należących do potężnego Zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Na tych polach toczy się zacięta bitwa pomiędzy wojskami polsko – litewskimi pod dowództwem króla Władysława II Jagiełły a armią krzyżacką po wodzą wielkiego mistrza zakonu – Ulryka von Jungingen. Jest 15 lipca 1410 roku. Minęło już dobra godzina bitwy. Polskie chorągwie tworzące lewe skrzydło armii króla Władysława II Jagiełły toczą zajadły bój z chorągwiami zakonu, lecz zwolna zyskują przewagę i zaczynają wolny, okupiony ciężkimi stratami, ruch naprzód spychając wroga. Na prawym skrzydle lekkozbrojni wojownicy litewscy, ruscy, oraz Tatarzy, toczą rozpaczliwą, lecz nierówną walkę z ciężkozbrojnymi krzyżackimi chorągwiami. Mimo iż główne siły zakonu, walczą z Polakami, prawe skrzydło krzyżaków zyskuje przewagę i spycha wojska litewskie. W odwodzie wielki mistrz Ulryka von Jungingen trzyma 16 chorągwi ciężkozbrojnego rycerstwa, stalową pięść z rycerzy i koni, gotową do zadania decydującego ciosu. Na razie wysyła posiłki by przełamać Litwinów. Na widok nadciagających posiłków krzyżackich, Litwini zaczynają odwrót, który rychło zamienia się w ucieczkę. Paniczną z pozoru. Niektórzy z uciekinierów dotrą aż do Wilna niosąc paniczne wieści o strasznej klęsce.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura