30 obserwujących
31 notek
199k odsłon
  199   0

Cudze problemy

Czas mija, ale jego przepływ nie jest jednaki. Jak płynąca rzeka. Raz rzeka rozlewa szeroko i płynie wolno, tak leniwie i ospale, że zdaje się jakby stała nieruchomo, to znów rzeka przyspiesza i płynie z wartką siłą, zawirowana, spieniona, wzburzona i gniewna. Podobnie jest z pisaniem. Bywa i tak że nic nie przychodzi do głowy i biedny autor wpatruje się w pustą kartkę w beznadziejnym wysiłku spłodzenia jakiegokolwiek pomysłu i napisania bodaj jednego zdania. A tu nic, ziemia jałowa, a biała kartka zmienia się w białą flagę. Bywa i odwrotnie: tematów jest aż zanadto i nie widomo, od którego zacząć. Dziś jest właśnie taka sytuacja. Luksus obfitości, to jest mnóstwo tematów. I w kraju, bo to protesty, a to aborcja, czy to strajk kobiet, albo pandemia, w Europie unia, czytaj Niemcy biorą nas na smycz. Dalej także wiele się dzieje. Co wybrać?

  Zacznę więc od tematu, który jest mi najprzyjemniejszy i daje najwięcej frajdy. Od szydzenia z usa, byłego supermocarstwa. To jest, usa nadal jest supermocarstwem. Usa ma z pięć tysięcy głowic jądrowych i z pół miliona żołnierzy, tłustych i leniwych ale jednak żołnierzy. Nie byle jaka siła, zwłaszcza te głowice. Rosja też ma z pięć tysiącu głowic. Ale te ruskie głowice podobno są zardzewiałe. Zaś amerykańskie głowice są ładniutkie i elegancko pomalowane farbą do metalu. Co prawda to, czy bomba, która spopieli i ciebie i twoje miasto jest zardzewiała, czy też ładnie pomalowana, ma znaczenie tylko dla wyjątkowych estetów. Ale jednak takie szczegóły też… się liczą. Nie przez przypadek ameryka to „imperium dobra”, przez zaprzeczanie imperium zła, czyli Związku Sowieckiego. Amerykanie uwielbiają porządek. Domek z ogródkiem jak z żurnala, trawnik równiutko przystrzyżony, żadne źdźbło trawy nie śmie się wychylić z szeregu; samochód, (lub samochody) muszą lśnić czystością i błyszczeć nieskalanym lakierem, jak za przeproszeniem psu jajca. A w domku, co ma ze czterysta metrów kwadratowych, on – Amerykanin, czyli uesmen, wysoki, przystojny, silny i pewny siebie jak ameryka, i ona jego żona – uesmenka z falą loków na głowie, talią osy, w uśmiechu szerokim prezentująca pełny garnitur uzębienia, jak na reklamie landrynek. Jest jeszcze ich trójka, czwórka, czy piątka dzieci, idealnych dzieci. Nie dziwota. Idealne dzieci idealnych rodziców, razem zwyczajni, czyli idealni Amerykanie z najwspanialszego kraju na świecie. Najwspanialsi ludzie, najlepsi żołnierze, najwspanialszy przemysł, technika i nauka, kultura, no i najwspanialsza demokracja. Wzór dla całego świata. Wszystko NAJ! God bless America, czyli Bóg błogosławi, Bóg kocha amerykę. Czyż nie?

   Tak było w filmach z lat pięćdziesiątych, czy sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Ideał z fabryki marzeń, z Hollywood. Przemysł filmowy, to jest przemysł propagandy, to też wynalazek amerykański. A dziś co? Eh, życie, życie… Proszę. We wtorek odbyły się wybory na prezydenta najwspanialszego kraju na świecie (w skrócie: NajWspKrnaŚw). W środę rano, całą noc liczono głosy i policzono, bo najlepsza technika jest w NajWspKrnaŚw, obecny prezydent Donald Trump ogłasza, że wygrał wybory. Ma rację. Wstępne wyniki jasno wykazywały, że obecny prezydent będzie miał drugą kadencję. Atoli jest tu pewien haczyk, raczej spory hak. Oprócz wyborów tradycyjnych, wyborcy oddają głosy w lokalach wyborczych, dopuszczono również wybory korespondencyjne. Przecież mamy pandemię, a są i inne powody. Głosy w lokalach policzono do rana, głody korespondencyjne liczą w usa do dziś. Dziś, w cztery dni później, gdy nie policzono jeszcze wszystkich głosów listownych już okazało się, że obecny prezydent Trump przegrał wybory ze swoim rywalem, Joe Bidenem. Proszę. Budzisz się rankiem i dowiadujesz się, że wygrałeś wybory. Budzisz się następnego ranka i okazuje się, że przegrałeś wybory, bo poczta tak zadecydowała. Poczta to potęga. Takie cuda tylko w usa, w NajWspKrnaŚw!? Eee, chyba nie. Takie cuda to nic nowego. Zdarzały się i w wyborach w Panamie, Kostaryce, innych bananowych republikach, czy w czarnej Afryce. A u nas w „wyborach” z 1947, i późniejszych za komuny, nie było podobnych, albo i większych cudów? Cud przy urnie to norma. Uczciwe wybory to wyjątek. Jeszcze kilka takich wyborów, jak te w usa, a człowiek dojdzie do wniosku, że określenie „uczciwe wybory” to oksymoron. Nie darmo uncle Joe, to jest Józef Stalin mawiał, że nie ważne jak kto głosuje, ważne, kto liczy głosy. Józef Stalin znał się na rzeczy; nigdy nie przegrał żadnych wyborów, a organizował ich wiele.

   Swoja drogą dziwaczne są te amerykańskie imiona i nazwiska! Jedno, góra dwu sylabowe. Imiona brzmiące jak splunięcie, a nazwiska nie lepsze. Jak Dżoouuu (Joe) Baj – den (Biden). Albo Dooo – nald Traaamp. Trump się pisze, prawie jak trup. Na dziś Trump to trup, polityczny trup po przegranych wyborach, więc podobne brzmienie i znaczenie tych dwóch słów. Obecny prezydent: imię dwie sylaby, nazwisko jedna sylaba, jego kontrkandydat: imię jedna sylaba, nazwisko dwusylabowe. Podobieństwa w różnorodności? Czy różnorodność w podobieństwach? Mniejsza o to. Jeszcze ktoś się obrazi. U nas wielu takich, co nie znoszą kpin z ameryki, amerykanskiego języka i amerykanskiej kultury. Taka u nas jest… murzyńskość, by zacytować byłego prominentnego polityka. Obecnie na polityczne emeryturze, ale może i dla niego kiedyś zaświeci słońce. Pomińmy ten grząski temat.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka