25 obserwujących
39 notek
173k odsłony
150 odsłon

Debata wyborcza

Wykop Skomentuj

Byłem kimś ważnym! Byłem ważnym gościem na naradzie, na konferencji wyborczej. Spotkałem najznamienitszych ludzi w kraju, którzy rękę mi podawali. Witali się, uprzejmie rozmawiali. I to ja – Wacek – blogier postępowy takim był! Być kimś, z kim się liczą, którego zauważają; nie cieniem na ścianie, nie przeszkodą na korytarzu, ale osobą, choćby na jeden wieczór, na kilka godzin, ba, nawet na pół godziny, ale być kimś więcej niż podłym tubylcem, wioskowym głupkiem, marnym Polaczkiem! I byłem. Mnie ten zaszczyt spotkał, mnie, Wacka – blogiera skromnego, acz postępowego. A było to tak.

    Zawdzięczam to memu guru, ojcu duchowemu Wielce Szanownemu Mordechajowi Mordechajowiczowi Burumsteinowi, vice-naczelnemu prześwietnej gazety popularnej. On to, ten wielki mąż, Wielce Szanowny Mordechaj Mordechajowicz Burumstein wezwawszy mnie do siebie, do swego gabinetu w riedakcjiu gaziety, po wysłuchaniu gorących wyrazów wdzięczności, po podejmowaniu pod nogi i wielokrotnemu całowaniu w rękę, wreszcie zadowolony przerywa mi podziękowania i wytarłszy dłoń o spodnie rzecze nader łaskawie:

    - Nu chwatit’! Pajdziosz za mienia na spotkanie postępowoj partii, kotoryje sobierajetsia dziś wieczeram. Eto oczeń ważnoje spotkanie. Samaja wierchina, samoja wnutrienna paria postepowoj koalicji i zaufannyje żurnalisty naszych mediów sobirajetsia sztoby pogowarit o minionych wybarach. Nu, nasi znowu w dupu dostali. I potomu sobirajetsia sztoby ocenit’, szto poszło płacho, szto nada zmienit’, bo wkratce nowyje, jeszcze ważniejszyje wybory. Jesi eti nacjonalisty i wsteczniki znowu wygrajut, i budut rzadzit jeszcze piat’ następnych let, eto budzie najgosze nieszczastie. Dla gaziety, bo ona nie przeżyjot następnych piat o chlebie i wodzie, dla ober-naczelnego i dla wsiech ludzi, kotoryje miłujut postęp i swabodu. Szto było, eto było. Nada spotkat’ i wydumat nowuju strategiu, kotyryja da nam zwycięstwo w następnych wybarach. Najważnieszaja eta nowaja stategia.

    Tu wielce szanowny Mordechaj Mordechajowcz skrzywił się, zajęczał żałośnie, chwycił się za brzuch i pobiegł w te pędy tam… gdzie król piechotą chadza. Warto dodać, że Mordechaj Mordechajowicz jako druga osoba w redakcju gaziety obok gabinetu miał własną łazienkę wyłożoną karraryjskim marmurem, zdobioną złotem i czeskim szkłem. Nie musiał biec daleko, na szczęcie, bo za daleko by nie pobiegł biedaczek. Długo to trwało, ale wreszcie do gabinetu wkroczył szanowny Mordechaj Mordechajowicz Burumstein niby ten sam, ale jakby mniejszy, zgarbiony i poszarzały.

    - Eh, staryj człowiek a głupij kak durnyj gejowskij rebionok – machnął ręka Mordechaj Mordechajowicz na moje pytające spojrzenie – Postanawił ja przejść na czysto żydowskije, koszernyje żartie. I zamówił ja dania w najlepszoj koszernoj restauraciu w Jerozolimie. Wczera mnie je przywieźli samolotom prosto z Izraela. Pięknie opakowane i poświęcone przez samowo naczalnowo rabina iż wieży Dawida. No mniejsza ob etom. … Ja zabalieł i nie mogu idi, potomu ty musisz idti za mienia na eti spotkanie. Ja choryj, ale pomogu, kak mogu. Mam prezent: eti koszrnoje żartie z samoj Jerozolimy. Ja choryj, nie magu jeść, no zaniesiesz je na spotkanie. Na szczastliwe obrady. Na zdarowie. Wiadomo, jak czełowiek ma w brzuchu pusto to i nieczewo nie wydumajet. Dam eto jedzenie, dam tiebie bumagu, dam egitymaciu. Ty budziesz żurnalistom gaziety.

    Zdziwiło mnie to, bowiem nie byłem pewien, czy owoce morza, czy krewetki lub jakieś omułki są koszerne, ale wolałem się nie odzywać. Dla Mordechaja Mordechajowicza koszerna było to, co mu odpowiadało: wieprzowina, i boczek, i szynka były dla niego koszernym żarciem to i owoce morza mogły być koszerne. Inna rzecz była bardziej zdumiewająca. Mordechaj Mordechajowicz Burumstein należał do tych, którzy nigdy, nic i nikomu darmo nie dali. Był dumny z tego. Ja nie durak, sztoby darmo dawat’– mawiał Skąd ten dar? Ta życzliwość? Skąd ta niespodziewana wspaniałomyślność? Gdybym się zastanowił, wiedziałbym, że to w najwyższym stopniu podejrzane. Timeo Danaos et dona ferentes (strzeżcie się Danajów nawet gdy przynoszą dary) – zabrzmiało mi w głowie wspomnienie starej maksymy rzymskiego poety Wergiliusza. Lepiej bym zrobił, gdybym usłuchał głosu przeczucia. Nie czas płakać nad rozlanym mlekiem.

   Mordechaj Mordechajowicz Burumstein wręczył mi pięknie opakowany prezent: dania z najlepszej, koszernej restauracji w Jerozolimie, kazał iść i pozdrowić zgromadzonych. Gdy powąchałem, przez papier poczułem dziwny, niemiły zapach. Ale może te owoce morza tak pachną? - pomyślałem.

   To, co się stało tego wieczoru jest trudne do opisania. Trudne i żenujące, wysoce niestosowne, będące istną obrazą dla rozumu, zwykłej ludzkiej przyzwoitości, oraz dla oczu, uszu, i nosa, zwłaszcza dla zmysłu powonienia ciężka to była próba, jednakże obowiązek kronikarza walki o lepsze jutro zmusza mnie, Wacka – blogiera postępowego – do opisania dokładnie, jak obyło się to spotkanie, ta narada, ta debata wyborcza nic nie dodając, nic nie ujmując. Narada strategiczna o minionych i przyszłych wyborach odbyła się wieczorem w sławnym w całym świecie muzeum Polin, muzeum historii Żydów polskich. Wpuszczano nas, tych lepszych, wybranych gości bocznym wejściem, by nie zwracać uwagi, zresztą było już blisko zamknięcia, bowiem ja stawiłem się na 19-tą a w muzeum byli jedynie ochraniarze – stare dziadki dorabiający do emerytury za groszowe stawki godzinowe. Drzemiący na krzesłach dziadki wystarczają, no bo i co tu można ukraść z tego, za przeproszeniem, muzeum?

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale