25 obserwujących
41 notek
173k odsłony
655 odsłon

Gallipoli

Wykop Skomentuj4

    Lord Grey, minister spraw zagraniczny po prostu wysłał telegram informujący rząd Turcji o rabunku ich okrętów, w którym wyrażał protekcjonalne przekonanie, że Turcja zrozumie, iż Anglia musiała koniecznie przejąć te okręty „dla własnych potrzeb w obliczu kryzysu”. Straty finansowe Turcji są przedmiotem „szczerego żalu” rządu Jego Królewskiej Mości i jak napisano zostaną „w sposób właściwy rozpatrzone”. Lord Grey o rekompensacie nie wspomniał nic, wstrzemięźliwość godna Anglika, czy anglosaskiego polityka, oczywiście gdy Anglia, czy usa rabuje cudze dobro, cudze mienie, cudze bogactwo. W przeciwnym wypadku, gdy to oni są ofiarą rabunku, Anglosasi wrzeszczą w niebogłosy. Taki maja zwyczaj. Zgodnie z telegramem rząd Turcji po pokornym przełknięciu straty swoich okrętów miał prosić, błagać Anglików o łaskawy zwrot swoich pieniędzy. A to kiedy i ile dostanie zależeć będzie tylko i wyłącznie od dobrej woli angielskiego rządu. Swój obelżywy telegram z „wyrazami żalu” lord Grey wysłał 3 sierpnia. Tego samego dnia Turcja podpisała porozumienie i zawarła sojusz wojskowy z Niemcami.

    W obliczu wojny światowej dla rządu Anglii, Turcja była warta mniej niż dwa okręty wojenne! Tak Anglicy wycenili wartość Turcji. Niemniej Pierwszy Lord Admiralicji – Winston Churchill był bardzo zadowolony. Za darmo zyskał dwa nowiutkie pancerniki! I to kosztem tych wstrętnych, głupich Turków, którzy opłacili ich budowę! Świetny interes! Prawdę mówiąc rząd Turcji przełknąłby stratę tych dwóch pancerników, bagatela 30 mln. ówczesnych funtów, czyli Churchill tak bardzo się nie mylił. Turkom wcale się nie spieszyło do wojny ani po stronie państw centralnych (Niemiec), ani po stronie aliantów. Turkom marzyła się neutralność, nie chcieli się wtrącać do tej wojny. Niestety, sytuację Turków skomplikowały dwa niemieckie okręty: pancernik „Goeben” i krążownik „Breslau” pod dowództwem admirała Wilhelma Souchona. Wybuch wojny zaskoczył je na morzu Śródziemnym; uciekając przed brytyjską marynarką wojenną (Royal Navy) niemieckie okręty schronienie znalazły w Stambule. Rząd turecki znalazł się między młotem a kowadłem, jednak wymyślił „sprytne” rozwiązanie problemu, by nie narażać się ani Niemcom, ani Anglii. Na maszty okrętów wciągnięto tureckie flagi, niemieccy oficerowie i marynarze założyli fezy na głowy a zdumionemu światu ogłoszono, że Turcja otrzymała za damo od rządu Niemiec dwa okręty wojenne. Turcy potraktowali to wydarzenie jako cudowne zrządzenie losu. Anglicy ukradli im dwa pancerniki, a teraz „cudem” zyskali dwa nowoczesne okręty podobnej klasy.

   Anglicy rzecz jasna mieli w tej mierze własne zdanie i nie zamierzali w czymkolwiek odpuszczać Turcji. Wydawać by się mogło, że nic lepszego dla państw alianckich, jak neutralność Turcji, nie mogło się zdarzyć. Istnieją tylko dwie drogi, którymi mocarstwa zachodnie: Anglia i Francji mogły się komunikować: przesyłać zaopatrzenie, broń, materiały wojenne z Rosją. Trakt północny przez Murmańsk, przez 6, 8 miesięcy w roku był skuty lodem. Ciężki, trudny i niebezpieczny morski szlak nawet gdy na morzu nie było lodu. Druga droga, wygodna, łatwa i czynna przez cały rok przez morze Śródziemne i morze Czarne wiedzie przez Dardanele i Bosfor i jest oczywiście kontrolowane przez Turcję. Trzecia droga przez Władywostok na Dalekim Wschodzie miała wówczas tylko iluzoryczne znaczenie. Życzliwa neutralność Turcji była niezwykle ważna dla Ententy. Nie trzeba tu być geniuszem strategii. Wie o tym każdy, kto ma mapę; wiedzieli o tym Turcy, wiedzieli Niemcy i Francuzi i Rosjanie, i powinni wiedzieć o tym Anglicy, naród żeglarzy. Turcja po zawarciu traktatu z Niemcami prowadziła rozmowy z Aliantami i była skłonna zawrzeć porozumienie, mimo poniżenia przez Anglików, zażądała tylko uznania nienaruszalności tureckiego terytorium. Nie były to wygórowane żądanie w obliczu korzyści z otwartych wrót Bosforu. Nawet carska Rosja była skłonna zapomnieć o minionych wojnach i zawrzeć ugodę z Turcją.

   Rząd Francji wedle słów prezydenta Poincaré „poruszył niebo i ziemię” by utrzymać Turcję jako państwo neutralne i by nakłonić Wielką Brytanię do udzielenia wspólnej gwarancji nienaruszalności tureckiego terytorium. Nic jednak nie było w stanie zmienić stanowiska brytyjskiego rządu, którego premierem był wówczas Herbert Henry Asquith, późniejszy Lord Oxford i Asquith. Dla Brytyjczyków było nie do pomyślenia, aby mieli negocjować i płacić za neutralność tak przez nich pogardzanemu byłemu protegowanemu. Ton nadawał tu Winston Churchill, „niezwykle wojowniczy” i „niepohamowanie antyturecki” i proponował wysłanie flotylli kutrów torpedowych i zatopienie w porcie w Stambule „Goeben’a” i krążownika „Breslau”. W tym czasie Anglia nie była w stanie wojny z Turcją. Mimo wielkich wysiłków rządu Francji i osobiście prezydenta Republiki Francuskiej Raymonda Poincaré nic nie było w stanie zmienić polityki rządu Wielkiej Brytanii wpychania Turcji do wojny po stronnie Niemiec, czemu Turcy opierali się rękami i nogami. Polityki równie upartej, co krótkowzrocznej i po prawdzie idiotycznej. Ale tylko na pozór.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura