2 obserwujących
113 notek
8933 odsłony
42 odsłony

Różnie to było...

Wykop Skomentuj

Ale wróćmy do naszej historii. Artur został kapralem po odejściu Staszka. Niektórzy zarzucali mu, że przywoził kiełbasy i wyroby dla kadry i został mianowany w uznaniu zasług. Ktoś nawet coś kiedyś widział...

Jak typowy Warchoł , chociaż tylko z Przysuchy, chłopak uznał za punkt honoru dokuczać Scyzorykowi. I robił to z upodobaniem. A to podstawił mu nogę, a to zrobił jakiegoś innego psikusa. Kiedyś Zbychu powiedział mu w oczy, że jest popier...nym zwyrodnialcem. Do Artura nie dotarło to chyba, bo odpowiedział : nie mów tak bo nie jesteś... moim ojcem. Tylko ojciec może tak powiedzieć synowi...

Artur niestety nie był sam. Jego falowiec też mu pomagał. Może rzadko, bo często go nie było, ale zawsze. Było to trochę dziwne, bo Tadek był kielczaninem. Ale niestety z Czarnowa a Zbyszek ze Śródmieścia. Czyli konflikt dzielnicowy. Arturowi sprzyjali zresztą trepy, w większości niestety też warchoły jak już wspomniano. To też gdy kiedyś Artur zamknął Zbyszka w składziku żaden sierżant go nie otworzył... A byli wręcz rozbawieni sytuacją.

Falowcem Zbyszka był Zygmunt. To już była chyba patologia. Z zawodu spawacz, wielokrotnie wykazywał ciągoty alkoholowe. Posiadał swoiste poczucie humoru. Przez jakiś czas też próbował siłowo traktować Zbyszka. Ale raz czy dwa oberwał celne uderzenie na korpus i przestał. Zresztą on z kolei jako wicek urywał się za płot. Tam na sąsiedniej ulicy znalazł sobie narzeczoną. I u niej spędzał większość wolnego czasu. Jeśli był trzeżwy. Bo jak nie to spał bez ducha. Kiedyś, jeszcze przed połową służby, gdy spawał blachy jakiejś nysce zawołał Zbyszka. Poprosił, żeby podał mu kombinerki, które leżały dwa metry dalej. Zyga miał zajęte obie ręce a tu trzeba było coś złapać. I Zbychu chwycił narzędzie ręką. Po sekundzie poczuł ból. Narzędzie było bardzo gorące. Na ręce został mu przypalony ślad. Zyga omal nie przewrócił się ze śmiechu. Taki żart zrobił... 

Zbyszek nie miał zamiaru przewodzić grupie. Nigdy nie miał takich aspiracji. W tej swojej społeczności też trzymał się raczej z boku. Inni jednak mu nie dawali spokoju. Wyczuli,że nie będzie się bronił, więc go atakowali. Zwłaszcza następna fala. Romek i Leszek. Ten pierwszy pochodził spod Radomia. Mały bezczelny cwaniaczek. Typowy "warchoł'. Tu coś pokombinować, tam coś wypić, gdzie indziej dokuczyć. Leszek to typowy wieśniak. Bardzo ograniczony prostak. Pochodził z wioski pod Kielcami. Też cwaniakował. Na dodatek lizus. Kierowca od Dziadka. Nieraz odwoził Chorążego do domu. Miał chody.

I ta cała banda cwanych wieśniaków z domieszką warcholstwa wyżywała się na Zbyszku. Ten znosił to cierpliwie. Po cichu odliczał dni do cywila. I powolutku dojechał do końca. Jako swego rodzaju wyróżnienie można traktować prośbę Dziadka o pomoc w robieniu porządków. Miała przyjechać kontrola ze sztabu generalnego i oczywiście zapanowała panika. Dziadek, niemal ze łzami w oczach powiedział " Zbyszku, wiem, że ci zostało tylko parę dni ale pomóż nam sprzątać". I jak tu odmówić?

Inne spotkanie z trepami miał Zbyszek w kantynie. Już jako rezerwista/ ledwie pięć dni do wyjścia poszedł z młodym na zakupy. Młody ubrany w galowy mundur, bo jeszcze nie dostał moro. A Zbyszek już w polówce z białą torbą w ręku. Pech chciał, że minęli się w drzwiach z majorem Olechowskim ze sztabu pułku. To znaczy prawie się minęli. Bo koło pana majora trudno było przejść spokojnie. I do Zbyszka też się doczepił. Do białej torby. I tak dobrze, że kazał młodemu zabrać zawartość i zanieść we właściwe miejsce. Bo Zbyszek musiał zanieść torbę do gabinetu majora i ją tam zniszczyć. Musiał też zostawić książeczką wojskową. Taki depozyt na czas wykonania pracy zadanej przez majora. W tym przypadku chodziło o posprzątanie suchych gałązek z transzei przeciw lotniczej obok budynku. Zbyszkowi zajęło to pięć minut. Następne dziesięć odczekał z papierosem w zębach za rogiem. Do majora poszedł na luzie. Regulaminowo wszedł do pokoju i się zameldował. Major siedział rozwalony na fotelu za biurkiem. Zapytał " Mam nadzieję, że będziecie pamiętać długo dzisiejszy dzień, żołnierzu?". Zbychu odparł, ze na pewno do końca służby. Nie podał oczywiście, że juz kończył. Major rzucił książeczkę na brzeg biurka. Wydawało się, że miał to wytrenowane. Pewnie robił to w podobnych okolicznościach nie jeden raz. Zbyszek odmeldował sie regulaminowo i wyszedł. Co pomyślał o majorze nie będziemy cytować.

 A tak wracając do problemów Zbyszka.Podpadnięty był od zawsze. A to za sprawą chrapania. Niestety cierpiał na tą przypadłość . I nie pomagało gwizdanie, mlaskanie. Nawet rzucanie butami. Jak zaczął, to nie szybko kończył. Potem rano znajdował niemal wszystkie buty w okolicy swojego łózka. I był zadowolony, ze nie dostał którymś w głowę.

Ale najlepszy żart zrobili mu koledzy tuż po przecince. Oczywiście od tego czasu przestał golić wąsy. Już mógł, chociaż niektórzy w żartach bardzo się temu sprzeciwiali. I którejś nocy... (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura